środa, 5 maja 2021

"Upadek legendy" Meghan March - recenzja

"Upadek legendy" Meghan March - recenzja


"Upadek legendy" Meghan March - recenzja

Nie wiem jak Wy, ale ja co jakiś czas zaglądam do zapowiedzi wydawnictwa Editio Red, w poszukiwaniu nowych książek, które będę mogła przeczytać. A w sumie, to zaglądam tam również dlatego, że autorką tego wydawnictwa jest Meghan March, którą uwielbiam. O serii Gabriel Legend wiedziałam już od jakiegoś czasu i nie mogłam doczekać się, kiedy w moje ręce wpadnie pierwsza część. Już jestem po lekturze. Jak było? Rewelacyjnie, jak zawsze! 


Scarlett Priest mogła przywodzić na myśl księżniczkę z wieży z kości słoniowej — była piękna, bogata i niedostępna. Miała także władzę nad rzeszą fanów — nieformalną, choć diabelnie skuteczną. To, co Scarlett uznawała za doskonałe, automatycznie takie się stawało. Słowo uznania ze strony księżniczki było cenniejsze niż złoto: mogło uratować życie, podźwignąć interes, a nawet wskrzesić... legendę.

Gabriel Legend był bardzo niebezpiecznym i zdeterminowanym mężczyzną. Po zakończeniu kariery pięściarza postanowił założyć klub. Miało to być wyjątkowe miejsce, do którego każdy będzie chciał wejść choćby na jeden wieczór. Ale coś poszło nie tak. Jedna strzelanina sprawiła, że klub Legenda stanął na skraju plajty. Gabriel postanowił jej zapobiec. Pomysł, aby skorzystać z pomocy kogoś, kto profesjonalnie stworzy wizerunek najgorętszego miejsca w mieście, wydawał się niezły. Gorzej wyszło z realizacją tego zamiaru.

Nie planował tak poważnego przestępstwa, ale stało się. Jego przyjaciel niespodziewanie porwał Scarlett i dostarczył Gabrielowi wprost do klubu. Gdy dziewczyna zrozumiała, że nie grozi jej natychmiastowa śmierć, zainteresowała się propozycją obu mężczyzn. Uczynienie z tego miejsca prawdziwej legendy Manhattanu było dla niej sporym wyzwaniem. Chodziło także o coś więcej. Błękitne oczy i umięśniona sylwetka Gabriela wywarły na Scarlett piorunujące wrażenie.

On od niemal pierwszej chwili nie potrafił przestać myśleć o pięknej Scarlett. Wiedział, że nie ma u niej szans, że pochodzą z różnych światów. Zdawał sobie też sprawę, co może go czekać — za porwanie groziło wiele lat odsiadki. A jednak stoczyłby o tę piękność walkę z samym diabłem albo nawet oddał mu duszę, gdyby tylko było to możliwe. Tyle że są takie granice, do których pokonania nie wystarczą pożądanie, tęsknota i uwielbienie...

Legenda. Pokusa. Pożądanie. To musi skończyć się upadkiem.

"Upadek legendy" Meghan March - recenzja

Meghan March jest jedną z moich ulubionych zagranicznych autorek. Mam jej wszystkie książki i będę zbierać kolejne. Nie ma możliwości, by szanująca się fanka romansów nie miała tych książek i nie znała twórczości autorki. Meghan to Meghan, ją trzeba znać, tak zawsze mówimy z moją przyjaciółką. 

Co tym razem wymyśliła autorka? 

Gwiazda social mediów i właścicielka sklepu Wymuskane, do którego ustawiają się kolejki. Scarlett Priest wie jak zarabiać pieniądze i być na topie. Jest rozchwytywana, a jeśli potrzebujesz reklamy, to już samo jej pojawienie się, gwarantuje Ci sukces. Niestety Scarlett choć odnosi sukcesy w życiu zawodowym, to nie można powiedzieć, że jej życie prywatne jest szczęśliwe. Do czasu pojawienia się w nim legendy... Ale zanim to nastąpiło, współczułam jej. Zauważyłam, że w wyższych kręgach niestety dzieci muszą zabiegać o uwagę rodziców. To nie tak, że ojciec nie kocha Scarlett. Ale ona jest....kobietą....i to daleką od ideału. Według jej ojca. Nie jest odpowiednim partnerem do rozmowy na dłużej, do spędzenia świąt we dwoje, do tego, by zostać jego następcą. Chciałaby tylko, by ojciec ją kochał, poświęcał jej uwagę i traktował jak dziecko, na którym mu zależy. Traktował ją jak Chada, jej chłopaka. Ach Chad, nie znoszę go. Kawał chama i skurwysyna. Scarlett jest jego przepustkę do kariery. Czy ją kocha? Myślę, że nie. Szkoda mi tej dziewczyny. Nie zasłużyła na takiego ojca i faceta. 

Gabriel Legend, były bokser, bardzo tajemniczy mężczyzna. Jego klub miał odnieść sukces, ale w noc otwarcia rozpętała się w nim strzelanina. Teraz klub świeci pustkami, a przychodzą  do niego tylko gapie, oglądać ślady po kulach. A dług rośnie i wierzyciele coraz bardziej się niecierpliwią. Facet nie jest zły, jest po prostu nieufny. Ale w głębi duszy ma dobre serce, co widać po tym jak traktuje swojego przyszywanego brata i ukochaną suczkę. Legend niestety szybko musiał dorosnąć i stanąć na nogi. Boks był sposobem na zarobienie szybkich, choć niekoniecznie łatwych pieniędzy. Kobiety w życiu Gabriela pojawiają się tylko na chwilę, aż do momentu spotkania Scarlett. Niby do siebie nie pasują, tak twierdzą niektórzy znajomi Gabriela. Ale ja mam inne zdanie. Według mnie tworzą super parę. Jest jednak jeden problem... Gabriel się boi, że demony przeszłości powrócą. Już raz stracił ukochaną, a jego przyszywany brat zarobił kulkę w głowę. Nie może sobie pozwolić na miłość drugi raz... Polubiłam tego kolesia i z jednej strony go rozumiem, ale z drugiej zachował się jak dupek...

Oboje mogą sobie pomóc. Tylko czy się odważą? 

"Upadek legendy" Meghan March - recenzja

Każda seria książek Meghan March jest inna, ale za każdym razem możecie spodziewać się wyrazistych głównych bohaterów, którzy dostarczą Wam miliona emocji. Nigdy się nie nudziłam, nigdy nie narzekałam na brak akcji. Tu było tak samo. Choć muszę przyznać, że na początku trochę mi się dłużyło, ale to przez moment, dosłownie kilka kartek. Później akcja nabrała takiego tempa, tak, że nie mogłam się skupić na niczym inny. Chciałam tylko czytać i jak najszybciej skończyć książkę. 

Znacie ten stan, gdy czytacie w pełnym skupieniu, a w książce tyle się dzieje, że albo zagryzacie wargę, albo obgryzacie paznokcie z przejęcia? Oczywiście nie polecam obgryzać paznokci, ale czasami mi się to zdarza z przejęcia. Książki Meghan March wywołują we mnie właśnie takie emocje. Siedzę jak na szpilkach i czytam. A gdy nadchodzi koniec zadają sobie zawsze to samo pytanie : Jak mogłaś Meghan?!?!?!?. 

"Upadek legendy" Meghan March - recenzja

W przypadku książki "Upadek legendy" również tak było. Jestem zła i rozgoryczona, bo Gabriel to dupek. Biedna Scarlett, nie zasłużyła na to, co ją spotkało. Czekam teraz na drugą część, bo jestem pewna, że będzie się tam bardzo dużo działo.


Kto już czytał?
 

wtorek, 4 maja 2021

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

Patrycja Strzałkowska. "Zwerbowana". Thriller erotyczny. Dark Book. Wydawnictwo Edipresse. Czy trzeba pisać więcej? Czekałam na tę książkę. Czy jestem zadowolona z lektury?

Co łączy pochodzącą z Łeby nauczycielkę języka angielskiego Maję Sonik i biznesmena Włodzimierza Czerwińskiego? Tajemnica, której lepiej nie rozwiązywać…

Nad ranem, tuż po imprezie zorganizowanej przez znanego aktora Michała Płocha dochodzi do tragedii. Wiadomość o znalezieniu ciała młodej dziewczyny w apartamencie celebryty wstrząsa całą Polską. Kiedy policja szuka mordercy, zaczynają padać oskarżenia. Okazuje się, że każdy ma coś do ukrycia… I każdy zadaje sobie tylko jedno pytanie: kto zabił Maję Sonik?

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

Patrycja Strzałkowska - uczestniczka reality show, piękna kobieta, żona, mama i autorka. Autorka, która nie boi się wyzwań, a jej książki obnażają kulisy polskiego show biznesu, choć nie pada w nich żadne znane nazwisko. Fikcja literacka? Oczywiście. Ale wydaje mi się, że swoje pomysły na powieści, autorka czerpała z życia codziennego. Podoba mi się to, że pisze pod polskim nazwiskiem, a akcja jej książek w większości dzieje się w Polsce, w Warszawie, dzięki temu łatwiej mi się odnaleźć w fabule, bo Warszawę znam. Mam wszystkie książki autorki i zamierzam je dalej kolekcjonować. 

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

"Zwerbowana" jest pierwszą książką z serii Dark Book, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Edipresse. Do tej pory autorka wydawała w Wydawnictwie Pascal. "Zwerbowana" według zapowiedzi, miała być thrillerem erotycznym. Znając twórczości Patrycji, spodziewałam się mocnej literatury erotycznej i mroku wylewającego się z kartek tej książki. Co otrzymałam? 

Muszę przyznać, że z jednej strony książka mi się podobała i polecam ją Wam z całego serca, ale czuję też zawód i niedosyt. I wcale nie chodzi tu o zakończenie. Nie nazwałbym tej książki thrillerem, a tym bardziej erotycznym. Sceny intymne są dwie i to wcale nie jakieś bardzo pikantne, choć ta pierwsza była całkiem niezła, ale krótka. W innych książkach Patrycji znajdziecie ich zdecydowanie więcej, są bardziej namiętne i pikantne, nawet można użyć słowa "wyuzdane". Tu było okej, ale mało. A przecież to miał być thriller erotyczny? No i ten thriller. Gdzieś się zgubił dreszczyk emocji, zabrakło mroku i napięcia. Mi thriller erotyczny najbardziej kojarzy się z filmem Nagi instynkt. Tu autorce nie udało się wywołać we mnie takich emocji, jakie wywołała Sharon Strone. Wracając do thrillera, to bardziej bym powiedziała, że "Zwerbowana" jest kryminałem. Mamy zabójstwo, śledztwo i milion tajemnic. Opis pasuje do kryminału? No właśnie... 

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

I teraz przychodzimy do przyjemniejszej części, czyli tego, dlaczego "Zwerbowana" mi się podobała. Akcja książki dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych. Dzień zabójstwa Mai Sonik, czas teraźniejszy, czyli dzień po zabójstwie i kolejne dni śledztwa, a także czas przeszły gdy Maja jeszcze żyła. Autorka zastosowała ten sam schemat, co w książce "Okrutnie piękny", o której Wam już opowiadałam i którą bardzo mi się dzięki temu podobała. Mimo tego, że główna bohaterka nie żyje, to wcale książka nie jest przez to mniej tajemnicza. A droga do rozwikłania zagadki jest długa, wyboista i pełna zakrętów. 

Podoba mi się bardzo kolejność opisów i zdarzeń i te różne płaszczyzny czasowe. Bohaterów jest dużo, są intrygujący i ciekawie wykreowani. A akcja wartka. Cały czas się coś dzieje i okazuje się, że w tej książce jest więcej ciemnych zakamarków, niż na początku przypuszczałam. 

Kim tak naprawdę jest Maja Sonik? Co łączy ją z biznesmenem Czerwińskim i Burzą, dziewczyną, którą poznała przez przypadek w klubie? 

"Zwerbowana" Patrycja Strzałkowska - recenzja

Wydawało mi się, że może Maja jest przypadkową ofiarą. W końcu, kto dopuściłby się morderstwa na imprezie znanego celebryty? Okazuje się się, że Maja wcale nie była święta, ale czy musiała zginąć? Tego się jeszcze nie dowiedziałam, ponieważ książka będzie miała swoją kontynuację. Nie znamy jeszcze daty premiery, ale w serii Dark Book zaplanowane są trzy książki. Wychodzi na to, że każda będzie kontynuacją poprzedniej. 


Kroi się gruba afera i myślę, że Patrycja jeszcze nie raz nas zaskoczy. 


Kto ma w planach serię Dark Book?




 

poniedziałek, 3 maja 2021

"Pokonany" Alicja Skirgajłło - recenzja

"Pokonany" Alicja Skirgajłło - recenzja

"Pokonany" Alicja Skirgajłło

Alicja Skirgajłło jest autorem specyficznym. Jej styl pisania daleko odbiega od powszechnie przyjętych norm. Jedni ją kochają, innych denerwuje. Przeczytałam już kilka jej książek i byłam pewna, że każda kolejna będzie pisana tak samo. Ale "Pokonanym" udowodniła, że nie osiada na laurach i potrafi wyjść poza standardowy schemat swojej twórczości. Pozytywne zaskoczenie? O tak!!!


"Pokonany" Alicja Skirgajłło

Życie rani, ucieka przez palce, a ja krwawię.
Życie czasem smuci, a ja jestem zmęczony.
Uciekam, poddaję się.
Życie to suka, a ja jestem...
Pokonany
Pokonany? Czasem tak. Złamany? Nigdy!

Shade, czyli cień. Nie wszyscy wierzą w magię imion, ale Shade Brewer czuje, że to, które nadano mu w dzieciństwie, naznaczyło jego życie. Mrokiem, smutkiem. Cieniem. Znaleziony jako niemowlę na śmietniku, tułający się od jednej rodziny zastępczej do drugiej, wszędzie zamiast miłości napotykał nienawiść. Nierozumiany i odtrącany, stroniący od ludzi, w dorosłe życie wkracza jako zabójca. Tylko przyjaźń potrafi na moment rozproszyć mrok spowijający myśli Shade’a. Joe, poznany w ośrodku opiekuńczo-wychowawczym (wbrew nazwie niewiele mającym wspólnego z wychowaniem i opieką), jest jedynym człowiekiem, na którego Shade może liczyć. To właśnie Joe odprowadza przyjaciela do ośrodka, kiedy ten podejmuje decyzję o rozpoczęciu terapii odwykowej. Czy tym razem cienie, między którymi kroczy Shade Brewer, w końcu się rozproszą? Czy w jego sercu zagoszczą miłość, spokój i szczęście - czy skończy pokonany? Jedno można powiedzieć na pewno: łatwo nie będzie, bo w życiu Shade’a nic nie jest proste...

"Pokonany" Alicja Skirgajłło

Alicja słynie z niezbyt mądrych historii w stylu amerykańskiej komedii "Głupi i głupszy" oraz "American Pie". W jej książkach jest dużo seksu, przekleństw, a bohaterowie słyną z tego, że czytelnik ma ochotę utopić ich w łyżce wody. Na takie książki trzeba mieć dzień i ochotę. Jest śmiesznie, ale mądrości życiowych z tego nie wyniesiecie. Trochę obawiałam się, że w przypadku "Pokonanego" będzie tak samo, ale tą książką autorka udowodniła, że nie zamknęła się w jednym schemacie pisania. Książka jest mroczna, momentami przerażająca, nierzadko smutna i melancholijna. To wszystko wina Shade' a, głównego bohatera. Jego matka była narkomanką i po urodzeniu zostawiła go na pewną śmierć. Chłopiec został uratowany przez bezdomnego i trafił do domu dziecka, a później do rodziny zastępczej, gdzie czekał go koszmar. Niby z pozoru zwykła, kochająca się rodzina. Ona, poświęciła życie mężowi i prowadzeniu domu. Piękna, kochająca, dobra i nieszczęśliwa zarazem. On , szanowany lekarz, po godzinach potwór, tyran, gwałciciel i kat własnej rodziny. Trochę mnie dziwi, że nikt nie zauważył, co dzieje w czterech ścianach tego domu. Nikt nie zauważył smutku w oczach kobiety i jej przyszywanego syna. Nie zauważył siniaków i strachu, jaki wstępuje w rodzinę Pana doktora, gdy wchodzi on po pracy do domu. Każda cierpliwość ma swoje granice. Ciągłe bicie, gwałt i zastraszanie musiało się kiedyś skończy. Szkoda tylko, że ktoś musiał zginąć....

Shade trafił do poprawczaka, odsiedział swoje i wyszedł. W tym czasie zmienił się o 180 stopni. Wydoroślał, zmężniał, ale demony przeszłości bardzo długo dawały o sobie znać i nawet teraz, gdy może rozpocząć nowe życie, one wciąż siedzą w jego głowie i szczepczą....

"Pokonany" Alicja Skirgajłło - recenzja

"Pokonany" Alicja Skirgajłło - recenzja

Nie chcę Wam więcej zdradzać szczegółów, zresztą Editio Red słynie z dość szczegółowych opisów na okładkach książek, więc myślę, że wystarczy. Chciałam Was wprowadzić swoimi słowami w fabułę, ponieważ książka jest warta tego, by po nią sięgnąć. Momentami miałam pewne uwagi, chociażby do zachowania Sandy, która była irytująca, a Shade lubił rozwlekać się w swoich przemyśleniach, czego ja osobiście nie lubię, ale czy wszystko musi być zawsze idealne?

"Pokonany" to przerażający obraz ludzkiego życia. Dziecka, które urodziła narkomanka i wyrzuciła na śmietnik. Wiele takich dzieci się rodzi niestety. Gdy chłopak trafił do bogatej rodziny Pana doktora, to tak jakby złapał Pana Boga za nogi. Nic bardziej mylnego. Autorka pokazuje, że nie wszystko złoto co się świeci, a życie potrafi być suką, o której nic nie wiesz i nie możesz mieć pewności, że gdy się odwrócisz, nie wbije Ci noża w plecy. 

Na uwagę zasługuje również ciekawa fabuła. Książka jest pełna tajemnic i niespodziewanych zwrotów akcji. Nie wiesz co Cię czeka w następnym rozdziale, ale mogę Ci zagwarantować, że nudzić się nie będziesz. 

Przerażająca podróż w głąb umysłu chłopaka, który całe życie miał pod górkę. Autorka opisuje nam szczegółowo jego życiowe wzloty i upadki. Towarzyszymy mu zarówno w złych jak i pozytywnych chwilach, choć tych drugich w książce jest zdecydowanie mniej. 

Podobało mi się zakończenie. Wychodzi na to, że będzie druga część, choć nie widziałam na ten temat żadnej informacji w mediach społecznościowych autorki. Powiem tak, może być kontynuacja, ale nie musi, bo równie dobrze Alicja mogłaby z takim otwartym zakończeniem nas zostawić. 

Czy bym chciała kontynuację? Tak, ponieważ to nowe oblicze autorki dużo bardziej mi się podoba. 


Czytaliście "Pokonanego"?










 

czwartek, 29 kwietnia 2021

Maść propolisowa i witaminowa - czy warto je używać?

Maść propolisowa i witaminowa - czy warto je używać?

Maść propolisowa i witaminowa - czy warto ich używać?

Odkąd pamiętam, mam skórę problematyczną. Jak nie problemy z trądzikiem, to przesuszenie po antybiotyku, a o suchych dłoniach i dyskomforcie z tym związanym, szkoda wspominać. Wiecznie coś. Około 15 lat temu odkryłam coś takiego jak maści do pielęgnacji skóry i kupiłam na próbę. Najpierw była maść witaminowa, później kupowałam propolis w aptece w buteleczce, a później odkryłam maść propolisową z witaminami. I okazało się, że to bardzo dobre produkty do zadań specjalnych. 


Maść propolisowa i witaminowa - czy warto ich używać?

Podobnych produktów przerobiłam już kilka. Na rynku wiele firm ma do zaproponowania maści z witaminami. Czym różnią się jedne od drugich? Myślę, że składem i ilością składnika aktywnego. Nie będę Wam ich porównywać, pisać, że są lepsze i gorsze, ale w tym wpisie chciałabym pokazać Wam dwa produkty marki GorVita, które dostałam do testu. Z racji tego, że maści z witaminami używam, a propolis bardzo dobrze się u mnie sprawdza w pielęgnacji skóry, to zapraszam Was na recenzję. 

Maść witaminowa

Maść witaminowa GorVita

Maść witaminowa, to jedna z najpopularniejszych maści stosowanych w kosmetyce i przy podrażnieniach skóry. Odkąd odkryłam ją, to na stałe zagościła w mojej kosmetyczce i będzie to z 15 lat co najmniej, jak ją stosuję. Oczywiście nie ciągle, codziennie i bez przerwy, a także nie zawsze tej samej firmy. Nie używałam jej w ciąży i podczas karmienia dziecka, ale przez te 15 lat bardzo często do niej wracałam. Maść witaminowa GorVita zamknięta jest w plastikowej tubce i wygląda jak krem do rąk. Do tej pory używałam maści w metalowych tubkach, ale plastik jest wygodniejszy, ponieważ metalowe często pękają. W składzie maści znajdziecie takie witaminy jak A, E, F, ekstrakt z aloesu, pantenol, alantoinę. Maść ma postać gęstego białego kremu. Szybko się wchłania, dobrze nawilża skórę, regeneruje ją i koi. Nie zostawia na skórze tłustego i lepkiego filmu, ale jest przez jakiś czas wyczuwalna na skórze. Maści, które używałam do tej pory były bardzo tłuste, a ta taka nie jest, więc to jest jej plus. 

Maść witaminowa

Maść witaminowa

Zastosowanie maści witaminowej: podrażnienia, otarcia, uszkodzenia naskórka, sucha skóra, zarówno wysuszona od słońca jak i od mrozu, skóra zniszczona środkami myjącymi i chemicznymi. U mnie najlepiej maść witaminowa sprawdza się w pielęgnacji dłoni, szczególnie ta, bo nie jest tłusta i mogę używać jej jak kremu do rąk. Maść używam również na twarz. Dobrze sprawdzi się przy przesuszeniu skóry miejscowymi antybiotykami na trądzik, przy suchych skórkach na nosie, jak i przy podrażnieniach potrądzikowych. Przyspiesza gojenie zmian skórnych. Ma ładny, delikatny, kremowy zapach. 

Ingredients / Składniki ( INCI): Aqua, Glycerin,Glyceryl Stearate SE, Caprylic/Capric Trigliceride, Stearyl Alkohol, Cetyl Ricinoleate, Aloe Vera Extract, Isopropyl Mirystate, Glycine Soja (Soybean Oil, Carthamus Tinctorius (Safflower Oil), Linoleic Acid, Tocopherol, Retinyl Palmitate, Allantoin, Panthenol, Phenoxyethanol.

Maść propolisowa i witaminowa - czy warto ich używać?

Maść propolisowa 10 % GorVita

Z maścią propolisową spotykam się pierwszy raz, ale nie oznacza to, że nie wiedziałam o istnieniu takiego produktu. Do tej pory używałam propolisu w kroplach i bardzo dobrze sprawdził się on w pielęgnacji mojej skóry trądzikowej, jak i przy pielęgnacji skóry po ukąszeniach owadów. 

Propolis działa regenerująco, antybakteryjnie, dezynfekująco. W maści znajdziecie również witaminy A, E, F oraz pantenol i alantoinę. 

Zastosowanie maści propolisowej: mikrouszkodzenia skóry, ukąszenia owadów, poparzenia, skóra z tendencją do łojotoku, zanieczyszczona i z trądzikiem. 

Maść propolisowa

Maść propolisowa

Maść ma postać gęstego kremu z malutkimi brązowymi drobinkami w składzie. Szybko się wchłania i nie zostawia na skórze tłustego filmu, choć przez chwilę jest wyczuwalna na skórze. Większość brązowych drobinek się rozpuszcza, ale nie wszystkie, więc trzeba wziąć to pod uwagę, gdy stosujecie ją na twarzy i musicie gdzieś nagle wyjść. Może też brudzić białe ubrania. Ma intensywny zapach propolisu, ale nie unoszący się w powietrzu. Trzeba powąchać skórę, by go poczuć. 

Warto dodać, że maść propolisowa zabezpieczona jest sreberkiem, więc macie pewność, że jest świeża i nie była wcześniej otwierana. Maść witaminowa nie ma sreberka. 

Ingredients / Składniki (INCI): Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Caprylic/Capric Trigliceride, Cetyl Alkohol, Cetyl Ricinoleate Propolis, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Phenoxyethanol, Allantoin, Panthenol.




Używacie maści witaminowych? 

















 

"Wróg mojego brata" Carolina Angel - recenzja

"Wróg mojego brata" Carolina Angel - recenzja



"Wróg mojego brata" Carolina Angel

Książki dla nastolatków? Jestem jak najbardziej na tak, choć nastoletnie lata mam już dawno za sobą. Choć moja przygoda z twórczością Caroline Angel nie zaczęła się od ochów i achów, to jej najnowsza powieść mi się spodobała. Zapraszam Was na recenzję książki "Wróg mojego brata". 


"Wróg mojego brata" Carolina Angel

Jest idealny w każdym calu. I jest wrogiem!

Zaaranżowane małżeństwo? To w XXI wieku raczej rzadko spotykane, nawet wśród rodzin królewskich. Ale Shannon Foster, chociaż nie jest królową, nie przejmuje się takimi drobiazgami. Skoro postanowiła, że jej wnuczka Abby w dniu osiemnastych urodzin poślubi Nigela, swojego przyjaciela z dzieciństwa, będzie do tego dążyć, nie bacząc na nic. Również na to, że Abby ledwie pamięta Nigela, a swoje uczucia zdaje się kierować w zupełnie inną stronę.
Bo Abby... Abby myśli o Blake’u. Dużo, zdecydowanie za dużo myśli o Blake’u. Chłopaku, którego nienawidzi jej brat i nie cierpi jej babcia. Wszystko wskazuje na to, że z wzajemnością. Do tego Blake jest cichym marzeniem Megan. A ona umie uprzykrzyć życie potencjalnym rywalkom.

Czy wbrew wszelkim przeciwnościom, które los stawia im na drodze, Abby i Blake odnajdą wspólne szczęście? Czy tych dwoje zaufa sobie pośród intryg i kłamstw? Czy rodzina dziewczyny będzie w stanie pokonać niechęć? Aby się tego dowiedzieć, trzeba sięgnąć po powieść Caroline Angel ? tak jak zrobiło to już ponad trzy i pół miliona czytelniczek i czytelników serwisu Wattpad.

"Wróg mojego brata" Carolina Angel

Caroline Angel momentami ma dość infantylny styl pisania, a jej bohaterowie zachowują się niczym rozkapryszone dzieciaki. Gdy zaczęłam czytać "Wroga mojego brata", to wydawało mi się, że będzie to kolejna głupiutka historia dla nastolatków. Ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej wkręcałam się w historię Abby i Blake'a. Dalej twierdzę, że styl autorki jest momentami infantylny, choć z drugiej strony bohaterka książki ma 17 lat, więc nie może myśleć jak dorosła kobieta, choć pewnie za taką się uważa. W tym wieku liczą się imprezy, ciuchy, chłopcy, a że w książce zastosowana została narracja pierwszo osobowa, to miałam wrażenie jakby faktycznie Abby stała obok mnie i mi to wszystko opowiadała. Choć nie przepadam za takimi stylem, ponieważ mnie irytuje, to tu pasuje do bohaterów jak ulał. 

"Wróg mojego brata" Carolina Angel

Książka jest typowym przykładem publikacji dla nastolatków. Opowiada historię Abby, która wraca do rodzinnej miejscowości z katolickiej szkoły. Trafia do liceum, w którym uczy się również jej brat. A tam spotyka wszystko to, co zwyczajna nastolatka amerykańskiej szkoły może spotkać na swojej drodze. Poznaje nowych znajomych, zarówno tych, których polubi, jak i tych, którzy do szczęścia nie są jej potrzebni. I co najważniejsze, w końcu spotyka chłopaka, który wpada jej w oko i to z wzajemnością. Tylko, że ten chłopak jest największym wrogiem jej brata. 

Niby nic niezwykłego, zwyczajny świat nastolatków, ale autorka w książce umieściła wątek niechcianego ślubu. To było dobre. Boki zrywałam, jak babcia Abby chciała ją zeswatać z kolegą dziewczyny z piaskownicy. Od samego początku było wiadomo, że staruszka ma coś z głową, ale okazało się, że Nigel czyli " przyszły pan młody", również gdzieś swoje klepki pogubił. 

Jak to w takich książkach bywa, miłostek, dramatów i śmiesznych akcji nie brakuje. I choć na początku miałam wątpliwości czy odnajdę się w rzeczywistości, którą wykreowała autorka, to muszę przyznać, że jestem zadowolona z lektury tej książki. Po pierwsze świetnie się bawiłam, a wątek ślubu jest przegenialny. A po drugie to książka na wyluzowanie. Szybko się ją czyta, bohaterowie są wyraziści, cały czas się coś dzieje i nie ma nudy. 
Jeśli miałabym "Wroga mojego brata" porównać do czegoś, by Wam uświadomić jaki książka ma klimat, to myślę, że będzie to połączenie American Pie, Zakochanej złośnicy i filmów z Lindsay Lohan.

"Wróg mojego brata" Carolina Angel

Musicie wziąć jednak poprawkę na to, że ta książka nie jest wybitna. Pisana lekkim, choć typowo młodzieżowym językiem, jest raczej sposobem na wyluzowanie niż publikacją, która dostarczy Wam lub Waszym dzieciakom inteligentnych treści. Nie daje do myślenia, ogólnie się podczas jej czytania nie myśli. Lekka, łatwa i przyjemna, choć infantylna, trochę naciągana, momentami śmieszna. Literaturą wyższych lotów też bym jej nie nazwała. Ale było "spoko", jak to nastolatkowie mówią. 


Czy polecam? Tak - uśmiejecie się i miło spędzicie czas.











 

środa, 28 kwietnia 2021

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur.

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur.


Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur


Dziś propozycja dla zapracowanych, ale lubiących dobrze zjeść, oraz dla tych wszystkich, którzy lubią eksperymentować w kuchni. Kurczak w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur. Zanim skończyłam gotować, to miałam ochotę wszystko zjeść sama. Wyszło rewelacyjnie! 


Lista składników na obiad dla 4-5 osób: 

1,5 piersi z kurczaka średniej wielkości 
Śmietana kremówka 30 % 200 ml 
Suszone pomidory w zalewie 1/3 opakowania - używam pomidorów suszonych w oleju z ziołami marki Sottile Gusto - słoik 270 g, do kupienia w Biedronce 
2 torebki kaszy bulgur - nigdy w nich nie gotuję, ale chodzi o ilość
1 por średniej wielkości 
1 duży ząbek czosnku 
1 szklanka wody 
Łyżka masła 
Łyżka oleju lub oliwy 
Ogórki kiszone 
Przyprawy : sól, pieprz, słodka papryka 

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur

Pierś z kurczaka myjemy i kroimy w kostkę, posypujemy odrobiną czerwonej papryki i smażymy na oleju, aż się przyrumieni. 
W tym samym czasie, na drugiej patelni, smażymy na maśle ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, pokrojonego pora i suszone pomidory. Pomidory trzeba pokroić w drobną kostkę, by szybciej zmiękły w sosie. 

Gdy pierś z kurczaka jest usmażona, zalewamy ją śmietaną, dodajemy czosnek, pora i suszone pomidory do tego, oraz przyprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy szklankę wody, mieszamy i całość dusimy pod przykryciem, aż pomidory oraz mięso zrobią się miękkie. 

Gotujemy kaszę i po ugotowaniu zalewamy ją na sitku zimną wodą, by była sypka. 

Gdy wszystko jest już gotowe, to nakładamy na talerz kaszę, a w środek dodajemy kurczaka w sosie i obok ogórki kiszone jako przełamanie smaku. 

Czas przygotowania 40 minut 
Poziom trudności - łatwe

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur.

Pierś z kurczaka w sosie porowym z suszonymi pomidorami i kaszą bulgur.

Danie jest genialne. Zamiast kaszy możecie dać ryż, a zamiast ogórka inną surówkę, ale moim zdaniem ogórek pasuje do tego idealnie. 


Bardzo polecam i życzę smacznego !

wtorek, 27 kwietnia 2021

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy" - recenzja - Tania Książka

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy" - recenzja - Tania Książka


"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

Wiecie co jest dobrego w byciu rodzicem? Oczywiście oprócz wielkiej miłości, której doświadczamy na co dzień. Cudowne jest również to, że bezkarnie można oglądać bajki i nikt nie musi wiedzieć, że rodzic jest większym fanem niż dziecko. Passt, wydało się. W każdym z nas drzemie małe dziecko, czy tego chcemy czy nie. A mając maluszka w domu, możemy również spełniać zarówno zachcianki swojego dziecka jak i swoje. Ja i mój syn jesteśmy fanami Maszy i Niedźwiedzia. A Wy? 


Masza to mała trzyletnia dziewczynka, z pozoru urocza, grzeczna i kochana. Ale przebywając z Maszą dłużej, stwierdzić możemy, że drzemią w niej niezliczone pokłady energii, ma szalone pomysły, jest nieokiełznana, krnąbrna i momentami zachowuje się jak dzikus. Ale jest przy tym śmieszna i cudowna. Jak to mówi babcia mojego synka - Masza to mały bandyta, ale nie sposób jej nie lubić. 

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

Zgadzam się z tym i potwierdzam. Ale Masza to również mądra dziewczynka, której wyobraźnia nie zna granic. A historie, które wymyśla, są godne Oskara. Szczególnie bajeczki Maszy skradły moje serce. Najpierw oglądaliśmy je na YouTube, a później odkryłam, że Bajeczki Maszy zostały spisane w formie bogato ilustrowanej książki. Tak oto powstały Bajki 5 minut przed snem, które opowiada Masza, a ich bohaterowie, to dobrze znane nam postacie z kultowych opowieści o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku, Jasiu i Małgosi czy Dziadku Mrozie. Warto również wspomnieć, to klasyka bajki, ale w interpretacji trzyletniej Maszy. 

Co Wam mogę powiedzieć? Dobre to jest. Ta książka jest genialna, tak samo jak jej główna bohaterka. 

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy" - recenzja

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy" - recenzja

Uśmiałam się po pachy. Nie można Maszy odmówić ogromnej fantazji. Jej interpretacja klasycznych i wszystkim dobrze znanych bajek, jest obłędna. A jeśli oglądaliście filmiki Maszy na YouTube, gdzie opowiada te historie, to podczas lektury możecie wyobrazić sobie, że czyta je sama Masza. Wtedy jest jeszcze lepiej. Musicie nastawiać się na dobrą zabawę. Masza lubi bowiem niektóre fakty przeinaczać i od siebie coś dodać, co by za nudno nie było. Ale nie tylko tekst, a raczej interpretacja bajek, w tym przypadku są ważne. Podobają mi się również ilustracje. Niektóre lekko karykaturalne, śmieszne ale i groźne. Niektóre ilustracje to kadry z bajek, inne wyglądają jak namalowane farbami, lub kredkami. Jeszcze inne jak typowo wycinek z filmu animowanego. Książka jest piękne wydana, klejona, ma miękką okładkę. I co najważniejsze, po brzegi wypełniona jest ilustracjami i tekstem, więc można przeczytać dziecku jedną bajkę w 5 minut, a jeśli potrzeba to można i czytać książeczkę pół godziny. To od Was zależy ile czasu będziecie chcieli spędzić w świecie Maszy. 

W książce jest 14 bajeczek : 

Czerwony Kapturek 
Dziadek Mróz 
Jaś i Małgosia 
Królewna żabka 
Lisica i zająć 
Śnieżynka 
Kopciuszek 
Ziarenko grochu 
Tomcio Paluch 
Swinopas 
Sinobrody 
Wilk i lis 
Dzielny Krawczyk 
Smolny byczek 

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

"Bajki 5 minut przed snem. Bajeczki Maszy"

Bajki 5 minut przed snem to to kolekcja książeczek Wydawnictwa Harper Kids. Widziałam w ich ofercie, że takich publikacji jest kilka, a każda z nich o innych bohaterach. Przeglądając ofertę książek dziecięcych w księgarni Tania Książka widziałam jeszcze dwie publikacje z tej serii, które zamówię synkowi. Bardzo fajna jest też Nowa kolekcja bajek, a w nowościach są przygody Binga, którego mój synek również bardzo lubi. 




Jaki jest Wasz ulubiony bajkowy bohater ?