piątek, 17 kwietnia 2026

„W obronie męża" Marcel Moss

„W obronie męża" Marcel Moss

„W obronie męża" Marcel Moss

Wyobraźcie sobie taką sytuację - dziecko przychodzi do Was i mówi, że tata je dotykał, kiedy spało. Ten dotyk je obudził i przestraszył, bo nie był właściwy. Wcale się nie dziwię, że teraz dziecko się boi, bo ja także jestem przerażona. I choć ta historia nigdy nie wydarzy się w moim domu, to czytając książkę Marcela Mossa miałam ucisk w piersi, a moje zdenerwowanie sięgało zenitu, ponieważ wiem, że tysiące dzieci mają takie sytuacje w swoich biologicznych rodzinach i w rodzinach adopcyjnych. To była trudna książka. Zarazem przerażająca jak i druzgocąca.


„W obronie męża" Marcel Moss

Jak można robić takie coś swojemu dziecku??? Dziecku, które się przygarnęło, adoptowało i powinno dać miłość i bezpieczny dom. A może ta miłość, wcale nie była taka, jaka się na początku wydawała? Może miała swoje przesłanki. I zrodziła się w czeluściach najczarniejszej duszy, jaką może mieć człowiek?


„W obronie męża" Marcela Mossa to druzgocząca opowieść o bezradności, przerażeniu, niedowierzaniu i rozpaczy matki, która bardzo pragnęła mieć dziecko, ale nie przypuszczała, że przy okazji straci męża. Po udanej adopcji mała Amelka w końcu trafia do nowego domu. Aż któregoś dnia przekazuje nowej mamie okrutną wiadomość. A mama z lękiem spogląda na kochanego mężczyznę i zastanawia się to czy wszystko prawda. Zastanawia się czy tak naprawdę zna ukochanego mężczyznę i czy byłby w stanie skrzywdzić ich córeczkę.

„W obronie męża" Marcel Moss

„W obronie męża" Marcel Moss

Ta historia budzi obawy, otwiera oczy i jest świetnym thrillerem. Na każdej stronie dowiadujemy się czegoś innego, a im dalej w głąb tekstu, tym więcej szczegółów wychodzi na światło dzienne. Czy Szymon jest winny? Jeśli nie, to czemu zniknął i nie ma z nim kontaktu? Czy Laura dobrze postąpiła, gdy zwierzyła się swojej przyjaciółce z rozmowy z dzieckiem? A może Amelce się to wszystko przyśniło? Jedno jest pewne - w tej historii coś nie gra. Wiedziałam, że coś mi umyka. Ale dopiero na samym końcu książki dowiedziałam się, że nie byłam nawet o krok od rozwiązania zagadki.

„W obronie męża" Marcel Moss

Dobra, mocna, poruszająca książka. Na pewno wprowadzająca chaos w głowie. Po jej lekturze może być problem, by komuś na 100% zaufać.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Filia🖤.


#marcelmoss #WObronieMęża #thriller #wydawnictwofilia #recenzjaksiazki





czwartek, 16 kwietnia 2026

„To był tylko żart..." Karolina Klimkiewicz

„To był tylko żart..." Karolina Klimkiewicz


„To był tylko żart..." Karolina Klimkiewicz


„Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek. Na kogo wypadnie, na tego hejt!



„To był tylko żart..."Karoliny Klimkiewicz - książka niepokojąca i boleśnie prawdziwa, mówiąca prawdę i ukazująca ludzkie słabości. Warto ją przeczytać i zastanowić się, czy faktycznie nasze zachowanie druga strona odbiera jako żart. Bo może tylko my się śmiejemy? A ktoś inny jest o krok od tragedii...


To, że krzywdzisz, wcale nie oznacza, że jesteś silny. Pamiętaj, że zawsze może pojawić się ktoś, kto wykorzysta swoją przewagę do demaskowania takich jak ty. Będzie bolało. Będzie nieprzyjemnie. Ja się śmieję a ty będziesz chciał, aby przestać się z Ciebie śmiać. Przecież to tylko żart, więc czemu się nie śmiejesz ze mną?

„Ale przecież to był tylko żart, prawda?
Tylko zabawa.
Skoro tak... to zagrajmy.

Tylko, że tym razem to ja ustalam zasady.
Nie polubisz ich.
Ale już za późno.

Gotowy?"

„To był tylko żart..." Karolina Klimkiewicz

Świat jest przerażający. O ile my dorośli zupełnie inaczej do tego podchodzimy, o tyle dzieci mają przechlapane. To co wyrabia się w szkołach, to jakiś żart. Nie jest śmieszny, a wręcz okrutny. Czarna komedia? Tragikomedia? Chyba dramat z elementami komedii, z tym wyjątkiem, że śmieje się tylko jedna strona. Znęcając się nad kimś można go nieodwracalnie złamać. Poniżanie, śmiech, dowcipy, żarty, brutalność, wyzwiska, krzyk, pięści, zły dotyk... mam wymieniać dalej? A co z internetem? Ciężki oręż naszych czasów. Nie trzeba siły, by go nosić. Wystarczy telefon, jedno zdjęcie, kliknięcie i napis. Kiedyś wydawało nam się, że jeśli zdjęcie trafi do internetu, to nie można go usunąć. Serio? Kiedyś a dziś, to przepaść bez dna. Teraz wystarczy niecała minuta, by zdjęcie zobaczyło miliony. I choć po chwili zostanie usunięte, to jego kopie długo później będą krążyć w sieci niszcząc czyjeś życie. I nigdy w nim nie zginą. Krzywda jaką może zrobić jedno zdjęcie jest ogromna.

„To był tylko żart..." Karolina Klimkiewicz

„To był tylko żart..." to historia kilku uczniów zwykłej polskiej szkoły. Równie dobrze, nie musieliby mieć imion w tej książce. Jestem pewna, że wielu z nas, nawet dorosłych mogłoby się utożsamić z tymi nastolatkami. I nie mówię tu tylko o dobrych bohaterach, ale nawet o tych złych. W końcu nie każdy z nas zawsze był święty, prawda? Jest to historia, w której uczucia, pragnienia ale i czyny grają główną rolę. To książka o zaufaniu, ale i o jego braku. I przede wszystkim o hejcie. O tym, że czyniąc komuś coś złego, możemy doznać tego samego, albo doprowadzić do sytuacji, w której ludzkie myśli i czyny prowadzą do tragedii. I co później? To był tylko żart? Żart jest wtedy, gdy obie strony mają zabawę. Żartem nie jest sytuacja, gdy czyjś głos zamiera w gardle na zawsze.

Mam kilka refleksji dotyczących tej książki. W recenzji na Instagramie napisałam, że jest jeden wątek, z którym się nie zgadzam, ale reszta niestety jest w punkt. Rozmawiałyśmy później o tym wątku z Karoliną i rozumiem teraz to, co chciała nam pokazać. Z książkami jest tak, że każdy z nas ich treść rozumie po swojemu. Zrozumiałam tak jak miało być, ale zdziwiło mnie, że nie ma strony dobrej i złej w tej książce. Są za to strony, które działają różnie i nie zawsze jest tak, że chcąc czynić dobro, właśnie je czynimy. Momotarō ukazał mi się jako głos pokrzywdzonych i myślałam, że zawsze będzie stał po ich stronie. Tymczasem strony były dwie, choć była jedna osoba. Ale nawet ta, która chce czynić dobro, może przez moment się pogubić.

„To był tylko żart..." Karolina Klimkiewicz

Hejt, to obrzydliwość w każdej postaci. Przez chwilę może i jest śmiesznie. Ale dla sprawcy. Ale przemoc, to zawsze będzie przemoc. Nawet jeśli jedna strona się śmieje.

Bardzo chciałam zrecenzować tą książkę. W moim życiu wydarzyło się coś złego, co dalej we mnie siedzi i nie pozwala mi zapomnieć, o tym co się stało. Uważam, że głośno trzeba mówić STOP. I to stop zaczynamy od mówienia w naszych domach. Uczymy nasze dzieci tego, że przemoc to nie zabawa, a hejt nie gdy nie powinien być śmieszny. Ale jeśli my jako rodzice dajemy naszym dzieciom przyzwolenie na to, by krzywdzić innych, to będą to robić z pełną premedytacją. Bo kto im zabroni?


„To był tylko żart..." To rozmowy o hejcie. To nie kolejna pouczająca książka, a otwierająca oczy na sytuacje z życia wzięte.


#ToByłTylkoŻart #karolinaklimkiewicz #hejt #przemoc #recenzjaksiążki

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce! 

niedziela, 12 kwietnia 2026

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

Witamy w klubie Frenezja! 


W tym miejscu licho nie śpi, więc musisz mieć oczy szeroko otwarte. Nie możesz przestać być czujna. Miej się na baczności i pilnuj swojego drinka jak oka w głowie. Nigdy nie wiesz, czy ktoś Ci czegoś przypadkiem nie dosypie. Nie ufaj świeżo poznanym mężczyznom. Nigdy nie wiesz, co kryje się za miłym uśmiechem i kilkoma komplementami. Nie pij na umór i nigdy nie rozstawaj się z koleżankami, z którymi przyszłaś. Miej ze sobą środki higieniczne, gdybyś właśnie ustala okresu, bo w łazience ich nie znajdziesz. Gdyby Cię ktoś zaczepił, lepiej byś umiała się bronić. Ochrona w tym klubie jest do bani. Nie przyjmuj od nikogo telefonów i nie zgadzają się na żadną pracę za podejrzanie wysokie stawki. Nigdy nie wiesz, czy ta praca skończy się dla Ciebie dobrze. A przy okazji baw się dobrze.

Życzymy Ci tego z całego serca. Załoga klubu Frenezja!


„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

Katarzyna Dyga powraca do nas w szczytowej formie i zaprasza nas do klubu Frenezja! Przepięknie wydana książka z barwionymi brzegami, koniecznie musi pojawić się w Waszych biblioteczkach. Umiem docenić wydane z sercem książki i ta szczególnie mi się podoba. Przy okazji tekst też jest całkiem niezły 😉. A jak wiecie, ja nie polecam źle napisanych książek. Jeśli lubicie mieć w dwóch kolekcjach nietuzinkowe i zaskakujące na każdej stronie perełki, to koniecznie sięgnijcie po tą książkę. To czwarta propozycja od naszej autorki i mam nadzieję, że nie ostatnia.

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

Czym zachwyciła mnie „Frenezja" ??? Przede wszystkim poczuciem humoru. Śmiałam się jak głupia, co chwilę prychając. Lepiej nie czytać tej książki w środkach komunikacji miejskiej, czy miejscach publicznych. Kasia Dyga powróciła po długiej przerwie i od razu rozwaliła mnie na łopatki niebanalnymi tekstami. Tekstów Chochlika, czyli wewnętrznego głosu Gai, nikt nie pobije. Duet idealny, a ich rozmówki można cytować bez końca. Szczególnie te sprośne rozmówki.

Główni bohaterowie? Posterunkowa Gaja - trochę szalona, wiecznie w biegu, z Chochlikiem na ramieniu. Przez głównego bohatera zwana Małym Liskiem. Ruda, dziewczęca,wyglądająca jak nastolatka. I pyskata jej nastolatka. Nie można jej przegadać i wybić głupich pomysłów z głowy. Wiedziałam, że jej brawura i lekkomyślność w końcu doprowadzą do katastrofy. A główny bohater? Dominik - właściciel Frenezji, którego Gaja doprowadza do szewskiej pasji. Łączy ich poszukiwanie zaginionej przyjaciółki Gai. Później biorą się za rozpracowywanie szajki handlarzy żywym towarem 😱. Ale zanim to nastąpiło, to facet w duchu przeszedł pewnie nie jedno załamanie nerwowe za sprawą pewnej małej rudej dziewczynki. Duet idealny. Do kielicha, tańca, szalonych akcji i działania sobie na nerwy.

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

O tej książce można napisać wiele. Akcja jest szybka, w jednej chwili wiele się zmienia, by zaraz wrócić na właściwe tory. Lub nie wrócić wcale. Szaleństwo goni szaleństwo. Jest wesoło, czasami nawet bardzo. Sceny, gdy Gaja rozmawia ze swoim wewnętrznym głosem są obłędne. Jej spotkania i dialogi z Panem Bródką, czyli Dominikiem również. Sceny intymne także są niczego sobie. Ale momentami było mi też przykro i smutno, ponieważ Kasia postanowiła poddać Gaję kilku próbom. Moje serce krwawiło, kiedy bohaterka opowiadała o śmieci siostry. Prawie na końcu książki jest jeszcze jedna scena... inaczej bym ją rozpisała. Nie poszłabym aż tak daleko w kierunku, który obrała autorka. Wiem i rozumiem, że chciała pokazać zło w najczarniejszej postaci, ale żeby aż tak daleko się posunąć? Czy to było potrzebne 😭. Może w innej historii tak, ale w tej nie.  

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

„Frenezja" K.M. Dyga - PATRONAT MEDIALNY

Jaki to gatunek literacki? Znajdziecie tu na pewno elementy komedii romantycznej z dużą dawką humoru, ale i czarnej komedii również. Jest trochę sensacji, ale są również wątki dramatyczne, które chwytają za serce i rozrywają je kawałek po kawałku. I jest też trochę romansu. Są pikantne sceny. Krótko mówiąc - nie jest nudno.

Czy spodziewałam się dużej dawki emocji? Oczywiście. Kasia słynie z emocjonalnych historii. Ale nie spodziewałam się, że będę płakała... Nawet nie przypuszczałam, że tak będzie i byłam zaskoczona.

Kasia Dyga kolejny raz dziękuję za możliwość patronowanie Twojej książce ❤️.

Wydawnictwo White Raven to nasza pierwsza współpraca i mam nadzieję, że nie ostatnia 😘.


#PatronatMedialny #frenezja #kmdyga
 

sobota, 11 kwietnia 2026

Najlepsze szkolenia BHP dla pracowników Twojej firmy.

Najlepsze szkolenia BHP dla pracowników Twojej firmy.

Wpis sponsorowany 

Najlepsze szkolenia BHP dla pracowników Twojej firmy.

Prowadząc własną firmę i zatrudniając pracowników, należy pamiętać o obowiązkowych szkoleniach BHP, bez których żaden pracownik nie powinien podejmować pracy. Szkolenia BHP są o tyle ważne, że dzięki nim można uniknąć wypadków i przed wszystkim wiadomo, jak zachować się w sytuacjach kryzysowych, które w każdej pracy mogą się zdarzyć. Na szczęście nie trzeba teraz organizować szkoleń stacjonarnie, a można zrobić je online. Gdzie można wykupić takie szkolenia dla swoich pracowników?


Najlepsze szkolenia BHP dla pracowników Twojej firmy.

Gdzie znaleźć rzetelne kursy BHP bez wychodzenia z domu i umożliwiać swoim pracownikom zrobienie ich online?

Wśród kursów oferowanych online wyróżnić możemy chociażby:

1.Szkolenie Okresowe BHP Online – Nauczyciele i Pracownicy Oświaty.

2.Szkolenie Okresowe BHP Online – Pracownicy Służby Zdrowia.

3.Szkolenia okresowe – Pracownicy inżynieryjno-techniczni.

4.Szkolenie Okresowe – Osoby Kierujące Pracownikami.

5.Szkolenie Okresowe BHP online dla pracodawców.

6.Szkolenie Wstępne BHP Online – Instruktaż Ogólny.

7.Szkolenie Okresowe – Osoby Kierujące Pracownikami.

8.Szkolenie z zakresu BHP dla pracowników służby BHP i osób wykonujących zadania tej służby.


I wiele innych. Cała lista proponowanych kursów dostępna jest na stronie mirjas.pl.

Najlepsze szkolenia BHP dla pracowników Twojej firmy.

Jeszcze do niedawna szkolenia online były rzadkością. Organizowano je w siedzibach pracodawcy, co mogło powodować utrudnienia w pracy, szczególnie gdy ktoś z pracowników musi przyjechać na nie ma dniu wolnym. Teraz bez problemów każdy z pracowników może odbyć takie szkolenie w dowolnym czasie godzinowym.


Zdjęcia wykorzystane we wpisie pochodzą ze strony https://unsplash.com/. 

Gdzie zamówić gabloty muzealne?

Gdzie zamówić gabloty muzealne?

Wpis sponsorowany 

Gdzie zamówić gabloty muzealne?

Na pewno każdy z Was widział gabloty w muzeach, w których wyeksponowane są produkty muzealne. W ten sposób zabezpieczone są bezpiecznie i nie narażone na uszkodzenia powstałe przez zwiedzających. Gdzie można kupić gabloty, które będą spełniały normy i będzie można wykorzystać je w muzeum? Przed zakupem warto się zorientować, że nie wszystkie gabloty dostępne na rynku do takiego muzeum się nadają. 


Gdzie zamówić gabloty muzealne?

Gabloty muzealne, to specjalne rodzaje witryn, zamontowanynych np. na nóżkach, w których z powodzeniem można wyeksponować cenne przedmioty, eksponaty muzealne, książki, pisma, broń, surowce, minerały czy przedmioty użytku codziennego. Gabloty muzealne muszą spełniać normy zarówno estetyczne, wyglądem i kształtem pasować do miejsca, w którym się znajdują oraz spełniać normy bezpieczeństwa zarówno dla eksponatów, jak i odwiedzających wystawy czy muzea.

Gabloty muzealne muszą spełniać wymogi Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Gabloty muszą również spełniać wymogi w zakresie technicznych zabezpieczeń zbiorów muzealnych, określonych w Rozporządzeniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 02 września 2014 roku (Dz. U. 2014 poz. 1240).

Jedną z firm produkujących gabloty muzealne spełniającą wszystkie wymogi jest Omega System. Więcej informacji o gablotach znajdziecie na stronie www.expozycja.info.pl.

Gdzie zamówić gabloty muzealne?

Omega System jest sprawdzonym producentem nie tylko gablot muzealnych, ale również ścianek wystawienniczych, postumentów ekspozycyjnych, ekranów szklanych, ścian muzealnych, gablot ROUND, owalnych gablot ekspozycyjnych, gablot FORNIR, gablot o specjalnych parametrach, gablot VIEW, gablot LIGHT, gablot wiszących, stojących, ekspozycyjnych CLASSICS i wielu innych produktów.


Zdjęcia zamieszczone we wpisie pochodzą z bazy zdjęć ze strony https://unsplash.com/.

„Spadek" Agnieszka Kowalska-Bojar - PATRONAT MEDIALNY

„Spadek" Agnieszka Kowalska-Bojar - PATRONAT MEDIALNY

„Spadek" Agnieszka Kowalska-Bojar - PATRONAT MEDIALNY

PATRONAT MEDIALNY


Agnieszka Kowalska-Bojar w swojej szczytowej formie? Umówimy się, czy Aga kiedyś w takiej nie była??? Moim zdaniem nie! Przed Wami ebook niegrzecznej noweli pt. „Spadek". Było gorąco. A nawet bardzo gorąco!


Kolejna świetna historia z serii #niegrzecznenowele wydawnictwa motyleWnosie i niezastąpionej, jednej z moich ulubionych polskich aktorek Agnieszki Kowalskiej-Bojar. „Spadek" to historia pełna napięcia, bowiem nasza bohaterka ma ukryty romans ze swoim pracownikiem. A jak wiadomo, ukryte romanse mają w sobie coś, co pozwala im smakować najlepiej. Dreszczyk emocji, obawa przed tym, że zostanie się odkrytym, tajemne i intensywne spotkania i oczywiście wiele, wiele orgazmów. Plusem jest również stary klimatyczny dom i bliskość jeziora, ciepełko, czyli idealna sceneria, by zacząć emocjonujący wakacyjny zakazany romans.

Alina i Sebastian, choć na początku dzieliło ich wiele, to jeden pocałunek zmienił wszystko. Mężczyzna dziki i nieokrzesany, z ciałem opalonym na brąz i dłońmi, które czynią cuda. Ona, właścicielka starego domu, który Sebastian wraz z bratem Kubą remontują na jej zlecenie. Choć nie tylko te dłonie uwielbia nasza bohaterka, ale również to, że romans jest owiany tajemnicą a mężczyzna wzbudza w niej dzikie instynkty. Stach i wstyd idą w niepamięć i liczy się tylko przyjemność z bycia posiadaną. Alina na pewno uwielbia spotkania sam na sam ze swoim pracownikiem. A to, że mogą zostać nakryci, tylko potęguje jej doznania. Sytuacja idealna? Wydaje się, że więcej jak tak, ale im dalej zagłębiałam się w tekst, coraz więcej rzeczy zaczynało mnie niepokoić Czytając nowelkę cały czas miałam na uwadze, że Aga nie pisze ckliwych historyjek bez szalonych zwrotów akcji. I taki też wkrótce dostałam.

Warto wspomnieć, że wszystko zaczęło się od spadku, który Alina dostała od dalekiej krewnej. Majątkiem był dom z ziemią. I choć budynek w stanie opłakanym, to kobieta dostała również fundusze na remont i szczegółowe wytyczne odnośnie tego, jakie warunki musi spełnić, by faktycznie dom otrzymać. Albo remont się odbędzie do września, albo nici ze spadku. A do września pozostało już bardzo mało czasu. W tekście była informacja, że bardzo ciepło, więc podejrzewam, że to były wakacje.

Czy wspomniałam o skarbie? Podobno daleka krewna gdzieś go ukryła i są to kosztowności. Tylko gdzie? A najważniejsze pytanie powinno paść teraz: kto pierwszy go znajdzie?

Lubię niegrzeczne nowelki i jeszcze nie raz będę miała przyjemność o jakiejś Wam opowiedzieć. A tymczasem zapraszam na stronę wydawnictwa www.motylewnosie.pl. Aga czasami wrzuca do sklepu darmowe e-booki. Udało mi się ostatnio upolować „Mandat", który niedługo będę czytała. Myślę, że wrażeniami z lektury również się podzielę.


#spadek #agnieszkakowalskabojar #motylewnosie #PatronatMedialny

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Wpis reklamowy

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Żelowy tonik do twarzy - czy to może się udać?

Oczywiście, że tak! Szczególnie, że jest to produkt marki SYLVECO, która wiedzie prym wśród marek produkujących kosmetyki naturalne. Przed Wami moje odkrycie i produkt, który całym sercem mogę Wam polecić. Hibiskusowy tonik do twarzy i lekkiej żelowej formule.


Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco


Skład INCI: aqua, glycerin, hibiscus rosa-sinensis flower extract, xylitol, panthenol, aloe barbadensis leaf extract, coco-glucoside, benzyl alcohol, xanthan gum, phytic acid, dehydroacetic acid.

Krótki skład i przyjemna żelowa formuła, to tylko dwa z kilku plusów kosmetyku. Tonik świetnie nawilża skórę, zmiękcza ją, wygładza i pielęgnuje. Zostawia na niej delikatny film, dzięki czemu skóra nie robi się po chwili sucha i nieprzyjemna w dotyku. Podoba mi się to, że mogę użyć go po umyciu twarzy żelem i nie muszę od razu nakładać kremu czy serum, bo skóra po jego użyciu jest w dobrej kondycji. Oczywiście jest to tylko jeden z kilku etapowej pielęgnacji, ale jak mam wolny dzień, to lubię użyć go kilka razy dziennie i nie nakładać wtedy kremu. Nie wiem, czy powinnam tak robić, ale robię i dobrze mi z tym. 

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Hibiskusowy tonik od Sylveco znalazłam w Bella Vita czyli wiosennej edycji pudełka Pure Beauty. Kosmetyk od razu przykół moją uwagę i chciałam go przetestować. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ moja skóra od razu go polubiła. Często w swoich publikacjach podkreślam, że borykam się z uczuleniami i tak naprawdę nie wiadomości, kiedy coś mnie uczyli. Muszę robić próby uczuleniowe i mieć nadzieję, że dany produkt spełni oczekiwania mojej wybrednej skóry. W tym przypadku nie miałam żadnych problemów, a wręcz przeciwnie, ponieważ tonik pomógł mi przetrwać stany zapalne na skórze, które miałam w wyniku choroby.

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco

Tonik ma w składzie aloes i hibiskus. Działa łagodząco na stany zapalne i nawilża skórę. Dzięki żelowej formule zabezpiecza skórę przed utratą wody, co jest dla mnie rewelacyjnym rozwiązaniem. Tonik zaczęłam używać, jak borykałam się że stanem zapalnym skóry i miałam okropny wysyp niedoskonałości. Nie mogłam sobie z nimi poradzić, skóra mnie piekła i czułam dyskomfort. Dzięki odpowiedniej i świadomej pielęgnacji udało mi się pomóc mojej skórze.

Kosmetyk mimo informacji producenta, i tym, że jest bezzapachowy, to ma zapach. Kojarzy mi się on z apteką, ale nie umiem go dokładnie opisać. Szybko się jednak utlenia i po chwili nie czuć go na skórze.

Jednym minusem kosmetyku jest małe opakowanie, o pojemności 150 ml.

Hibiskusowy tonik do twarzy od Sylveco



Wpis powstał w ramach współpracy z Pure Beauty.