czwartek, 20 lutego 2020

"Nieznośny milioner" Nana Bekher - recenzja


W literackim świecie, wśród niektórych autorów panuje moda na nadawanie sobie pseudonimów. Nie chcą pisać pod własnym nazwiskiem, a ich nowe, wymyślone, często sugeruje czytelnikom, że mają do czynienia z zagranicznym pisarzem, a nie z naszym rodakiem. Również w ich książkach bohaterowie noszą zagraniczne imiona i nazwiska, a akcja dzieje się w różnych zakątkach świata. Myślę, że jest to celowe zagranie, ponieważ dużo Polaków przyznaje się, że chętniej czyta obcych autorów niż naszych. Czy to oznacza, że Polscy nie umieją pisać? Absolutnie nie. Ale nie ukrywamy, że fascynuje nas to, co obce. A naszych pisarzy nie doceniamy. Takie jest moje zdanie.

Ale... Samo wrażenie, że książka zagranicznego autora będzie lepsza od naszego, nic nie znaczy. Przekonałam się o tym wielokrotnie. Wiem, że do niektórych historii nie pasują Zenek i Marysia i akcja dziejąca się w Żelazowej Woli . Jeśli mamy dobry pomysł na świetną historię, która będzie jeszcze lepsza, gdy bohaterką będzie Amanda, a bohaterem Scott, a akcja będzie się działa w Miami, to nie ma problemu . Jest wiele takich historii napisanych przez polaków, które uważam, za świetne. Czasami nawet nie wiem, że to polski autor i jestem w stanie głowę dać sobie urwać, że jest zagraniczny, bo książka jest dobrze napisana i nie czuć w niej "tej polskości". Nie zrozumcie mnie źle. Bardzo lubię nasz język, nasze powiedzonka, zdrobnienia czy żarty i naszego Zenka czy Marysię. Ale tylko wtedy, gdy jest to prawdziwe.

Natomiast... Są w literackim świecie autorzy, którzy wydają książkę pod zagranicznym pseudonimem ( chociaż to akurat jest najmniejszy problem) i chcą opowiedzianą w niej historię przedstawić jako "amerykański sen". A wychodzi telenowela brazylijska w wykonaniu Polaków noszących zagraniczne imiona, ale myślących po polsku, a akcja tego "dzieła" dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Myślę, że spotkaliście się z takimi historiami na pewno. Ja też. A ostatnia taka historia, którą przeczytałam i idealnie pasuje do tego opisu, to książka "Nieznośny milioner " Nany Bekher, która ukazała się nakładem wydawnictwa Was Pas.


Status BESTSELLERA na dwa miesiące przed premierą!

Czy miłość naprawdę istnieje? Czy za pieniądze można kupić wszystko?

Alexander Powell, to młody, bogaty przedsiębiorca. Życie nauczyło go, że najważniejsze są pieniądze. Od najmłodszych lat rodzice spełniali wszystkie jego zachcianki. Lubi wydawać pieniądze na samochody, imprezy, wycieczki oraz dziewczyny.

Amber Lou ma kochającą rodzinę i przyjaciół. Choć często ma pod górkę, zawsze stara się znaleźć pozytywną stronę. Nigdy nie poddaje się bez walki.

Alex i Amber spotykają się w słonecznej Hawanie. Dziewczyna robi ogromne wrażenie na chłopaku. Jednak Alex szybko orientuje się, że Amber nie jest dziewczyną, której imponują pieniądze. Intrygi, kłamstwa, ból i wiele wylanych łez. Czy ta dwójka ma szansę na szczęście i miłość? Czy jednak z powodu dzielących różnic, los tej pary jest z góry przesądzony?


Nie lubię pisać źle o książkach. Z reguły te co wybieram, podobają mi się. A nawet jeśli coś mi się w nich nie podobało, są to drobne szczegóły. W przypadku tej książki wiedziałam, że się nie polubimy już po przeczytaniu dwóch pierwszych rozdziałów. Ale czytałam dalej. Po 300 stronach miałam ochotę wyrzucić ją przez okno. Od 300 do 400 zrobiło się jakoś lepiej. A od 400 do prawie 500 było nawet znośnie, choć opis jednej sceny sprawił, że znowu opadły mi ręce.


Ale zacznijmy od początku. Alex i Amber spotykają się na wakacjach i wpadają sobie w oko. Jest tylko jeden problem. Ona jest kelnerką, a on, no cóż, milionerem. Ona nic o tym nie wie, on na wstępie ją oszukuję, że pracuje na stacji benzynowej, a nie że jest jej właścicielem. Niby drobne kłamstwo, a Amber gdy się o tym dowiaduje, kończy wcześniej wakacje i wraca do domu i nie zamierza się do niego odzywać. Przypominam tylko, że zbierała dwa lata na te wakacje, a teraz z powodu jakiegoś faceta kończy urlop wcześniej. Można? Można. W końcu taka tragedia wydarzyła się w jej życiu. Alex także nie wykonuje pierwszego kroku po powrocie do domu. Potem jednak wracają do siebie, zaręczają się i na przekór matce chłopaka chcą wziąć ślub. I to się nazywa miłość. Ale później z tej ich miłości wynikają już tylko same problemy. 



W książce pojawiają się również postacie drugoplanowe, czyli przyjaciel, który kocha Amber, była dziewczyna, która chce odzyskać Aleksa, dwie mamusie, które knują spisek, przyjaciółka Amber, która na każdym kroku próbuje przemówić jej do rozumu i przyjaciel Alexa, który również robi to samo oraz wiele innych mniej ważnych. 

A do tego, spiski, kłamstwa, dzikie seksy i kłótnie między bohaterami, które przez które mam roztrój żołądka. Ogólnie historia nie jest wybitna, ale dobra na taki romans. Mogłaby to być całkiem ciekawa książka, gdyby nie styl pisania autorki i to w jaki sposób tą opowieść opowiedziała. Pomijając fakt, że w książce są błędy językowe, które wyłapałam, więc to już działa na jej niekorzyść, to jeszcze cała akcja jest nudna jak flaki z olejem. Całość jest przewidywalna, brakowało mi tu zaskoczenia, jakiegoś powera, sama nie wiem już czego. Ale czegoś na pewno.


Uważam, że ta książka na bardzo niskim poziomie, dla mało wymagających czytelników. Prawie 500 stron gdzie, czytamy coś pokroju telenoweli brazylijskiej. Ona go kocha, ale z nim nie będzie, bo coś tam. On ją kocha, ale z nią nie będzie, bo coś tam. Nie mogą być razem, bo coś tam. I tak w kółko. Ludzie z głodu na świecie umierają i to jest tragedia, a Ci mają takie problemy, że opadają mi ręce. I do tego autorka lubi nadużywać imienia głównego bohatera. W kółko tylko Alex i Alex, w  to w prawie każdym zdaniu Alex. I te teksty typu "słoneczko" w kółko i na okrągło. Wszystko jest piękne, słodkie i ocieka lukrem. A najcudowniejsza jest miłość Alexa do Amber i jego zachwyt jej osobą. Ale razem nie będą, bo coś tam. Zdecydowanie główny bohater nie ma jaj. Do pieprzenia pierwszy, a jak już się robi jakiś problem to focha się jak małolata. Amber nie jest lepsza. Ona lubi sobie pocierpieć dla zasady. W jej mniemaniu na nic nie zasługuje, a wszystko to jej wina. Serio? Tylko mnie to wkurzało. 




Teksty jak z gimnazjum, historia mocno przewidywalna i przerysowana, bohaterowie meczący i bardzo niezdecydowani. Sceny seksu tak ociekające lukrem, że aż mi się ich czytać nie chciało, bo tylko mnie irytowały. I wcale nie dlatego, że mieli super seks. W to nie wątpię. Ale nie było w tym dla mnie nic realnego. Ten seks był taki sztuczny. A może ludzie mają taki seks, a ja się nie znam? Tak na prawdę to było 500 stron o wszystkim i o niczym. "Masło maślane" i "ciepłe kluchy", te dwa określenia mi się bardzo kojarzą z tym co przeczytałam. 



Na Lubimy czytać jest świetna opinia tej książki, którą napisała Wiooletka13. Pozwolę sobie zacytować jej fragment i mam nadzieję, że autorka opinii nie będzie miała mi tego za złe:

"Polski rynek zalała lawina książek, które polskie autorki postanowiły wyjąć z szuflady. Nie okłamujmy się są takie, które bez mrugnięcia okiem powinny zostać wydane i to przez wiodące wydawnictwa w kraju, ale jest też część, która zdecydowanie nie powinna ujrzeć światła dziennego."

I myślę, że tą idealną puentą zakończę moją recenzję tej książki. Nieznośny milioner, jest bowiem według mnie książką, która na dnie szuflady powinna pozostać. 






















14 komentarzy:

  1. Jeszcze jej nie czytałam, choć mam w planach. A uważam, że nasi polscy Autorzy bardzo dobrze sobie radzą. Jeszcze kilka lat temu powiedziałabym inaczej, ale teraz lubię sięgnąć po naszych rodaków. I faktycznie sprawdzają się w romansie, nawet erotyku. Aczkolwiek dla mnie wspaniałością są kryminały polaków, zdecydowanie w tym są świetni. Z resztą tak jak w przypadku seriali, nasze kryminalne są naprawdę świetne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu jak dobrze że nie kupiłam tej książki, bo chyba bym się popłakała. Mój gust czytelniczy w dużej mierzę pokrywa się z twoim i kurde już czytając recenzję miałam dość głównych bohaterów a co dopiero jak bym czytała książkę. Jednak to prawda ostatnio bardzo dużo polskich autorek pisze pod zagranicznym pseudonimem, jednak czasami od pierwszych stron widać że tutaj coś nie zagrało i to jest aż nad wyraz nasz Polski styl pisania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam już o niej i dobrze, że się nie skusiłam, bo pewnie też bym się denerwowała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że za pieniądze nie kupi się prawdziwej miłości. Kasa jest ale to nie wszystko, książka zainteresowala mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zagraniczny pseudonim nie jest zły pod warunkiem, że dalej mamy bohaterów również o zagranicznych imionach. Bo taki Zenek czy Basia w książce np. Jane Austin by brzmieli dziwnie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja lubię polskich autorów i na pewno czytam ich więcej niz tych zagranicznych <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Zanim przeczytałam Twój wpis na temat tej książki, od razu nie spodobał mi się jej tytuł. I teraz to już sama nie wiem co myśleć. Zastanawiam się czy jest sens tracić czas na jej czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bym nie męczyła nie czytając coś co było by słabe i mało ciekawe. Książka jest gruba i chyba nie potrzebnie traciłas na nią czas

    OdpowiedzUsuń
  9. Na rynku ostatnio sporo książek o podobnej tematyce, on przystojny milioner, ona nie z jego bajki i wariacje na temat, jak tam dalej będzie. Jakoś nie dla mnie takie książki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka jest zdecydowanie dla mnie jednakze troche obawiam się,że wyprowadziłaby mnie z równowagi. Hehe

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię Twoje recenzje. Są takie rzeczowe i szczere, a przy tym zabawne. Ja osobiście uważam, że lepiej, gdy pisarze opisują warunki i otoczenie, jakie znają. Dlatego teraz piszę horror o przedszkolu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Horror o przedszkolu? Och, to ja muszę przeczytać prędzej niż tą, recenzowaną tu książkę.

      Usuń
  12. Uwielbiam takie historie o miłości. Książka już mi się podoba, więc na pewno do niej wrócę. Wątek kojarzy mi się z książką Milioner i Bogini.

    OdpowiedzUsuń
  13. To książka niemal o mnie...No tak w połowie. Bo o nieznośności coś tam jednak wiem. A milion to może i był... ale kiedy to było

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz. Motywuje mnie to działania.

Komentując post wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych, które odbywa się na podstawie zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych (art. 6 ust. 1 lit a RODO z dn. 25.05.2018)

Copyright © Aleksandra NS Blog , Blogger