poniedziałek, 4 lipca 2022

"Mad Dogs" Ada Tulińska - recenzja

"Mad Dogs" Ada Tulińska - recenzja

"Mad Dogs" Ada Tulińska - recenzja

Z twórczością Ady Tulińskiej spotkałam się już wielokrotnie, ale czytałam tylko jej "Kucharza", który bardzo mi się podobał. Książka "Mad Dogs" zaciekawiła mnie opisem i motywem klubu motocyklowego oraz tajemnicą i zagadką kryminalną w tle. Czy autorka stanęła na wysokości zadania?


"Mad Dogs" Ada Tulińska - recenzja

Co zrobić, kiedy serce rwie się do mężczyzny, który może stanowić śmiertelne zagrożenie?

Podczas przerwy wakacyjnej Zuzanna wraz z przyjacielem wraca do rodzinnego miasta i trafia w sam środek kryminalnej afery. Bestia ze Zwierzyńca bierze na cel kolejne ofiary, a miejscowa policja jest bezradna, dziewczyna jednak jest pewna, że zna mordercę.
Niedawno do miasta przybył tajemniczy motocyklista, który zdaje się być w samym centrum wydarzeń. Rozum podpowiada Zuzie, żeby trzymać się od niego z dala, ale jej serce bije mocniej za każdym razem, kiedy napotyka jego groźne spojrzenie. Kiedy dłonie Sergiusza lądują na ciele dziewczyny, motyle w jej brzuchu nieproszone zrywają się do lotu. Do czego doprowadzi fascynacja całkowicie nieodpowiednim mężczyzną? Jakie mroczne sekrety na temat Sergiusza odkryje Zuza? Co będzie silniejsze: zdrowy rozsądek czy pożądanie?

"Mad Dogs" Ada Tulińska - recenzja

Tak i jeszcze raz tak! Ale to było dobre! Zaczęłam czytać kawałek i nie mogłam się oderwać. Wiecie co jest fenomenem Ady Tulińskiej? Jej niebanalne poczucie humoru oraz teksty, które dosłownie wyrywają z butów. Jeśli planujecie przeczytać "Mad Dogs", to nie robicie tego w miejscu publicznym, ponieważ ludzie będą się dziwnie na Was popatrzeć, gdy co chwilę będziecie parskać ze śmiechu. A jestem przekonana, że tak właśnie będzie.

Zuzia i Janek, dwoje przyjaciół od piaskownicy studiują razem w Lublinie. Gdy semestr się końcu wracają do rodzinnej miejscowości na wakacje. A tam afera kryminalna. W lesie zostają znalezione zwłoki miejscowej dziewczyny. W tym samym czasie w miasteczku pojawia się tajemniczy gang motocyklowy, a niedaleko domów Zuzi i Janka wynajmuje pokój wytatuowany gość jeżdżący na motorze. Jest dziwny, tajemniczy i źle mu z oczu patrzy i ewidentnie ma coś do Zuzi. Czy to on jest mordercą? Czy dziewczyna będzie następną ofiarą?

"Mad Dogs" Ada Tulińska - recenzja

Czy ją już Wam pisałam, że ta książka jest świetna? To napiszę jeszcze raz. Dynamiczna, śmieszna, choć momentami przerażająca. Cała gama emocji i różnych stanów. I ten dreszczyk na plecach. Dobre kino sensacyjne połączone z kryminałem i romansem  gwarantowane. Książki Ady (a przeczytałam już dwie to mogę się wypowiadać) czyta się z prawdziwą przyjemnością. Spotkałam autorkę na Targach Książki i wydała mi się miła i spokojna. A tu takie coś. Takie emocje. Dlaczego ta książka się szybko skończyła, się pytam? Tak nie może być. Ale zakończenie jest świetne. Oczywiście informacja o tym, kto zabijał nie była podana na tacy, trzeba było do tego dojść. Ale w żaden sposób nie zorientowałam się kim jest morderca i jaka jest prawdziwa przyczyna jego działania.

"Mad Dogs" Ada Tulińska - recenzja

Jeśli tak mają wyglądać wszystkie książki Ady Tulińskiej, to zostanę jej wierną czytelniczką. Jestem bardzo ale to bardzo zadowolona i książkę Wam serdecznie polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Niegrzeczne Książki.










 

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Małgorzata Brodzik jest autorką, która ma na swoim koncie trzy książki, a najnowszą z nich jest "Ratując siebie". Miałam przyjemność zostać jej Patronką Medialną i chciałabym Wam o niej opowiedzieć... Nie jest to łatwa książka...


"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Nieudane małżeństwo... Przelotny seks w publicznej toalecie... Na pierwszy rzut oka przejrzysty układ...

Właśnie tego wszystkiego doświadczyła Natalia. Zdrada męża zmieniła ją w kogoś, kim nigdy nie chciała być. Stała się wyrachowana i bezwzględna. Co więcej, sama dopuściła się wiarołomstwa. Początkowo miała to być tylko zemsta - szybki numerek z nieznajomym - a także zaspokojenie swoich potrzeb. Okazało się jednak, że jest zupełnie inaczej. Kobieta wplątała się w układ z mężczyzną pozornie idealnym. Ofiarował jej coś, czego dotąd nie miała. Całkowicie się w nim zatraciła, co spowodowało, że nie zauważyła sygnałów ostrzegawczych. Czy Natalia zorientuje się, że Marek skrywa pewną tajemnicę? Czy zdoła się uwolnić? Historia o tym, że życie jest przewrotne i niejednokrotnie potrafi zaskoczyć nas samych. Przyjaźń, miłość, zdrada... ale i wątek toksycznej relacji pokazujący, do czego może doprowadzić, jeśli będziemy w niej tkwić. Moim zdaniem to nie tylko dobra powieść, lecz także lektura, z której można wyciągnąć wiele istotnych wniosków.

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Nie jest też prosta w czytaniu. Wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji, zaczynając od zadowolenia, a kończąc na gniewie. Od samego początku Gosia wywoływała w sieci zamieszanie, a gdy zobaczyliśmy okładkę, to tak, jakby dolała oliwy do ognia. Wiele osób pisało, że za odważna, zbyt śmiała, kontrowersyjna. Ale autorka uparcie twierdziła, że to co dostaniemy w środku nie jest historią Kopciuszka czy Śpiącej Królewny. To życie. A ono nie zawsze jest piękne i radosne.

I tak właśnie się stało. Książka okazała się historią zaczerpniętą z samego życia. I wcale to życie nie było usłane różami.

Mąż Natalii ją zdradził. Zrobił to i żadne z nich nie ma co do tego wątpliwości. Dali sobie szansę, by wszystko naprawić ale zdrada wisiała nad nimi jak chmura gradowa. Natalia wiedziała, że nic z tego nie będzie i też zdradziła męża. Czemu? Dla satysfakcji. By być górą. By też go zranić. By poczuł się tak jak jego żona. A może zrobiła to dla przyjemności? Z bezsilności?

Było miło. Miał to być jednorazowy seks, a przerodził się w romans. Małżeństwo Natalii się skończyło. Piotr złożył papiery o rozwód, a ona weszła całą sobą w nowy związek.

I to był jej największy błąd...

Na początku nie zauważyła, że coś jest nie tak. Później zaczęła dostrzegać sygnały. Raz wybaczyła. Drugi, trzeci, czwarty, aż w końcu przestała liczyć. On obiecywał, że się zmieni, że przestanie, że skorzysta z usług psychologa, ale nie robił nic. Przepraszam robił, ale nie to co powinien. Chciał ją zdominować na każdej płaszczyźnie, a wszystko między nimi zaczęło się psuć, gdy Natalia odmówiła. Odmówiła zerwania przyjaźni, zwolnienia się z pracy. Powiedziała STOP. Mylicie, że jego to obchodziło? Stał się jeszcze bardziej zaborczy i wybuchowy, aż pewnego dnia zrobił coś, czego kobieta nie mogła mu wybaczyć...

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Jest to trudna książka, ponieważ jest przepełniona żalem i bólem. Natalia jest osobą sfrustrowaną ciągłymi niepowodzeniami w swoim życiu, a jej frustracja jest bardzo odczuwalna dla czytelnika i niestety zaraźliwa. Kobieta jest wybuchowa, momentami bardzo niesympatyczna, przepełniona gniewem i pretensjami do całego świata. Ale czy można jej się dziwić? Mąż ją zdradził, nowy związek choć zapowiadał się bajkowo, okazał się ciągłą walką. Walką o akceptację, o miłość o zrozumienie. Tylko szkoda, że w drugą stronę to nie działało. Marek okazał się zupełnie inny niż się spodziewała. Czarujący, przystojny, idealny kochanek, dobrze zarabiający i dający poczucie bezpieczeństwa. Do momentu, gdy coś nie wyprowadzi go z równowagi. A powodów do wybuchu miał coraz więcej niestety, choć oczywiście były to błahostki i jego wymysły, a wręcz chore urojenia.

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Relacja pokazana w tej książce jest bolesna, pełna gniewu ale i ogromnej namiętności. Co jak co, ale sceny intymne w tej książce są gorące i przyprawiające o rumieńce. To się Gosi udało. Z biegiem czasu zaczęła mi się podobać również okładka, choć nie byłam co do niej przekonana. Jedyne co mnie irytowało, to natura Natalii. Z jednej strony ją rozumiem, ponieważ miała prawo być sfrustrowana całym życiem. Ale z drugiej strony momentami była po prostu chamska i zachowywała się jak prostaczka. Myślę jednak, że było to celowe zagranie autorki, by pokazać jak niepowodzenia w życiu prywatnym wpływają na nasze postrzeganie świata i na nasze zachowania. Człowiek, który cały czas będzie kopany i poniżany, nie zareaguje na wyciągnięcie ręki uśmiechem, a uruchomi swoje wszystkie reakcje obronne. Może to właśnie była reakcja obronna Natalii?


Zostawiam Was z tym pytaniem i jestem ciekawa Waszych opinii o tej książce.


Za możliwość współpracy przy tym tytule dziękuję autorce oraz wydawnictwu Was Pos.














 

"Wszystkie moje sekrety" Weronika Czaplarska - recenzja

"Wszystkie moje sekrety" Weronika Czaplarska - recenzja
"Wszystkie moje sekrety" Weronika Czaplarska - recenzja

Rzadko kiedy sięgam po powieści obyczajowe, choć niekiedy tak się zdarza. Ale "Wszystkie moje sekrety" Weroniki Czaplarskiej uwiodły mnie obietnicą dobrej i tajemniczej lektury. Czy literacki debiut autorki uważam za udany?


"Wszystkie moje sekrety" Weronika Czaplarska - recenzja

Pragnienie zemsty może sprawić, że ominie cię coś naprawdę pięknego.

Pojawienie się Mary Grey w sennym miasteczku Greenmory na szkockiej wyspie Mull wywołuje nie lada sensację - w końcu nikt rozsądny nie przyjeżdża tu poza sezonem. Mary ma jednak swoje powody, o których nie chce mówić. Na razie bacznie obserwuje życie mieszkańców, z każdym dniem coraz bardziej zagrzewając miejsce wśród lokalnej społeczności. Kiedy niespodziewanie u jej boku zjawia się Fraser, przystojny posiadacz intensywnie zielonych oczu i kasztanowych włosów, dla Mary zaczynają się kłopoty. Jej tajemnica w każdej chwili może wyjść na jaw... Czy misterny plan zostanie zniweczony za sprawą uczucia, które staje się coraz trudniejsze do ukrycia?

"Wszystkie moje sekrety" Weronika Czaplarska - recenzja

Od książek, które czytam wymagam przemyślanej fabuły, wartkiej akcji i tego, by mnie wciągnęły od pierwszej strony. Rzadko sięgam po powieści obyczajowe, ponieważ zazwyczaj mnie nudzą. Czy w tym przypadku było inaczej? O tak! To była bardzo dobra książka. I powiem więcej - takich debiutów literackich w swojej karierze recenzenta sobie życzę.

Senne i tajemnicze, a nawet trochę zapomniane szkockie miasto Greenmory ma nowego mieszkańca. Przybyła do nich kobieta, która przedstawia się jako Mary Grey. Przyjechała z nikąd, nie bardzo chce coś o sobie powiedzieć. Twierdzi, że musiała odpocząć od codzienności. Ale, że w Greenmory? Dziwne. Mary powoli zaczyna zaprzyjaźniać się z mieszkańcami miasteczka, aż któregoś dnia oznajmia, że chciałaby tu zostać na dłużej i otworzyć restaurację. Ma pieniądze i chce je dobrze ulokować. Oczywiście musi poprosić o pomoc mieszkańców, w końcu sama remontu lokalu nie zrobi. Mary wydaje się być dobrym człowiekiem. Jest uczciwa, miła, sumienna i pracowita. Dla każdego ma dobre słowo i uśmiech. Ale najszerszy z jej uśmiechów skierowany jest do właściciela pobliskiego baru. Czyżby do Greenmory trafiła zabłąkana dusza i okazała się prawdziwym skarbem? A może kobiecie zależy na tym, by inni tak myśleli, ponieważ przyjechała tu nie bez przyczyny? Kim jest Mary i jakie są jej sekrety?

Tajemnica goni tajemnicę, a intryga intrygę. Od samego początku wiedziałam, że główna bohaterka książki szuka zemsty. Że z tą zemstą powiązani są jej mama i ojciec. Ale nic nie wskazuje na to, żeby mieli oni coś wspólnego z Greenmoory. O co więc chodzi? Długo się nad tym zastanawiałam i powiem Wam szczerze, że im dalej w las, tym mniej światła widziałam. Im głębiej wczytywałam się w książkę, tym mniej rozumiałam. Wszystko robiło się coraz bardziej skomplikowane, a słowo "zemsta" zaczynało mi ciążyć. Ale wcale nie oznacza to, że książka mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie. Była na tyle dobra, że nie mogłam się od niej oderwać. Ale denerwowałam się, ponieważ już, natychmiast chciałam poznać rozwiązanie zagadki i odkryć jakie są sekrety Mary. A może Charlotte? Bo to, że Mary Grey nigdy nie istniała, dowiedziałam się dość szybko.

"Wszystkie moje sekrety" Weronika Czaplarska - recenzja

Fabuła, historia, bohaterowie, intrygi, kłamstwa i oczywiście tajemnice - autorka miała bardzo dobry pomysł na książkę i uważam, że jak na debiutantkę poradziła sobie znakomicie. Momentami miałam aż ciarki na plecach, ale najlepsza jest końcówka. Weronika Czaplarska złamała mi serce. Tego się zupełnie nie spodziewałam i liczę na jakieś zadośćuczynienie. Tak nie może być. Nie zgadzam się na takie zakończenia książek.

Dawno powieść obyczajowa nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wrażenia co " Wszystkie moje sekrety". Widać, że historia jest przemyślana w każdym calu, bohaterowie wyraziści, ujmujący, a niektóre z opisanych scen chwytają za serce. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie spodziewałam się również, że pokocham Greenmory, że Weronika w ciekawy sposób przybliży mi Szkocję wraz z jej potrawami i zwyczajami mieszkańców. To świat zupełnie mi nie znamy i odległy, ponieważ nigdy nie byłam na Wyspach. Ale po tym, co przeczytałam, mam ochotę tam pojechać, choć ciągłe deszcze i brak słońca działają na mnie depresyjnie. Może kiedyś wybiorę się tam na chwilę, by zobaczyć te miejsca widziane oczami Mary.

"Wszystkie moje sekrety" Weronika Czaplarska - recenzja

Książka jest dosyć gruba. Ma 428 stron i niedużą czcionkę. Ale nawet o jedną linijkę tekstu bym jej nie skróciła. Wszystko jest dokładnie takie, jakie być powinno, a ja z całego serca gratuluję autorce udanego debiutu. Choć nie ukrywam, że smuteczek pozostał.

Nie chcę Wam zdradzać szczegółów, ponieważ książka zasługuje na to, by się nią delektować. I robić to powoli, by jak najdłużej zatrzymać to co czeka Was na końcu. Choć z drugiej strony myślę sobie, że ta końcówka świadczy o tym, że może coś jeszcze ciekawego autorka dla nas przygotowała. Że nie chciała by było łatwo. By było zbyt prosto.

Liczę na to.


A książkę gorąco polecam i dziękuję autorce za możliwość poznania historii Mary/ Charlotte i odkrycia jej wszystkich tajemnic.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję autorce oraz wydawnictwu Novaeres.










piątek, 1 lipca 2022

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty


Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty


Oto jest i ona - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty o tajemniczej nazwie WySPA Skarbów. Co znalazło się w środku? O tym dowiecie się czytając dalej...


Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

Jest to moja trzecia edycja pudełka Pure Beauty i mam już jako takie pojęcie czego mogę się spodziewać. Zauważyłam, że niektóre marki pojawiają się w tych pudełkach dość często, np. OnlyBio, Tołpa czy Silcatil. Absolutnie mi to nie przeszkadza, a wręcz uważam, że to dobry pomysł, ponieważ akurat te trzy marki mają dobre kosmetyki i z przyjemnością odkrywam ich kolejne propozycje. W każdym pudełku, które miałam jest maseczka do twarzy, w tych trzech edycjach było po dwie pojedyncze maseczki. To również jest dla mnie duży plus. Dodatkowo pojawiają się kosmetyki marek, których nie znam i mogę dzięki temu je sprawdzić. Tym bardziej, że niektóre z nich pojedynczo są bardzo drogie.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

Tyle by było jeśli chodzi o moje przemyślenia. W czerwcowej edycji znalazłam kosmetyki, które bardzo dobrze sprawdzą się latem, a niektóre z nich można zabrać na urlop. Jest to nawet wręcz wskazane. Zaczynamy open box czerwcowej edycji pudełka WySPA Skarbów.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

ONLYBIO HAIR IN BALANCEBALANCE odżywka do włosów bez spłukiwania 150 ml / 22,99 zł


Uwielbiam kosmetyki do włosów tej marki. Miałam już ich bardzo dużo i z każdego byłam zadowolona. Jak ją zobaczyłam, to aż się uśmiechnęłam, ponieważ miałam ją sobie kupić. Ta odżywka to nowości. Jest to produkt emolientowo - silikonowy i ma zabezpieczyć włosy przed kruszeniem, wygładzić, ujarzmić i sprawić, że będzie się je łatwiej rozczesywało.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

DERMEDIC SUNBRELLA krem ochronny z SPF 50 50 ml/ 57,60 zł


Jest to drugi kosmetyk, na który zwróciłam uwagę. Krem ma za zadanie chronić przed promieniowaniem UVA, UVB, VL, IR, a dodatkowo nawilżać skórę twarzy. Przeznaczony jest dla skóry wrażliwej i normalnej. Marka znana, lubię jej kosmetyku, a krem do twarzy z filtrem się przyda.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

FEEDSKIN płyn micelarny 190 ml/ 35 zł


Jest to kolejny kosmetyk marki, który znalazłam w boxie. Wcześniej był tonik i cieszę się, że tym razem mam płyn micelarny, ponieważ lubię używać kosmetyki jednej marki do pielęgnacji twarzy. Plus za szklaną butelkę oraz pompkę. Lubię takie opakowania, ponieważ są wygodne w użyciu. Płyn przeznaczony jest do zmywania makijażu oraz oczyszczania skóry twarzy.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

SILCATIL krem na odciski 10 ml/ 19,90 zł


Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, któremu nigdy buty nie zrobiły krzywdy. Niestety nie będę osobą, z której ręki kamień wypadnie, ponieważ mnie każde nowe buty robią krzywdę. Nie ważne jak miękkie i wygodne są. Krem przeznaczony jest do używania na odciski i modzele (nie na otarcia i otwarte rany !!! ), czyli twarde zgrubienia naskórka, które są wynikiem noszenia (zazwyczaj) źle dobranego obuwia lub tego, że but pod wpływem wysokiej temperatury robi się ciasny. Taki produkt warto zabrać na wakacje, bo może się przydać.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

BIELENDA MAGIC BRONZE rozświetlający balsam do ciała ze złotą perłą 250 ml / 23,99 zł


Marzył mi się na lato rozświetlający balsam do ciała i to właśnie taki podkreślający opaleniznę. I właśnie taki dostałam. Balsam pięknie pachnie, cudownie nawilża skórę i ma złote świecące drobinki, które pięknie mienią się na opalonej skórze. Koniecznie zabiorę go ze sobą na wakacje. Uwielbiam takie kosmetyki na lato.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty


HIMALAYA pasta do zębów 75 ml / 13,99 zł


Pasta ma za zadanie sprawić, że w ciągu dwóch tygodni nasze zęby staną się wyraźnie bielsze. A to wszystko za sprawą enzymów roślinnych z papai i ananasa. Past do zębów w domu nigdy za wiele, a latem biały uśmiech jest pożądaną rzeczą, więc cieszę się z tego produktu. Tym bardziej, że nie używałam nigdy past tej marki.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

DR. SEVERIN balsam po goleniu dla kobiet 30 ml / 55 zł


Marki nie znam i nigdy o niej nie słyszałam, ale widocznie Pure Beauty wie, że kobiety w lecie, tym bardziej na wakacjach bardziej przykładają się do golenia ciała i mogą przez to wystąpić podrażnienia. Balsam można stosować pod pachami, w okolicach intymnych oraz na nogach. Zalecany jest do używania po goleniu, depilacji woskiem oraz zabiegach z wykorzystaniem IPL. Cieszę się, że ten kosmetyk pojawił się w boxie, ponieważ nie miałam nigdy przyjemności używać balsamu po goleniu dla kobiet.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

VITA LIBERTA mgiełka samoopalająca 200 ml /119 zł ( w boxie 50 ml)


Do kosmetyków, które same opalają podchodziłam do tej pory z rezerwą, dopóki nie spotkałam koleżanki, która była pięknie opalona. I nie była to opalenizna słoneczna. Postanowiłam, że ja także spróbuję i nadarzyła się ku temu okazja. Robię depilację, peeling i zaczynam używać. Tym produktem można stopniować natężenie opalenizny. Jestem go bardzo ciekawa.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

TOŁPA PURE TRENDS pianka do mycia twarzy z kwasem fitowym 150 ml / 19,99 zł


Kolejny produkt marki Tołpa jaki znalazłam w boxie i bardzo się z tego cieszę. Pokazując ostatnią edycję, napisałam, że brakuje mi produktu do mycia twarzy i oto on. Piankę można używać codziennie do oczyszczania twarzy oraz usuwania makijażu, nawet wodoodpornego. Pianka ma również za zadanie złuszczyć martwy naskórek. Jeszcze nie miałam pianki oczyszczającej z żadnymi kawasami i jestem bardzo ciekawa tego produktu.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty


LIRENE baza wypełniająca zmarszczki 30 ml / 29,99 zł


Bardzo jestem ciekawa tego kosmetyku tym bardziej, że jest to produkt 3 w 1. Połączenie bazy z peptydowo - ceramicznym serum przeciwzmarszczkowym ma za zadanie wygładzić skórę i ograniczyć jej oznaki starzenia. Nie używałam jeszcze produktów do makijażu tej marki i chętnie ją wypróbuję. Jest to jedyny produkt do makijażu w boxie.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

MBEAUTY odbudowująca maska - serum z olejem kokosowym i probiotykami na tkaninie 22 ml / 9,99 zł


To moje drugie spotkanie z maseczką tej marki. Pierwsze było bardzo udane. Uwielbiam maski z olejkiem kokosowym, zawsze świetnie odżywiają moją skórę. I przy tej maseczce również będę liczyła na taki efekt.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

SORAYA maska na tkaninie roślinne ukojenie 17 g / 8,99 zł


Bardzo lubię produkty marki Soraya. Wielokrotnie używałam ich kosmetyki, w tym maseczki do twarzy i byłam zadowolona. Tej maseczki jeszcze nie znam, ale z przyjemnością ją wypróbuję. Maska ma w składzie siemię lniane, które koi skórę i zabezpiecza je przed utratą wody oraz rumianek, który znany jest ze swoich właściwości łagodzących.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

URIAGE EU THERMALE aktywnie nawilżająca maseczka na noc 50 ml / 69,99 zł ( w boxie miniaturka 15 ml)


Zamiast maseczki można było dostać krem nawilżający także z tej linii kosmetyków. Maska na sprawić, że skóra po nocy będzie wypoczęta tak jakbyśmy przespali 8 godzin. Bardzo jestem ciekawa tego produktu i tego czy faktycznie będzie tak, jak producent obiecuje.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

VIPERA lakier do paznokci pełen blasku - jeden z wybranych losowo kolorów 7 ml / 9,99 zł


Klasyczne lakiery to nie moja bajka i z tego produktu jestem najmniej zadowolona. Dostałam kolor, który zupełnie do mnie nie pasuje. Zresztą ja nie używam zwykłych lakierów, więc oddam go mojej mamie. Myślę, że zamiast lakieru można było dać jeszcze jedną maseczkę do twarzy lub płatki żelowe pod oczy i większość z osób zamawiających byłaby z tych maseczek bardziej zadowolona niż z lakieru.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

W tej edycji znalazłam również jedną saszetkę preparatu FEMANNOSE, który ma za zadanie działać w profilaktyce i leczeniu wspomagającym nawrotowych infekcji układu moczowego.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

KARTA PODARUNKOWA do parku trampolin Jumo World w Warszawie koło lotniska Okęcie. Jest to wejściówka na 70 minut dla dwóch osób. Bardzo się z niej cieszę, ponieważ byliśmy już w tym parku trampolin i jest tam świetnie. Bardzo chętnie się wybierzemy raz jeszcze.

Wyspa Skarbów - czerwcowa edycja pudełka Pure Beauty

Ciekawa jestem, które produkty Was zaciekawiły, a które uważacie za nietrafione?


Wpis powstał we współpracy z marką Pure Beauty.



















































 

Alkomaty dowodowe - co to takiego i komu mogą się przydać?

Alkomaty dowodowe - co to takiego i komu mogą się przydać?

Alkomaty dowodowe - co to takiego i komu mogą się przydać?

Alkomat zazwyczaj kojarzy się z badaniem trzeźwości przez policjanta, ale czy wiecie, że takie urządzenie można zakupić również na potrzeby własne? Czym są alkomaty dowodowe i kto powinien się w takie urządzenie zaopatrzyć?


Alkomaty dowodowe - co to takiego i komu mogą się przydać?

W XXI wieku zakup alkomatu jest dobrą inwestycją, szczególnie jeśli jest się właścicielem zakładu pracy, w którym trzeźwość pracowników musi być kontrolowana. Są różne sytuacje w życiu, czasami jeden kieliszek wina za dużo, może doprowadzić do tragedii, szczególnie gdy jest się kierowcą lub pracuje przy maszynach, a nasza praca wymaga stuprocentowego skupienia i trzeźwości umysłu. Badanie alkomatem nie powinno być traktowane jako zarzut czy podejrzenie, a rutynowe badanie dopuszczające do pracy. I w niektórych zakładach pracy takie badania się wykonuje, by zapobiegać pomyłkom. A jak wiemy lepiej zapobiegać niż później się tłumaczyć.

Alkomaty dowodowe - co to takiego i komu mogą się przydać?

Alkomaty dowodowe to małe urządzenia zakończone ustnikiem, które pozwalają w bezpieczny i wygodny oraz łatwy sposób sprawdzić czy osoba poddawana badaniu jest trzeźwa. Nie są to tylko urządzenia do użytku prywatnego, ale wykorzystuje się je również w placówkach medycznych czy izbach wytrzeźwień, a także przez funkcjonariuszy. Są na tyle wygodne w użyciu, że można nimi badać osoby z dysfunkcjami. Wyniki pomiaru mogą służyć do upewnienia się czy dana osoba jest trzeźwa ale stanowią również materiał dowodowy, gdy zajdzie potrzeba przedstawienia stanu trzeźwości organom śmigania, np. podczas wypadku w miejscu pracy.

Czasami pomiary trzeźwości są konieczne, a wręcz nieuniknione. I jeśli mamy później tłumaczyć się z ludzkiego błędu to lepiej wykonać badanie i go uniknąć. Tym bardziej, że zdrowie i życie mamy jedno.


Byliście kiedyś badani alkomatem?



Wpis sponsorowany.




 

środa, 29 czerwca 2022

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka

To było genialne!!! Nie potrzeba żadnego wstępu i zapowiedzi, ponieważ Donato Carrisi sam się broni, a w książce "Jestem otchłanią" przeszedł samego siebie. Wiedziałam, że to będzie dobry thriller, ale nie sądziłam, że aż tak dobry. Koniecznie musicie książkę przeczytać. Jestem przekonana, że autor Was nie zawiedzie.


"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka

Znajdź w sobie odwagę, aby spojrzeć na mrok czający się w każdym człowieku. Sięgnij po bestsellerowy thriller "Jestem otchłanią" i zanurz się w brutalnej historii niepozornego mężczyzny.

Ludzie każdego dnia wyrzucają śmieci i nie zastanawiają się nad tym. To jest ogromny błąd, a sprzątający mężczyzna potrafi go wykorzystać. Puste butelki, podarte dokumenty czy resztki jedzenia potrafią opowiedzieć dokładną historię każdego domownika. To pozwala na poznanie ich rutyny i zwyczajów, co z kolei ułatwia odnajdywanie właściwych ofiar.

Ważne jest, aby nie rzucać się w oczy i stwarzać pozory nieistotnego elementu środowiska. Mężczyzna wytrwale trzyma się tej zasady. Jedynie w niektóre wyjątkowe wieczory pozwala sobie na odrobinę szaleństwa. Do tej pory wszystko układało się zgodnie z planem.

Teraz nadszedł czas zmian. Dlaczego postanowił uratować tonącą dziewczynę? To był impuls, który wystawił go na widok publiczny. Został zauważony. Nie tylko przez osoby, które były mu wdzięczne za heroiczną postawę. Wzbudził gniew człowieka kryjącego się za zielonymi drzwiami, a także ściągnął na siebie uwagę tajemniczej kobiety. Czy zdoła powrócić do swojej nienagannej rutyny i ponownie skryć się w cieniach?

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka


Pierwszą książką autora, jaką przeczytałam był "Dom głosów", który urzekł mnie w każdym calu. Gdy wydawnictwo Albatros poinformowało czytelników, że na rynku pojawi się kolejna książka autora, od razu wiedziałam, że będzie moja. Nie żałuję ani minuty, ani nawet sekundy z lektury. Takie książki mogłabym czytać codziennie i marzy mi się, by wszystkie moje kolejne przeczytane lektury miały taki poziom, jaki reprezentuje Donato Carrisi.


W cieniu każdego szaleńca zawsze stoi ktoś, kto go stworzył. I ten ktoś zawsze zasługuje na potępienie.

Ta historia ma wiele wątków i przewija się w niej sporo postaci. Jest mężczyzna, który sprząta, kobieta, która pomaga maltretowanym kobietom, karabinierka, smutna dziewczynka, która próbowała popełnić samobójstwo. Wszystkie te osoby coś łączy. Jak nie teraźniejszość, to bolesna przeszłość. Ale jest wśród nich osoba, w której umyśle, ktoś zasiał zło. W umyśle, w którym powinno być człowieczeństwo jest otchłań. Brudna, głęboka, przerażająca i pochłaniająca. Ale pewnego dnia przez czeluść tej otchłani zaczynają przebijać promienie światła. I zły człowiek robi dobry uczynek. Czy jest to krok do stania się lepszym? A może chwilowy kaprys złego człowieka?

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka

Przerażająca i wciągająca niczym otchłań najnowsza książka Donato Carrisi to majstersztyk wśród thrillerów obrazujących ciemne zakamarki spaczonego ludzkiego umysłu. Dla takich książek się żyje i takie książki czyta się z ogromną przyjemnością. Wcale się nie dziwię, że dzieła autora są filmowane i zarówno w wersjach książkowych jak i filmowych odnoszą sukcesy. Nie jestem przekonana czy chciałabym obejrzeć film na podstawie tej książki, ponieważ bym się bała. Za dużo jest w niej drastycznych szczegółów. Już na etapie czytania moja wyobraźnia zaczęła działać na najwyższych obrotach i do tej pory nie mogę się otrząsnąć. To było mocne. Ale nieprzerysowane choć brutalne i szokujące.

Nie chcę Wam zdradzać fabuły i szczegółów, ponieważ "Jestem otchłanią" Donato Carrisi zasługuje na to, by się nią delektować od pierwszej do ostatniej strony z zakończeniem włącznie. A to również jest niezłe.

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka

"Jestem otchłanią" Donato Carrisi - recenzja - Tania Książka

Jeśli lubicie dobre thrillery, to koniecznie sprawdźcie nowości w księgarni Tania Książka. Już zacieram rączki i robię kolejne zamówienie, bo widziałam kilka nowych książek, które wpadły mi w oko.

Lubicie thrillery tego autora?




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję księgarni Tania Książka.


Wideodomofon - czy warto go mieć w swoim domu?

Wideodomofon - czy warto go mieć w swoim domu?

Wideodomofon - czy warto go mieć w swoim domu?

Wideodomofon - wynalazek na miarę naszych czasów. Wygoda i luksus w jednym. Ale czy tylko dla bogaczy? Zdecydowanie nie, ponieważ koszty są bardzo różne i można dostosować ofertę do swojego portfela. Są urządzenia i bardzo drogie, ale są i są i zdecydowanie tańsze. Wszystko zależy oczywiście na jakich funkcjach nam zależy.


Wideodomofon - czy warto go mieć w swoim domu?

Wideodomofon - dla kogo?

Wyobraźcie sobie, że budujecie dom na dużej działce. Sam budynek ma dwa piętra i powierzchnię 200 m2 i oddalony jest od ogrodzenia o kilkadziesiąt metrów. Jesteście na górze i nagle dzwoni dzwonek. I teraz musicie biec do ogrodzenia i sprawdzać, kto przyjechał, bo macie tylko dzwonek lub zwykły domofon. Ale możecie to również zrobić patrząc w mały monitor i oprócz głosu, będziecie mogli również zobaczyć tą osobę. Kusząca opcja, prawda?

Jesteście właścicielami firmy, a Wsze mieszkanie mieści się w tym samym budynku, ale na poddaszu. I zamiast biegać klatką schodową w dół, gdy ktoś zadzwoni domofonem, sprawdzacie w kamerce, kto stoi przed Waszymi drzwiami.

Wideodomofon montuje się również dla własnego bezpieczeństwa. Możecie sprawdzić, kto przyjechał, ale wcale nie musicie mu otwierać. Często ludzie dzwoniący domofonami podają się za kurierów, a wcale nimi nie są. Dzięki kamerce można to zweryfikować.

O ile w małych domkach usytuowanych blisko ogrodzenia wystarczy wyjrzeć przez okno, by sprawdzić kto przyjechał, o tyle w blokach, domach na dużych działkach czy w firmach już nie jest to takie proste. A na pewno nie jest wygodne. Więc czemu nie ułatwić sobie życia?

Wideodomofon - czy warto go mieć w swoim domu?

Nowoczesne wideodomofony mają funkcję nagrywania, robienia zdjęć, obsługę kamer, monitoring, działają na wifi, odcisk palca. Można dzięki nim obsługiwać furtkę i bramę. Są ułatwieniem w życiu i sprawiają, że staje się ono zdecydowanie wygodniejsze i bezpieczniejsze. Zerknijcie na stronę 5Tech. Oni Wam powiedzą jak sprawić, by Wasze życie właśnie takie się stało.


Wpis sponsorowany.