czwartek, 30 lipca 2026

„ Za jakie grzechy taki szef !" Agnieszka Kowalska-Bojar - PATRONAT MEDIALNY

„ Za jakie grzechy taki szef !" Agnieszka Kowalska-Bojar - PATRONAT MEDIALNY

„ Za jakie grzechy taki szef" Agnieszka Kowalska-Bojar - PATRONAT MEDIALNY

Agnieszka Kowalska- Bojar słynie z emocjonalnie napisanych historii. Nie ważne czy jest to książka czy tylko e-book. Nie ważne czy dramat, thriller, romans czy komedia romantyczna. U niej nie ma nudy, są genialne teksty, bohaterowie potrafią narozrabiać. A Agnieszka lubi wystawiać ich na różne próby i testować cierpliwość. Cierpliwość zarówno bohaterów, jak i czytelników. Moją na pewno przetestowała tym razem bardzo. „Za jakie grzechy taki szef" to e-book, o którym na pewno można napisać wiele. A jeszcze więcej było emocji, które mi towarzyszyły podczas czytania tej historii.



„Za jakie grzechy taki szef" to typowy przykład książki z motywem hate-love. Choć na początku nasi bohaterowie nie pałali do siebie nienawiścią to później się to zmieniło. I na nienawiści się nie skończyło. Konrad - tytułowy szef jest chamem. Majętnym i władczym chamem, który swoje asystentki / sekretarki traktuje okropnie. To co chłop wyczynia, podchodzi już nawet nie pod mobbing, a znęcanie. Kawa ma mieć określoną ilość stopni, jeśli nie ma, to ląduje na sekretarce. Jeśli pismo nie ma przecinka ląduje w koszu, albo sekretarka dostaje nim w głowę. Słowo „wypierdalaj" jest wyznacznikiem tego, że szef ma bardzo zły humor i trzeba uciekać. Test białej rękawiczki i pedantyzm do kwadratu? W wykonaniu Konrada nabiera to nowego znaczenia. Ten koleś ma problemy z kontrolą emocji i kulturą osobistą. Jego asystentki prowadzą dziennik, który sobie przekazują. Zawiera on same ostrzeżenia przed pracą i tego człowieka. Żadna nie wytrzymała dłużej niż trzy miesiące. Niektóre nawet dwóch dni nie wytrzymały, więc o czymś to świadczy. W firmie pracownicy robią zakłady, która sekretarka ile wytrzyma. Przerażające to i bulwersujące. Aż pewnego dnia pojawia się Ola. Dziewczyna bardzo potrzebuje pracy i poprzysięga, że wytrzyma ile się da. Ale z Konradem to można iść co najwyżej z mostu skoczyć, a nie pracować. I niestety szybko przekonuje się, że facet naprawdę jest złem wcielonym. Aż pewnego dnia traci pamięć i okazuje się, że Ola była podana jako osoba do kontaktu. Dziewczyna postanawia wykorzystać sytuację, podaje się za jego narzeczoną i wciela w życie plan pod tytułem „zemsta".

Chciałabym Wam napisać, że szala zwycięstwa jest zawsze po stronie Oli, ale nie jest to prawda. Konrad nawet z amnezją okazuje się godnym przeciwnikiem. A później nawet i nie przeciwnikiem.

Przy czytaniu tej książki towarzyszyło mi bardzo dużo negatywnych emocji. Od wzburzenia, do wkurzenia i na końcu do wkurwienia. Nie można tego inaczej opisać. Główny bohater jest dupkiem, świnią, chamem i bydlakiwm. Jego zachowanie świadczy o tym, że kultura osobista jest mu obca. Nie rozumiem takiego zachowania. Chyba, że ma ono na celu wykończenie drugiej osoby. Później nasz bohater zaczyna zachowywać się dziwnie. Jakby mu zależało na Oli? Nie, to nie jest możliwe. A może jednak? Tak naprawdę w jego przypadku można się wszystkiego spodziewać, ale ludzkich odruchów? Coś tu było nie tak.

Motyw hate-love również nabiera nowego znaczenia w tej książce. Konrad nie lubi nikogo. Samego siebie pewnie też nie lubi. Biedny zadufany w sobie gnojek. A Ola? Zaczynając pracę dla swojego szefa nie myślała, że połączy ich nienawiść. Nie możliwością jest, by poczuć coś innego do takiego człowieka przecież. Ale jak widać w słowniku Agnieszki Kowalskiej-Bojar nie ma słowa „niemożliwe".

Ta historia jest trudna. Nie jest to typowy przykład romansu. Dla mnie nie ma nic fajnego w znęcaniu się nad sekretarką, a później grożenie jej. Pan Konrad i do groźby się posunął w tej książce, co myślę, że nikogo nie powinno dziwić. Nie ma nic fajnego w romantycznej relacja z takim człowiekiem. Ale jak widać Pan Konrad ma różne talenty. Oprócz znęcania się nad pracownikami, grożenia im i zastraszania, potrafi również czarować i rozkochiwać w sobie niewinne kobiety. I sama nie wiem, co sprawia mu wiekszą przyjemność. Typowy przykład psychopaty.

Agnieszka dała w kość czytelnikom oj dała. Jedna z czytelniczek nazwała książkę krindżową (od angielskiego cringe) i coś w tym jest. Ale czy tą historię można nazwać złą? I tu zdania są podzielone. Jedni pewnie uważają, że nie ma w tej książce nic dobrego. Jest tylko wstyd, zażenowanie, zgorszenie tym, co przeczytali. A inni napiszą hola, hola. Czy książki z motywem hate-love przypadkiem niw takie mają być? No może nie aż tak, ale w dużej mierze właśnie się tak w nich dzieje.

Sięgając po książki Agnieszki Kowalskiej-Bojar nawilży mieć na uwadze, że ma ona dość specyficzny sposób pisania. Ona się nie ogranicza. U niej motyw hate-love już dawno wszedł na wyższy poziom połączenia miłości z nienawiścią, że dziwi mnie jeszcze to, że nasi bohaterowie nie próbowali się pozabijać zanim poszli do łóżka. A tego można się spodziewać przy każdej pisanej przez autorkę książki z tym motywem. Sięgając po jej publikacje musicie mieć na uwadze, że to co dla innych autorów jest kontrowersyjne, na Adze i jej stałych czytelnikach nie robi już wrażenia. Ona lubi szokować, a jej czytelniczki lubią być szokowane.

Na koniec dodam, że to jeszcze nie jest szczyt formy autorki, choć faktycznie ta historia szokuje i wzbudza mnóstwo negatywnych uczuć. Ale to nie znaczy, że jest źle napisana. Ona jest bardzo dobrze napisana i miała taka być oraz wywoływać skrajne emocje. Inaczej byście się nudzili. Nie może być zbyt słodko.

Jeśli potrzebujecie większej dawki wrażeń lub chcecie dowiedzieć się, co znaczy naprawdę mocna i przerażająca literatura, to sięgnijcie po książki z serii „Dranie". Tylko później nie piszcie, że nikt Was nie ostrzegał.

Książkę w postaci e-booka można kupić na stronie wydawnictwa www.motylewnosie.pl.

środa, 29 lipca 2026

„Ostatnie tchnienie" Karolina Ligocka

„Ostatnie tchnienie" Karolina Ligocka

„Ostatnie tchnienie" Karolina Ligocka

Coraz częściej w moich social mediach pojawiają się recenzje książek z gatunku fantastyka. W swojej kolekcji mam ich bardzo dużo i postanowiłam, że będę częściej dzieliła się swoimi przemyśleniami na temat magicznych światów wymyślonych przez autorów. Tym razem mam przyjemność pokazać Wam „Ostatnie tchnienie" Karoliny Ligockiej. To trzecia część cyklu „Historia Naridy. Dwie poprzednie części zrecenzowane są na moim blogu.


„Ostatnie tchnienie" Karolina Ligocka

„Ostatnie tchnienie" to już ostatnia część przygód anielicy Naridy, która została strącona z Nieba za zbrodnię, której nie popełniła. Miała nie przeżyć upadku i zderzenia z Ziemią. Na nieszczęście tych, którzy ją skrzywdzili, upadek nie zabił młodej anielicy. Ale na pewno spotęgował jej chęć zemsty na matce, która wydała na nią wyrok śmierci. Pierwsza część cyklu to „Piekielne Niebo", a druga to „Szczelina mroku". Cały cykl ukazał się nakładem wydawnictwa Mięta. Autorka zostawiła sobie otwartą furtkę i nie powiedziała „nie" tej historii, choć na chwilę obecną jest ona zakończona na trzech tomach. Na razie musi nam to wystarczyć, choć nie ukrywam, że jest mi przykro. Polubiłam bohaterów tej historii i ich perypetie. A autorka miała mam co opowiadać. 


Każda z książek z cyklu to wyprawa do innego miejsca. W tej książce nasi bohaterowie muszą wyruszyć do Czyścca, by uratować najlepszego przyjaciela Nari - demona Romina. Demon został zaczarowany przez przywódcę watahy wilkołaków, pokiereszowany i pozostawiony na pewną śmierć. Przy okazji nieodwracalnie zmieniło się jego DNA, czyniąc go nowym gatunkiem. Na szczęście udało mu się dotrzeć do mieszkania Nari. A ta zmobilizowała wszystkie siły i rozpoczęła misję ratunkową.

„Ostatnie tchnienie" Karolina Ligocka

Pomysł na ostatnią część historii Naridy uważam za genialny. Zarówno pierwsza jak i druga część mi się bardzo podobała ale trzecia pokazała w pełni, że miłość i przyjaźń międzygatunkowa istnieje. Nie ważne czy jesteś istotą światła czy ciemności, możecie stworzyć duet idealny. A o prawdziwą przyjaźń należy walczyć. Nawet jeśli miałoby to oznaczać, że trzeba zejść do Czyścca, wejść do przerażającej siedziby wilkołaków czy obcować z pradawną mocą, która czyni z najlepszego przyjaciela potwora. Naridzie nawet przez myśl nie przeszło, by się odwrócić od demona. Nawet gdy zaczęły mi rosnąć rogi, a jego skóra pokrywała się kolorowymi łuskami. Nawet wtedy, gdy okazało się, że Rimon może być niebezpieczny, a jego siła zagrażać anielicy i jej przyjaciołom. 

Podobał mi się opis Czyścca i to jak autorka go sobie wyobraziła. Zawsze wydawało mi się, że to jest straszne miejsce, że dusze zawieszone są w nim jak w próżni. I w sumie też trochę cierpią katusze. Miałam już jakieś wyobrażenie tego miejsca, gdy czytałam książkę „Ja potępiona" Bereniki Miszczak. A tu okazuje się, że można wymyśleć to inaczej. A przy okazji spotkać tajemniczego i niespodziewanego gościa. 

„Ostatnie tchnienie" Karolina Ligocka

Pomysł, wykonanie, język, fabuła i pomysł na piątkę z plusem. Cała trylogia godną jest polecenia i jeśli lubicie fantastykę, gdzie świat demonów i istot piekielnych łączy się z tym anielskim, to bedziecie zadowoleni. 

Mam tylko jedno „ale" co do okładki. Na grafice wyraźnie widać, że Rimon ma skrzydła. A w książce, mhm, zresztą doczytacie sobie sami...

Krótko mówiąc POLECAM! 


Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Mięta. 


poniedziałek, 27 lipca 2026

Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Wpis reklamowy 

Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Cieszę się, że do grona zaufanych firm kosmetycznych pudełka Pure Beauty dołączyła marka VEOLI BOTANICA. Kiedyś miałam przyjemność używać ich kosmetyki do twarzy i byłam zadowolona, więc ucieszyła mnie możliwość przetestowania kolorówki tej marki. W edycji Rose Stories można było znaleźć jeden z trzech proponowanych kosmetyków do makijażu: rozświetlacz, róż lub bronzer. Cieszę się, że trafiłam akurat na rozświetlacz, ponieważ od pierwszego użycia trafił do grona moich ulubieńców.


Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Rozświetlacz w kremie z roślinnym kolagenem. Rozświetla skórę. Podkreśla jej naturalne piękno. Dodaje glow, zachwycając i dodając uroku. Można go stosować na twarz, ale i powieki. Będzie idealnym dodatkiem i wykończeniem makijażu. Czemu jeszcze warto się na niego zdecydować?

Rozświetlacz Time To Shine od VEOLI BOTANICA to kosmetyk, który ma w składzie aż 97% składników pochodzenia naturalnego. Wyróżnione zostały dwa składniki, na które warto zwrócić uwagę. Jest to roślinny kolagen, który wspomaga nawilżenie oraz elastyczność skóry. Warto zwrócić uwagę również na witaminę E, która jest antyoksydantem i chroni skórę przed oznakami starzenia.

INCI: Caprylic/Capric Triglyceride, Polyglyceryl-2 Isostearate/Dimer Dilinoleate Copolymer, Mica, Coconut Alkanes, CI 77891, Hydrated Silica, Glyceryl Behenate, Disteardimonium Hectorite, Cocos Nucifera Oil, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Caprylate, Hydrolyzed Vegetable Protein, Propylene Carbonate, Tin Oxide, Pentaerythrityl Tetra-di-t-butyl Hydroxyhydrocinnamate, CI 77491, CI 77499

Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Błysk, błysk i jeszcze raz błysk!

Kosmetyk ma wygodny aplikator, którym precyzyjnie nałożymy go na skórę. Następny etap to gąbeczka i wklepywanie produktu, by uzyskać efekt rozświetlenia na skórze. Rozświetlacz na szklane opakowanie czym zaskakuje. Nie miałam jeszcze produktu rozświetlającego w szklanym flakonie.

Rozświetlacz choć nałożony na skórę na początku wygląda jak mocna tafla, to po rozsmarowaniu palcami, bardź wklepaniu go w skórę nabiera subtelnego blasku. Oczywiście efekt rozświetlenia można budować.

Time To Shine - spektakularne rozświetlenie skóry z VEOLI BOTANICA

Wpis powstał w ramach współpracy z Pure Beauty. 

 

Sprawa spadkowa - czy zawsze trzeba korzystać z pomocy prawnika?

Sprawa spadkowa - czy zawsze trzeba korzystać z pomocy prawnika?

 Wpis sponsorowany 


Jaką kancelarię wybrać do przeprowadzenia sprawy spadkowej?

Czy do przeprowadzenia sprawy spadkowej zawsze potrzebna jest pomoc kancelarii prawniczej? Są sytuacje, gdy nie ma potrzeby angażowania osób trzecich, ponieważ spadkobiercy doszli do porozumienia poza salą sądową i wszystkie potrzebne dokumenty są w stanie załatwić sami, korzystając np. tylko z pomocy notariusza. Inne dokumenty załatwia się bezpośrednio w Sądzie i może to zrobić tylko jedna ze stron. Ale są też takie sprawy spadkowe, w których pomoc kancelarii prawnej jest niezbędna. Są długi, jest duży majątek, który trudno podzielić, spadkobiercy nie mogą dojść do porozumienia, są roszczenia spłaty części nie do zaakceptowania lub inne problemy wpływające bezpośrednio na niemożliwość przeprowadzenia postępowania w sprzyjających dla stron warunkach.  W takiej sytuacji jaką kancelarię należy wybrać? Czem się kierować i na co zwracać uwagę? 


Jaką kancelarię wybrać do przeprowadzenia sprawy spadkowej?

Sprawy spadkowe bywają proste ale są również takie, w których pomoc spadkobiercom jest niezbędna. Sprawy spadkowe bywają trudne, pełne emocji, zazwyczaj tych negatywnych i pozostawiają po sobie niesmak. Oczywiście o ile zostaną w odpowiedni sposób poprowadzone tego nie ma, ale wiadomo, że ludzie są różni. Często podczas spraw spadkowych pokazują prawdziwą twarz, a przysłowie „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu" staje się boleśnie prawdziwe.  Najważniejsze jest to, by sprawiedliwości stało się za dość. Dobrym rozwiązaniem jest wcześniejsze spisanie testamentu, ale jeśli go nie ma, to można przeprowadzić dziedziczenie wedle panującego prawa. Niestety są spadkobiercy, którzy nie zgadzają się z dziedziczeniem i chcą wywalczyć dla siebie więcej niż im się należy. Co w takiej sytuacji zrobić?

Jaką kancelarię wybrać do przeprowadzenia sprawy spadkowej?

Jeśli mieszkacie we Wrocławiu i potrzebujecie pomocy przy przeprowadzeniu trudnej sprawy spadkowej, to możecie skorzystać z pomocy Kancelarii Radców Prawnych R. Ptak i wspólnicy. Jeśli jednak do Wrocławia macie zbyt daleko, by przyjeżdżać na spotkania, to możecie również skorzystać z porady online. Więcej informacji na temat kancelarii i jej działalności znajdziecie na stronie i-kancelaria.pl.


Zdjęcia zamieszczone we wpisie pochodzą z bezpłatnej bazy zdjęć https://unsplash.com. 











sobota, 25 lipca 2026

Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Wpis reklamowy 

Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Marka SYLVECO zajmuje na mojej półce z kosmetykami szczególne miejsce. Dzięki Pure Beauty mam możliwość testować różne ich produkty, więc mogłam śmiało wyrobić sobie zdanie o marce i jej kosmetykach. Lubię je, a one lubią moją skórę z wzajemnością oczywiście. Tym razem na tapecie brzozowy płyn micelarny, który już od pierwszego użycia stał się moim ulubieńcem. Kosmetyk znalazłam w edycji Rose Stories.


Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Główne składniki aktywne brzozowego płynu micelarnego SYLVECO

• aloes
• ekstrakt z liści brzozy
• pantenol
• alantoina
• hydrolizowane proteiny owsa
• gliceryna

Aqua, Decyl Glucoside, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Betula Alba Leaf Extract, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Oats, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phytic Acid, Lactic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid.

Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Czy wiecie jak działają micele? Są trochę jak magnes. Wyłapują ze skóry brud, kurz, resztki makijażu czy sebum i to wszystko osiada na płatku kosmetycznym, który nasączamy kosmetykiem. Większość płynów micelarnych według producentów nie wymaga spłukiwania, ale ja jestem tego zdania, że zawsze należy to robić.

Zaczynamy od demakijażu. Swój wykonuję właśnie płynem micelarnym. Później używam żelu do mycia twarzy, toniku a na końcu kremu bądź naturalnego olejku, którego obecne jestem fanką.

Ale płyn micelarny nie jest tylko do demakijażu. Używam go często również w ciągu dnia, gdy mam wolne, nie potrzeba mi makijażu, a mam ochotę odświeżyć skórę. Zmywam go później wodą i nakładam lekki krem, albo nie nakładam nic. Wszystko zależy od tego, na co mam w danej chwili ochotę.

Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Brzozowy płyn micelarny SYLVECO - mój hit z pudełka Pure Beauty

Brzozowy płyn micelarny to delikatny kosmetyk w szczególności przeznaczony dla skóry suchej i wrażliwej, choć ja mam mieszaną i używam go z powodzeniem. Butelka 400 ml (PET) i zakrętka (PP) nadają się do recyklingu. Kosmetyk nie posiada kompozycji zapachowej ani barwników, co bardzo mi się podoba. Jeśli chodzi o oczyszczanie skóry, to jestem z tego zadowolona. Najbardziej z demakijażu oczu. Płyn z powodzeniem usuwa tusz do rzęs i brokatowe cienie, nie podrażniając powiek i skóry wokół oczu. Nie podrażnia skóry, nie wysusza, nie pozostawia tłustego filmu na skórze.


Wpis powstał w ramach współpracy z Pure Beauty. 




środa, 22 lipca 2026

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Wpis reklamowy 

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Lato, lato, lato czeka!
Jak tam Wasze wakacje? Pada? Pada? A może pada? U nas na szczęście nie pada i jest przepiękna pogoda. Już nie mogłam doczekać się powrotu ciepełka, bym mogła znowu wylegiwać się nad basenem 🏝️☀️. A teraz mam wypoczynek nad rzeką i basenami termalnymi. Niech żyją udane wakacje!


Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Hydra licious - Summer Set to pudełko wypełnione po brzegi propozycjami kosmetyków idealnych na lato. Wśród nich znalazłam 3 nowości oraz dwa dobrze znane mi kosmetyki, których od dłuższego czasu używam i lubię:


💚Garnier FRUCTIS HAIR FOOD aloe vera+ maska do włosów z aloesem.
♥️Mixa Urea CICA REPAIR + multifynkcyijny krem do ciała z 10 % mocznikiem.
💙Garnier hyaluron fresh & plump nawilżający sorbet do twarzy.
🧡Garnier Ambre Solaire sensitive advanced SPF 50+ mleczko ochronne do skóry wrażliwej.
🧡Garnier Ambre Solaire super UV SPF 50+ lekki krem ochronny do twarzy.

Prawda, że te kosmetyki mogłyby znaleźć się w każdej wakacyjnej walizce?


@garnierpolska @mixa_polska @purebeauty_pl
#haircare #skincare #sorbetgarnier #mixa #garnier

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Garnier Ambre Solaire sensitive advanced SPF 50+ mleczko ochronne do skóry wrażliwej hipoalergiczne, cena sugerowana 52,99 zł za 175 ml


Lato, to czas, kiedy mocno eksponujemy nasze ciała, więc trzeba poświęcić skórze szczególną uwagę. Dlatego mam przyjemność pokazać Wam mleczko ochronne, chroniące skórę przed promieniowaniem UVA i UVB. Produkt posiada wysoką ochronę przeciwsłoneczną SPF 50+. Mleczko jest lekkie, szybko się wchłania, nie bieli, nie zostawia tłustego filmu na skórze. Idealne rozwiązanie jeśli chce się kosmetyki ochronny.

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Garnier hyaluron fresh & plump nawilżający lekki sorbet do twarzy, cena sugerowana 32,99 zł za 85 ml


Po wielkim sukcesie sorbetu z serii VITAMIN C przyszedł czas, bo przetestować wersję nawilżającą. Ultralekka nawilżająca formuła, brak lepkiej warstwy, nic się nie klei, za to skóra jest cudownie nawilżona przez długi czas i to od pierwszego użycia. Producent zapewnia, że podczas używania sorbetu skóra będzie miała zwiększone nawilżenie, będzie bardziej jędrna, wygładzona. Ponadto będzie miała zapewnioną całodzienną kontrolę sebum. Małe opakowanie, ale zapewniam Was, że wystarczy Wam na długi czas.

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

Garnier Ambre Solaire super UV SPF 50+ lekki krem ochronny do twarzy, cena sugerowana 55,99 zł za 40 ml


Wysoka ochrona przeciwsłoneczna SPF 50+, lekka formuła, bez lepkiej warstwy i białych śladów na skórze? Z tym lekkim kremem wszystko możliwe. Kosmetyk zapewnia ochronę do 12 godzin, o ile skóra nie ma kontaktu z wodą w tym czasie. Kosmetyk nie jest tłusty, więc nadaje się dla osób ze skórą przetłuszczającą się. Śmiało można ten kosmetyk stosować pod makijaż, ponieważ skóra pod nim oddycha. Nie posiada substancji zapachowych.

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

GARNIER FRUCTIS nawilżająca maska do włosów aloe HAIR FOOD, cena sugerowana 27,99 zł za 390 ml


Kolejna z moich ulubionych masek do włosów, tym razem w odsłonie mocno nawilżającej. Maska przeznaczona jest do suchych i wymagających nawilżenia włosów oraz skóry głowy. Maska wzbogacona jest o aloes, kokos. Kosmetyk można stosować jako odżywkę, maskę do włosów lub kosmetyk bez spłukiwania. Ma przyjemny zapach i wygodne opakowanie.


Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa

MIXA SENSITIVE SKIN EXPERT UREA CICA REPAIR+ multifunkcyjny krem cena 59,99 zł za 400 ml


To jest prawdziwy pogromca suchej skóry. W składzie balsamu znajduje się mocznik i gliceryna. Te dwa składniki w wyraźny sposób poprawiają wygląd skóry i dzięki nim Twoja skóra będzie mniej szorstka i nie będzie się łuszczyć.

Krem, tak jak produkt opisany wyżej, można stosować na twarzy całego ciała, w tym twarzy. Jest lekki, szybko się wchłania i nie zostawia na skórze lepkiej warstwy.

Hydra - licious Summer Set - letnia propozycja kosmetyków od Garnier i Mixa


Wpis powstał w ramach współpracy z Pure Beauty. 

niedziela, 19 lipca 2026

„Mamuna" Krystian Stolarz

„Mamuna" Krystian Stolarz


„Mamuna" Krystian Stolarz

Jedna z najlepszych książek przeze mnie przeczytanych w 2026 roku. Połączenie kryminału z thrillerem z akcentem magicznym i ludowymi wierzeniami. W tej książce tak naprawdę nie ma żadnej magii, takiej w klasycznym znaczeniu tego słowa. Ale główny bohater nie raz nie dwa doświadczył tego, że w Nawidowie diabeł nie śpi, a zło wychodzi po ciemku, rozciągając swoje macki na zapomnianą przez Boga wieś. 


„Mamuna" Krystian Stolarz

„Mamuna" Krystian Stolarz

„Kto tajemnic szuka, ten diabła spotyka". Ten tekst pojawia się w tej książce aż za dużo razy. Przeraża mnie ciennogród i ludzka głupota. Od dziesięciu lat w tej zabitej dechami wsi giną dzieci. A lokalna społeczność twierdzi, że nie można wchodzić w paradę diabłu. A tym diabłem jest mamuna. Nie kto inny, jak demon ze słowiańskich wierzeń. W mitologii istnieje przekonanie, że mamuna to kobieta, która porywa dzieci i podmienia je na odmieńce. I tego demona oczywiście nie można rozgniewać. Trzeba się pogodzić ze swoim losem. Przerażające i oczywiście tragiczne w skutkach. 

A policja? Komisariat wyrzutów - nazwa mówi sama za siebie. Choć policjanci niby coś w sprawie porwań robili, to nie wyniknęło z tego nic dobrego. Aż do momentu przyjazdu do wsi nowego komendanta. Dla komisarza Bożydara Sokoła rozwiązanie tej sprawy, to jego być albo nie być. Zesłany za karę do wsi, gdzie ktoś wierzy w zabobony, ma za zadanie zrobić porządek zarówno wśród mieszkańców jak i lokalnych policjantów. To co zastaje na miejscu budzi w nim zarówno gniew jak i obawę. Ale mimo przeciwności losu, daje radę brnąć do przodu. Po woli, po malutki, ponieważ zarówno niektórzy koledzy jak i społeczna lokalność są bardzo zawiedzeni jego pojawieniem w tym zapomnianym miejscu. 

Ta książka ma 500 stron. To pół tysiąca stron wypełnionych dobrym tekstem po brzegi. Mimo tego, że komisarz Sokół momentalnie jawił mi się jako superbohater mający plus pięć punktów do żywotności, to polubiłam gościa. W realu już by ze trzy razy umarł, ale chłop wstawał, otrzepywał portki, wycierał krew z twarzy i szedł dalej. Magia literackiego pióra. Zresztą, jakby go autor zabił, to kaplica. Już nikt by tym biednym ludziom nie pomógł. 

Pomijając kwestię nieśmiertelności naszego komendanta, to książka jest świetna. Wcale nie miałam dość tego długiego śledztwa. Oczywiście rozwiązanie zagadki nie nastąpiło na samym końcu, wcześniej były sygnały i podpowiedzi, ale i tak finał jest świetny. 

„Mamuna" Krystian Stolarz

Misternie uknuta intryga, zapomniana przez Boga wieś nawiedzona przez pradawnego demona, zaginione dzieci i policja rozkładająca ręce. To nie była prosta sprawa. Przyniosła komisarzowi Sokołowi wielu wrogów i dołożyła mu ogromną ilość blizn do ciała, ale było warto. A przy okazji mężczyzna dowiedział się, że nawet na takim wygwizdowie jak Nawidów można znaleźć bratnie dusze. 

Podczas czytania tej książki brałam udział w grze kryminalnej organizowanej przez wydawnictwo. Miałam akta podejrzanych i rysopis wszystkich z komisariatu wyrzutków. Akta pomogły mi zapoznać się z postaciami z tej książki ale nie zasugerowały w żaden sposób, kto może porywać dzieci. To odkryłam dopiero podczas wnikliwej analizy tej historii. 

„Mamuna" Krystian Stolarz

Książka napisana jest przez policjanta i myślę, że mógł przemycić na jej stronach smaczki z policyjnych akcji. Mam tylko nadzieję, że ani on ani jego koledzy nie musieli walczyć ze słowiańskimi demonami. Trudno będzie autorowi przebić tą historię, ale mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła przeczytać jego nowy kryminał. Dobrze mu wychodzi pisanie i bardzo mu kibicuję. 


Książkę dostałam do przeczytania od wydawcy.