wtorek, 20 kwietnia 2021

"Gangsterska gra" Dominika Smoleń - recenzja

"Gangsterska gra" Dominika Smoleń - recenzja


"Gangsterska gra" Dominika Smoleń - recenzja

Dominika Smoleń idzie w tym roku jak burza. Już zapowiedziała kolejne projekty i jak sama podkreśla, wena jej nie opuszcza. Podoba mi się to, że każda kolejna jej książka jest inna, a autorka ma głowę pełną pomysłów. Tylko pogratulować, bowiem w dzisiejszych czasach wymyśleć coś innego niż wszyscy, wcale nie jest prosto. 


"Gangsterska gra" Dominika Smoleń - recenzja

Maksymilian ma niebawem objąć funkcję bossa w swojej familii, która od lat zajmuje się nielegalnymi interesami. Biznes idzie świetnie, jego rodzinie prawie nic nie zagraża. W dodatku niebawem ma poślubić przepiękną Jasmine, a małżeństwo zapewni mu jeszcze większą władzę. Pewnego dnia na jego drodze staje Erika - słynąca z ciętego języka pisarka erotyków i barmanka w klubie należącym do Maksa. Swoimi niewybrednymi ripostami przyciąga uwagę szefa, który czuje się zaintrygowany kobietą z pazurem, tak inną od jego narzeczonej. Mężczyzna obiecuje sobie, że przed ślubem przynajmniej raz prześpi się z Eriką, żeby wypędzić ją ze swoich myśli. Problem w tym, że nie wszystko idzie zgodnie z jego planem...

"Gangsterska gra" Dominika Smoleń - recenzja

Kolejny romans mafijny? Powinnam napisać "niestety tak". Ale książka wyróżnia się na tle innych jedną rzeczą. Czym? O tym będzie trochę dalej. Ale mam nadzieję, że przeczytacie do końca. 

Zacznę może od okładki. Wydawnictwo WasPos, a raczej Marta Lisowska stanęła na wysokości zadania. Wcale nie dziwię się Dominice, że okładka bardzo się jej podoba. Również jestem nią zachwycona. W książce jest duża czcionka, przejrzyście rozmieszczony na kartkach tekst, co wpływa na jakość czytania. Przez wszystkie książki Dominiki dosłownie się płynie i szybko się zaczyna, oraz szybko kończy. To jest ich zaleta. A jak tym razem poradziła sobie z fabułą? 

Fabuła jakoś specjalnie się na początku nie wyróżniała. Główna bohaterka jest kelnerką w klubie Agrypina, a jej szefem przystojny Maks, który ma zostać królem mafii. Jak to w takich książkach bywa, bohaterowie nawiązują romans. Zakazany romans. Choć żadne nie chce się do tego przyznać, to coraz bardziej są sobą zafascynowani. Niestety Maks jest przeznaczony innej kobiecie. Nie może związać się z Eriką, ale nie przeszkadza mu to z nią sypiać. Czy tych dwoje będzie razem? Od początku było to mało prawdopodobne, ale przecież to romans, więc liczyłam na happy end. 

"Gangsterska gra" Dominika Smoleń - recenzja

Szczerze mówiąc to przez większość książki miałam mieszane uczucia. Wszystko było przewidywalne, ale z drugiej strony "coś" wisiało w powietrzu. Niby byłam na tak, ale niektóre rzeczy mnie irytowały. Nie do końca wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Przeczytałam już kilka książek Dominiki i wiem, że ona lubi zaskakiwać. Już raz tak było, że czytałam, nie byłam przekonana, miałam mieszane uczucia, a tu nagle BUM. I ten moment zmieniał wszystko. 

W "Gangsterskiej grze" również tak jest. Niby nic, a jednak nie do końca byłam usatysfakcjonowana. Może dlatego, że czytałam inne publikacje autorki i bardziej mi się podobały? Może dlatego, że lepiej odnajduje się ona w powieściach obyczajowych? A może dlatego, że ta mafia już mi się trochę przejadła? W końcu wszyscy o niej piszą.  Końcówka książki jest natomiast zaskakująca. Cała akcja urywa się w dość niespodziewanym momencie. I wtedy przechodzimy do epilogu. A tam Dominika rozwala system na drobniutkie kawałeczki. Ale to było dobre! Genialny pomysł. Świetnie to sobie wymyśliła. Nie mogę do tej pory wyjść z podziwu. 

Tym sposobem kolejny raz udowodniła mi, że mimo mieszanych uczuć, zawsze należy doczytać książkę do końca. Końcówka bowiem może zmienić wyobrażenie czytelnika o całości o 180 stopni. W moim przypadku właśnie tak było. I choć uważam, że inne historie Dominiki są o wiele lepsze, to epilogiem przebiła nie jedną autorkę i wiem, że innym czytelnikom również to zakończenie się podobało. 

"Gangsterska gra" Dominika Smoleń - recenzja

Już niedługo ukaże się kolejna książka autorki. Romans biurowy. Okładka również jest świetna, a fabuła zapowiada się ciekawie. Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa WasPos


Kto już czytał "Gangsterską grę"? 











 

Tonik wygładzający do skóry dojrzałej z nagietkiem lekarskim bio Pur Calendula Yves Rocher

Tonik wygładzający do skóry dojrzałej z nagietkiem lekarskim bio Pur Calendula Yves Rocher
Tonik wygładzający do skóry dojrzałej z nagietkiem lekarskim bio Pur Calendula Yves Rocher - recenzja

W przesyłce z nowościami do demakijażu i oczyszczania skóry twarzy od Yves Rocher znalazł się bardzo ciekawy kosmetyk, a jest nim Tonik wygładzający z nagietkiem bio do skóry dojrzałej, odpowiedni dla skóry suchej. Nie będzie to typowa recenzja, ponieważ jest to kosmetyk zupełnie nie przeznaczony do mojego typu cery, więc nie mogę Wam napisać, że go używam, ale chciałabym Wam go przybliżyć. Może komuś będzie potrzebny. 


Tonik wygładzający do skóry dojrzałej z nagietkiem lekarskim bio Pur Calendula Yves Rocher

Tonik należy do linii kosmetyków Pure Calendula czyli zawiera w składzie nagietek bio. Nagietek słynie ze swoich właściwości antyoksydacyjnych. Nawilża skórę, likwiduje jej szorstkość, koi. Kosmetyki z nagietkiem zazwyczaj przeznaczone są do skóry suchej, napiętej, starzejącej się, zmęczonej, wrażliwej czy zniszczonej oraz dojrzałej. 

Mam skórę mieszaną, bardzo często w kierunku tłustej, mam 35 lat, więc moja skóra nie jest dojrzała. Przetestować przetestowałam, a raczej użyłam go raz, by o nim napisać coś więcej niż tylko regułkę producenta. Niestety ten kosmetyk się dla mnie nie nadaje i już wiem to po jednym użyciu. Ale nie jest to jego wina ani moja. Zawsze trzeba brać pod uwagę potrzeby swojej skóry i tylko wtedy można dobrze ocenić kosmetyki. A jeśli coś jest niedostosowane do naszej skóry, to takiego wpisu nie można nazwać recenzją, a przedstawieniem produktu. Zgodzicie się ze mną? Ale skoro dostałam, to muszę pokazać. 

Tonik wygładzający do skóry dojrzałej z nagietkiem lekarskim bio Pur Calendula Yves Rocher

Tonik zamknięty jest w plastikowej butelce, otwieranej ku górze, o pojemności 200 ml. Zaskakująca jest jego konsystencja, ponieważ jest żelowa. I wcale nie jest rzadki, chociaż patrząc na to, co jest w opakowaniu, się taki wydaje. Bardzo ładnie pachnie, kwiatowo. Forma toniku w żelu jest dla mnie trochę dziwna, jestem przyzwyczajona, że tonik jest taki jak woda. Jak przecieram twarz płatkiem kosmetycznym, to ścieram zanieczyszczenia ze skóry. Tu niby na płatku widziałam, że je ściera, ale miałam wrażenie jakby nałożyła na niego serum i tym przecierała twarz. Nie bardzo wiem jak to opisać, ale miałam wrażenie, że zamiast ścierać, to mazał się po skórze. Takie samo wrażenie ma mój mąż, który ma bardzo suchą skórę i chciał tonik wypróbować. Nie do końca mi ta żelowa konsystencja odpowiada. Tonik zostawia na twarzy delikatną powłokę, tak jak żelowe serum. Przyjemnie nawilża, ale u mnie zupełnie się nie sprawdza, ponieważ skóra szybko zaczyna mi się po przetłuszczać, a kosmetyk, który na niej jest, wałkować. Tak jak wspomniałam, to nie jest kosmetyk przeznaczony do mojej skóry. Dałam go zatem mamie, która ma bardzo suchą skórę i ona go polubiła. Powiedziała, że dobrze jej nawilża skórę i nie ma z nim problemu, choć faktycznie na początku dziwnie się go używa z racji żelowej konsystencji. 

Tonik wygładzający do skóry dojrzałej z nagietkiem lekarskim bio Pur Calendula Yves Rocher

W paczce nie dostałam niestety żadnego toniku, który byłby odpowiedni do mojej skóry i żałuję, bo jest to jedyny kosmetyk przeznaczony do skóry mieszanej i tłustej, którego nie mogę Wam opisać.


W następnym wpisie będziecie mogli przeczytać o serii Pure Algue. We wpisie znajdzie się żel oczyszczający, galaretka do demakijażu i płyn micelarny. 


Co myślicie o tym toniku? Używaliście takiego kosmetyku, który miałby żelową konsystencję ? 









 

Antiseptic - produkty antybakteryjne do rąk z aloesem i alantoiną

Antiseptic - produkty antybakteryjne do rąk z aloesem i alantoiną


Antiseptic - produkty antybakteryjne do rąk z aloesem i alantoiną


Odkąd zostałam mamą, bardzo dużą uwagę zwracam na czystość moich dłoni, a także dłoni mojego dziecka. Kiedyś wystarczyło mi mydło i woda, ale czasy się zmieniły i w mojej kosmetyczce oprócz standardowych środków myjących, znalazły się również te o działaniu antybakteryjnym. 


Jakie czas temu do mojej pielęgnacji dołączyły dwa produkty marki GorVita z linki Antiseptic. To nie tak, że poprzednie mi się nie sprawdziły, ale lubię testować nowości, stąd moja decyzja, by wypróbować teraz te. Tym bardziej, że skończył mi się krem antybakteryjny, a nie miałam jeszcze pianki o tym działaniu, więc przy okazji ją również wzięłam. Czy kosmetyki się sprawdziły? 

Antiseptic Pianka antybakteryjna do rąk z aloesem i alantoiną.

Antiseptic Pianka antybakteryjna do rąk z aloesem i alantoiną. 


Nigdy nie używałam antybakteryjnej pianki do rąk. Inne kosmetyki w takiej formie, czyli pianka do mycia, krem w piance, czy balsam w piance, się u mnie dobrze sprawdzają i lubię taką formę kosmetyku. A jak jest w tym przypadku? 

Pianka zamknięta jest w plastikowym opakowaniu o pojemności 100 ml. Ma dodatkowo plastikowy korek, który zabezpiecza aplikator przed brudem. Opakowanie nie jest przezroczyste, więc nie widać ile produktu jeszcze zostało w butelce, ale to nie przeszkadza. 
Kosmetyk ma wygodną w użyciu pompkę, dzięki której precyzyjnie możemy dozować ilość produktu. Można wycisnąć zarówno malutką ilość, jak i więcej pianki na dłoń. Przed użyciem należy wstrząsnąć butelką. 

Pianka ma delikatny kremowy zapach. Szybko się wchłania i nawilża skórę. Zostawia na niej przez chwilę delikatną kremową powłokę, po czym wchłania się całkowicie i nie czuć jej na skórze. Nie wysusza rąk, ale jakoś specjalnie ich też nie nawilża. Kosmetyk ma za zadanie chronić skórę przed bakteriami, drobnoustrojami i innymi czynnikami zewnętrznymi. W składzie zawiera wyciąg z aloesu i alantoinę, znane ze swoich właściwości łagodzących, kojących i pielęgnujących skórę. 

Antiseptic - produkty antybakteryjne do rąk z aloesem i alantoiną

Nie głupia jest ta pianka, dobrze się rozprowadza i mam wrażenie, że skóra po jej użyciu jest bardziej czyta, niż w przypadku zastosowania zwykłych środków myjących. Oczywiście nie oznacza to, że przestałam myć ręce, ale pianka wędruje do torebki i dobrze sprawdzi się poza domem. 

Składniki ( INCI): Aqua, Cetrimonium Chloride, Aloe Vera Extract, Propylene, Glycol, Cocoamide Dea, Olive Oil Peg -7 Esters, Octenidine HCL, Chlorhexinide Digluconiate, Ethyhhexylgycerin

Antiseptic - produkty antybakteryjne do rąk z aloesem i alantoiną

Antiseptic Krem antybakteryjny do rąk z aloesem i olejkiem z drzewa herbacianego. 


Wszelkiego rodzaju środki do dezynfekcji skóry, które od ponad roku namiętnie używam (Koronawirus nie śpi), bardzo wysuszają moją skórę. Kremów do pielęgnacji dłoni zużywam dużo i często kupuję nowe. Nawet mój mąż, który nigdy nie dbał o dłonie, teraz kupuję sobie kremy do rąk. Czy wiecie, że są kremy o działaniu antybakteryjnym? Używałam już takich, innych firm i uważam, że to dobre rozwiązanie. Dodatkowa ochrona przed bakteriami i drobnoustrojami zawsze jest mile widziana. 

Krem Antiseptic w swoim składzie zawiera aloes, alantoinę, oktenidynę oraz olejek z drzewa herbacianego, który nadaje kosmetykowi specyficzny zapach. Krem pachnie jak olejek z drzewa herbacianego, czyli połączenie zapachu torfu z żywicą. Mi się zawsze ten zapach tak kojarzył. Brzmi przerażająco, ale lubię takie zapachy. Krem jest wydajny, wystarczy niewielka ilość, by dobrze pokryć skórę. Nie jest gęsty. Szybko się wchłania i przyjemnie nawilża skórę. Nie zostawia na niej lepkiej i tłustej warstwy. Przyjemny kosmetyk. Polubiłam go. 

Antiseptic - produkty antybakteryjne do rąk z aloesem i alantoiną

Składniki ( INCI): Aqua, Propylene Glycol, Aloe Vera Extract,Cocos Nucifera (Coconut) Oil,Glycerin, Octenidine HCL, ,Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Stearate, Polyglyceryl-3- Methylglucose Distearate,Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Carbomer, Triethanolamine Allantoin,Panthenol, Ethylhexylgycerin.

Antiseptic - produkty antybakteryjne do rąk z aloesem i alantoiną

Produkty z linii Antiseptic mają działanie antybakteryjne, ale nie stanowią skutecznej ochrony przed Koronawirusem i należy o tym pamiętać. Zawsze w torebce mam żel lub płyn do dezynfekcji, ale również produkty antybakteryjne, których używam u siebie i mojego dziecka, gdy jesteśmy poza domem. 


Czy Wy też stosujecie kosmetyki antybakteryjne?













 

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

"W moim śnie" Joanna Gajewczyk - recenzja

"W moim śnie" Joanna Gajewczyk - recenzja

"W moim śnie" Joanna Gajewczyk

Klimatem przypomina Silent Hill, choć nie znajdziecie w niej takich przerażających potworów jak w filmie. Będzie idealną propozycją dla fanów filmu Gothica, a linia melodyczna z utworu "Behind blues eyes" mogłaby z powodzeniem zostać wykorzystana w trailerze tej książki. Nieprzewidywalna, hipnotyzująca i wciągająca od pierwszej strony. "W moim śnie" Joanny Gajewczyk - nie mogło zabraknąć tego tytułu w mojej biblioteczce. Autorka odwaliła kawał dobrej roboty. 


"W moim śnie" Joanna Gajewczyk - recenzja

Pola, zmęczona życiem w wielkim mieście, wraca do rodzinnej miejscowości, by spełnić swoje marzenia. Jednak spokojne życie na prowincji przerywa seria koszmarów nawiedzających ją każdej nocy. Sny są nie tylko wyczerpujące, ale i bardzo tajemnicze. Pola nie potrafi ich zrozumieć. Sytuacja zmienia się, gdy w kolejnym śnie spotyka nieznanego jej wcześniej mężczyznę Wadima, który w tej sennej rzeczywistości jest tak samo zagubiony, jak ona. Od teraz śnią razem. Dowiadują się, że miejsce, do którego zawsze się przenoszą jest związane z przeszłością Wadima.
Sen przeradza się w rzeczywistość, spotykają się na jawie. Decydują się wspólnie podjąć próbę rozwiązania tajemnicy koszmarów.
Czeka ich długa droga pełna cierpienia i bólu, ale także piękna i dzikiej, nieokiełznanej namiętności.

"W moim śnie" Joanna Gajewczyk - recenzja

Romanse i tym podobne książki... Ach, dużo tego jest na polskim rynku. Moja znajoma ostatnio stwierdziła, że przechodzimy kryzys, jest coraz więcej wydawnictw, a książki debiutantów zalewają polski rynek. Czy przechodzimy kryzys? Nie zgodzę się z tym. Natomiast faktycznie zaczynam mieć problem z tym co czytać, a jakie propozycje odrzucać. Dużo tego jest, a doba jest za krótka. Zresztą dużo książek pisanych jest na jedno kopyto i mam wrażenie, że czytam ciągle to samo, tylko imiona bohaterów się zmieniają. Czy Wy też tak macie?

"W moim śnie" - zdjęcia tej książki zalały Instagram. Wszyscy o niej piszą i mówią, a recenzje ma nad wyraz pozytywne. Nie mogło być inaczej i musiałam koniecznie sprawdzić w czym tkwi jej fenomen. 

"W moim śnie" Joanna Gajewczyk - recenzja

Książka zaczyna się opisem snu. Przerażającego, druzgocącego, zapadającego w pamięć. A najgorsze jest to, że Pola, główna bohaterka, ma wrażenie, że nie śpi. Że to co widzi, jest prawdą. Przerażającą prawdą. Sen powtarza się kilka razy, aż pewnej nocy spotyka w nim mężczyznę. Wadima. Od tego momentu zaczynają śnić razem. Przerażający dom i podwórko, błoto i martwe ciała dzieci, o co w tym wszystkim chodzi?
Gdy po przebudzeniu ze snu, Pola odbiera telefon i słyszy w słuchawce głos Wadima, jest zarówno przerażona jak i podniecona spotkaniem z nim. Jeszcze nie wie, że ten mężczyzna i jego przeszłość, wywrócą jej życie do góry nogami.

Romans paranormalny, z pogranicza snu i jawy? Czemu nie! Tym bardziej, że historia jest inna. W końcu nie miałam deja vu, a niestety często mi się to ostatnio zdarza. Książka wciąga, ciekawi, intryguje i fascynuje zarazem. Nie mogłam się oderwać, nie mogłam przestać czytać. Chciałam rozwiązać z bohaterami zagadkę pochodzenia Wadima. Ale z drugiej strony bałam się tego co ich czeka. Na szczęście autorka mnie nie rozczarowała. 

Trudno wybić się z innością na polskim rynku. Literatura z pogranicza jawy i snu ma swoich fanów, ale nie oszukujemy się, w tej chwili najlepiej sprzedaje się romans. Autorka miała świetny pomysł, by napisać książkę z elementami fantastyki i obdarzyć swoją bohaterkę nadprzyrodzonymi zdolnościami, a przy okazji mamy tu również wątek miłosny. Podobało mi się to. 

"W moim śnie" Joanna Gajewczyk - recenzja

Kawał roboty odwaliła tu również okładka, która mi się bardzo podoba i idealnie komponuje się z tytułem i opisem książki, ale nie do końca oddaje jej klimat. Tam trochę mroku jest, a z okładki możemy wyczytać, że to historia o sennych marzeniach. Coś mi nie pyka i przy okazji  chciałabym jeszcze wspomnieć, że główna bohaterka ma ogniście czerwone kręcone włosy, tu tego zabrakło. Chociaż z drugiej strony nie można przejść obojętnie wobec tego projektu. Najważniejsze, że się podoba okładka i zawartość. A reszta jest nieważna. 


Co mogę powiedzieć więcej? Mam ochotę na inną książkę autorki i mam nadzieję, że będzie równie fascynująca jak ta. 

Gorąco Wam polecam "W moim śnie", a wydawnictwu Akurat gratuluję takiej autorki. To wielki skarb ! 


Macie w planach ?












 

piątek, 16 kwietnia 2021

"Powiedz, że zostaniesz" Beata Majewska - zapowiedź - PATRONAT MEDIALNY

"Powiedz, że zostaniesz" Beata Majewska - zapowiedź - PATRONAT MEDIALNY



"Powiedz, że zostaniesz" Beata Majewska i zapowiedź - PATRONAT MEDIALNY

Nieśmiałe prośby czytelników sagi gangsterskiej zostały wysłuchane i dla tych wszystkich, którzy czują niedosyt autorka przygotowała cześć 3,5. Premiera tej książki już 5 maja 2021, a publikacja ukaże się nakładem Wydawnictwa Jaguar. 



"Powiedz, że zostaniesz" Beata Majewska i zapowiedź - PATRONAT MEDIALNY

„Powiedz, że zostaniesz” to historia dla wszystkich, którzy przeczytali trylogię Beaty Majewskiej, lecz nadal czują niedosyt. W tej książce znajdziecie piękną i dramatyczną opowieść o dalszych losach Brunona i wyjaśnienie, kim jest tajemnicza Naira, która pojawiła się w epilogu powieści „Obiecaj, że wrócisz”. Ścieżki życia tych dwojga będą się splatać i rozchodzić, a uczucie, które nimi zawładnie, musi pokonać wielką tęsknotę.

Jak się skończy ta trudna miłość? Przekonajcie się sami.

Lecz to nie koniec! Na scenę wkroczy Katarina Niekrasowa i jej przystojny ogrodnik, Timur! Ta para to jak ogień i woda, Katia dyryguje, a Timur się uśmiecha i wraca do swoich ukochanych roślin. Co z tego wyniknie?, i jaką rolę odegrają rezolutny Artem i Ksenia, córka Timura?

Odpowiedź znajdziecie w ostatniej części gangsterskiej sagi!

Saga gangsterska Beata Majewska

Dla tych z Was, którzy nie czytali sagi gangsterskiej, podsyłam opisy poprzednich części. Trzeba czytać je w kolejności, byście mogli zrozumieć całą fabułę, bo choć książki opowiadają o innych bohaterach, to ich losy się przeplatają. 


Zapomnij, że istniałem Beata Majewska

"Zapomnij, że istniałem" część 1


Trzydziestoletnia Luiza Mleczko, panna, mieszkanka wsi, kobieta nieco sztywna i pryncypialna, ale szalenie elegancka i zadbana, uparta, pyskata i rezolutna, na dodatek urzędniczka (sołtyska) i Rafał Snarski, „emerytowany” bokser i gangster, który zaszywa się w wiosce, by uciec przed całym światem, człowiek szorstki, nieprzyjemny, skrzywdzony okrutnie przez los. Ta dwójka od początku, od pierwszego spotkania, prowadzi nieustanną walkę między sobą. Czas pokaże, czy Luizka, zaręczona z gminnym sekretarzem, poczuje miętę do łobuza…



Pamiętaj, że byłem Beata Majewska


"Pamiętaj, że byłem" część 2


Dał słowo, że Weronika nie straci swojej rodziny, lecz okrutny los postanowił inaczej. Na oczach Nikity dziewczyna traci wszystko, co było najcenniejsze: rodzinę, własne dziecko, całe dotychczasowe życie, pamięć i świadomość. To on przyłożył rękę do nieszczęścia Weroniki, i teraz będzie musiał z tym żyć. Nikita szybko zapomni, bo ich ścieżki się rozejdą, a jego serce już dawno zmieniło się w kamień, lecz to nie koniec tej historii. Czasami największa miłość, to ta, która nie miała prawa się wydarzyć...

Obiecaj, że wrócisz Beata Majewska

"Obiecaj, że wrócisz" część 3


Bruno nie ma łatwego dzieciństwa. Kiedy jego ojciec ginie - głupią i przypadkową śmiercią, chłopak musi szybko wydorośleć. Gangsterzy są nieuchwytni, a policja zbyt szybko umarza śledztwo. Syn ofiary poprzysięga zemstę, pragnie odwetu nie tylko na gangsterach - sprawcach rodzinnej tragedii, lecz także na służbach.
Bruno pracuje dla wielu bossów, powoli zapisuje na swoim koncie kolejne głowy, swojej zemście podporządkuje całe życie. Nie ma w nim miejsca na rodzinę, dobrą pracę, a na pewno nie na miłość. Ta pojawia się znienacka, kiedy los stawia na drodze Brunona młodą Rosjankę. Wiera niczego się nie boi, bo też niczego nie ma do stracenia. Chociaż dopiero startuje w dorosłe życie, ona również zdążyła poznać jego gorzki smak. Nie zdaje sobie sprawy, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo: dziewczyna stanowi walutę w zatargu między gangsterami zza Buga, a Bruno jest pośrednikiem.
Jak skończy się ten deal? Czy miłość pokona zło? Przekonacie się sami, czytając trzecią - ostatnią - część bestsellerowej serii.

Beata Majewska

Beata Majewska, publikuje również pod pseudonimem Augusta Docher - polska pisarka, stworzyła kilkanaście poczytnych powieści dla płci pięknej i przepięknej. Na koncie ma zarówno bestsellerowe romanse obyczajowe, np. "Konkurs na żonę", lecz także historie New Adult, chociażby świetnie przyjętą serię "Najlepszy powód, by żyć", czy "Cała ja". Prywatnie kocha swoją szaloną rodzinę, włącznie z synową i wnuczką Gabą oraz psem Hugonem, uwielbia prace w ogrodzie, dalekie podróże, pobyty nad Morzem Czarnym i Rumunię, a to wszystko zawsze w towarzystwie dobrej książki. 



Czekacie na książkę?





* Zdjęcia, materiały graficzne, opisy książek i biogram autorki są jej własnością. Dostałam zgodę na wykorzystanie tych materiałów w tym wpisie. 













Kosmetyki do demakijażu Pure Camomille Yves Rocher - recenzja

Kosmetyki do demakijażu Pure Camomille Yves Rocher - recenzja

Kosmetyki do demakijażu Pure Camomille Yves Rocher

Oczyszczanie twarzy to jeden z najważniejszych kroków pielęgnacyjnych. Nie pomogą nawet najlepsze kremy, czy zabiegi kosmetyczne, gdy będą wykonywane na skórę, na której są resztki makijażu, brud, nadmiar sebum, czy miejskie zanieczyszczenia. Więc zanim przejdziemy do pielęgnacji, należy bezwzględnie skupić się na oczyszczaniu skóry, a pierwszym krokiem będzie demakijaż. 


Niedawno pokazywałam Wam nowości kosmetyczne od marki Yves Rocher. Seria Pure Menthe z miętą pieprzową jest genialna, a w tym wpisie chciałabym Wam pokazać kosmetyki do demakijażu z serii Pure Camomille z rumiankiem bio

Kosmetyki do demakijażu Pure Camomille Yves Rocher

Rumianek znany jest ze swoich właściwości łagodzących, dlatego z powodzeniem wykorzystywany jest w kosmetykach do skóry wrażliwej. Cieszę się, że ta seria właśnie przeznaczona jest do demakijażu skóry wrażliwej. Osobiście uważam, że do demakijażu, szczególnie okolicy oka, należy używać delikatnych środków oczyszczających i każda z nas powinna wychodzić z założenia, że ma skórę wrażliwą. Czemu? Niestety niektóre kobiety skupiają się na tym, by jak najszybciej zmyć makijaż, nie pomyślą o tym, że powiek i skóry pod oczami nie należy trzeć i szorować. A później jest płacz. Osobiście zawsze stawiam na łagodne kosmetyki do demakijażu, a do samego zabiegu podchodzę na spokojnie i uważam, że lepiej zrobić to powoli, a dokładnie. 

Wśród kosmetyków Pure Camomille znalazło się mleczko do demakijażu i krem do demakijażu, który jest dla mnie nowością. Nie używałam nigdy kremów do zmywania makijażu, ale wiem, że dziewczyny bardzo sobie je chwalą. 

Kosmetyki nie mają żadnego zapachu, co działa na ich duży plus.

Mleczko do demakijażu i tonik "2 w 1".


Mleczko do demakijażu i tonik "2 w 1"Pure Camomille z rumiankiem bio. 

Nie jestem fanką mleczek do demakijażu i kosmetyków dwa w jednym. Omijam je szerokim łukiem, ponieważ się u mnie nie sprawdzają. Mleczka zazwyczaj zostawiają tłusty film na skórze i sprawiają, że po demakijażu oka mam problemy z ostrością widzenia. Muszę je zawsze zmywać ze skóry żelem, by się tłustej warstwy pozbyć. Natomiast dwa w jednym, to nie moja bajka, bo albo coś oczyszcza, albo tonizuje. Jakoś nie do końca mnie to przekonuje. Ale ten kosmetyk mnie zaskoczył. 

Mleczko do demakijażu i tonik "2 w 1"Pure Camomille z rumiankiem bio.

Mleczko zamknięte jest w plastikowej butelce o pojemności 200 ml, otwierane ku górze. Lekka konsystencja, dużo na płatek kosmetyczny nakładać nie trzeba. Kosmetyk bardzo dobrze poradził sobie z demakijażem twarzy i oka. Nie musiałam trzeć, tylko przyłożyłam do powieki płatek z mleczkiem, odczekałam chwilę i delikatnie starałam makijaż, nawet wodoodporny tusz do rzęs. Po demakijażu skóra w żadnym miejscu nie była zaczerwieniona. Odczekałam chwilę, by zobaczyć co się stanie, ponieważ tego mleczka nie zmywa się ze skóry wodą. Podczas demakijażu płatek dobrze przesuwał się po skórze i czuć było poślizg, ale po zabiegu skóra nie była jakoś bardzo tłusta. Po chwili nie była w ogóle tłusta, a przyjemnie nawilżona. Tak jakbym po demakijażu zastosowała delikatne nawilżające serum. Szok, ponieważ spodziewałam się tłustej warstwy. Wychodzi na to, że faktycznie nie trzeba zmywać go wodą. 

Jako właścicielka skóry problematycznej zawsze po demakijażu używam żelu oczyszczającego i toniku, a po zabiegu tym mleczkiem, moja skóra wyglądała nadzwyczaj dobrze i wcale nie musiałam jej domywać. Na próbę przemyłam jeszcze skórę ulubionym tonikiem i była czysta. Należy pamiętać, by używając takiego mleczka, zmieniać płatki do momentu, gdy ostatni będzie zupełnie czysty, wtedy taki demakijaż ma sens. 

Myślę, że kosmetyk sprawdzi się świetnie u osób, które mają wrażliwą skórę twarz, suchą czy podrażnioną lub wrażliwe oczy na inny rodzaj demakijażu. Nie wiem na ile faktycznie ma on działanie tonizujące, ale po przetestowaniu nie mogłam się nadziwić jak moja skóra wygląda i się zachowuje. 

Bardzo pozytywne zaskoczenie. 

Krem do demakijażu łagodzący Pure Camomille z rumiankiem pospolitym bio.

Krem do demakijażu łagodzący Pure Camomille z rumiankiem pospolitym bio. 

Plastikowa, wygodna w użyciu tubka o pojemności 125 ml. Kosmetyk nakłada się na suchą twarz, powieki i usta, delikatnie masując skórę, aż do rozpuszczenia makijażu. Tak jak wspomniałam, nigdy wcześniej nie używałam kremu do demakijażu i nie bardzo mogę się do tej formy przyzwyczaić. Jedna z moich ulubionych youtuberek makijażowych bardzo chwali sobie balsamy i kremy do demakijażu, więc pomyślałam, że musi być bardzo fajna sprawa. 

Krem do demakijażu łagodzący Pure Camomille z rumiankiem pospolitym bio.

Krem jest dość gęsty, ale nie ma problemu, by nałożyć go i rozsmarować na skórze. Szybko zaczął rozpuszczać makijaż, w tym cień do powiek i tusz do rzęs. Masowałam skórę tak chwilę, skupiając się mocno na okolicy oka. Po czym zmyłam krem z twarzy wodą. Pierwsze wrażenie jest takie, że faktycznie wszystko się dobrze zmyło, nawet z rzęs. Stosując kremy do demakijażu oszczędzamy na płatkach kosmetycznych, co jest na pewno dużym plusem. Krem nie podrażnił mnie ani razu, nie szczypał w oczy, dobrze domył skórę z makijażu. Nie zostawił na skórze tłustej warstwy, choć niestety przez dłuższą chwilę miałam po jego użyciu problem z ostrością widzenia. Ale przeszło. Po demakijażu przemyłam skórę tonikiem, a płatek był czysty. I nałożyłam krem. Myślę, że problem z ostrością widzenia to jedyny minus takiego demakijażu, choć nie jest to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ po olejkach czy płynach dwufazowych zawsze tak mam i to jeszcze gorzej. Przeraża mnie tylko wygląd mojej skóry w trakcie demakijażu, gdy wszystkie kosmetyki kolorowe zaczynają się rozpuszczać, ale nie ma problemu później ze zmyciem tego ze skóry i nic się nie maże, więc jestem na tak. 

Bardzo pozytywne zaskoczenie. 

Kosmetyki do demakijażu Pure Camomille Yves Rocher

Każdy z tych produktów jest inny, ale obydwa mnie zaskoczyły. Nie podrażniają, dobrze zmywają makijaż, nie mają zapachu i skóra faktycznie po ich zastosowaniu jest czysta. Jeśli miałabym zdecydować się na jeden z nich, to szczerze mówiąc nie wiem, który wybrać. Każdy bowiem ma zalety, które sprawiają, że przyjemnie się ich używa. Dlatego cieszę się, że mam obydwa. 


Co używacie do demakijażu skóry twarzy? 



















 

"Wyższe sfery" Efekt Ericka K.N. Haner - recenzja

"Wyższe sfery" Efekt Ericka K.N. Haner - recenzja

"Wyższe sfery" Efekt Ericka K.N. Haner

Największym grzechem Megan była miłość. Spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Omamiła i wywróciła jej świat do góry nogami. Miłość jest piękna, gdy kochasz właściwą osobą. Erickowi Evansowi choć z wyglądu blisko do ideału, to daleko do idealnego kandydata na męża czy chłopaka. Megan jeszcze nie raz się o tym boleśnie przekona. 


"Wyższe sfery" Efekt Ericka K.N. Haner

Wyższe sfery. Kolejna część sagi o rodzinie Donellów.

Miłość i pożądanie potrafią zaślepić. Meg boleśnie się o tym przekona…

Najgorętsza para nowojorskiej śmietanki towarzyskiej przeżywa kryzys.
Megan nie jest pewna, co czuje, a wszechobecne tajemnice sprawiają, że w głowie ma jeszcze większy mętlik. Zwłaszcza że Erick w dziwnych okolicznościach traci cały majątek…. Kiedy Meg znowu zaczyna się w nim zakochiwać, na jaw wychodzą kolejne jego sekrety. Dziewczyna uświadamia sobie, że dwaj najważniejsi dla niej mężczyźni – ojciec i chłopak oszukują ją i próbują przeciągnąć na swoją stronę.

"Wyższe sfery" Efekt Ericka K.N. Haner

Kolejna część Pink Book już za mną. Choć czytałam Efekt Ericka w wersji roboczej, na blogu K.N. Haner, to odkrywam tę historię na nowo. Autorka zapowiedziała, że jest dużo zmian i nawet ci co czytali, będą zaskoczeni. Faktycznie tak jest i z każdą kolejną kartką jestem coraz bardziej ciekawa, co będzie dalej. A jak jest tym razem? 

Erick chwilowo nie odzywa się do Megan. Para się posprzeczała i mają ciche dni. Wielkimi krokami natomiast zbliża się wieczór panieński Kimberly, siostry Megan. Dziewczyny będą świętować w najmodniejszym klubie w mieście, którego właścicielem jest nasz główny bohater. Niestety w klubie wydarzyło się coś, co na zawsze zmieni życie Megan i jej rodziny. Dziewczyna zostaje porwana. Budzi się w szpitalu. Przy jej łóżku siedzi Erick i wygląda jak siedem nieszczęść. Nikt nic nie chce jej powiedzieć, a wszyscy obchodzą się z nią jak z jajkiem. Co takiego się wydarzyło? 

Porwanie okazuje się nieprzypadkowe i miało na celu pozbawienia Ericka całego majątku. Dalej przystojny, dalej czarujący i kochający, ale bankrut. Czy Megan będzie w stanie spotykać się z kimś kto wypadł z hukiem z wyższych sfer najbogatszych ludzi w mieście? 

Tajemnica goni tajemnicę. Megan już nie wie co jest prawdą, a co kłamstwem. Chce kochać i być kochana. Czy to tak wiele? 

Nasza bohaterka jest młodą dziewczyną, zakochaną po uszy. Miłość zrobiła jej wodę z mózgu, a Bóg seksu oczarował ją i zauroczył. Dziewczyna nie myśli racjonalnie, co okaże się jej zgubą. Oczywiście dalej twierdzę, że to bardzo irytująca bohaterka. Obraża się o byle co, tupie nóżką i wszczyna awantury. Myśli, że jest sprytna i to ona rozdaje karty. Wiedziałam, że tak będzie i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Erick dalej kusi i uwodzi oraz zapewnia o swoim uczuciu, choć wszystko wskazuje na to, że uczciwość nie jest jego mocną stroną. 

"Wyższe sfery" Efekt Ericka K.N. Haner

Muszę przyznać, że ciekawie Kasia sobie to wymyśliła. Dawkuje emocje, a na każdy kolejny Pink Book czeka się jak na szpilkach. A na pewno czekają osoby, które nie znały wcześniej tej historii. Cieszę się również, że całość została podzielona na krótkie książeczki, które spokojnie mogę przeczytać w dwie godziny. Gdyby Kasia wydała to jako całość, książka mogłaby zmęczyć i znudzić, ponieważ byłaby aż za długa. Zresztą Megan jest tak wkurzająca, że pewnie rzucałabym tą książką o ścianę. A tym czasem, są emocje, podawane w odpowiednich dawkach i cały czas czuje się niedosyt. 


Kolejna część już za 6 tygodni. Czekacie? Bo ja już nie mogę się doczekać następnego Pink Booka.









 

Copyright © Aleksandra NS Blog , Blogger