
Witam Was w ten szary sobotni poranek. W sumie to już prawie południe, można powiedzieć:)
a tym czasem Królowa Pielęgnacji nie próżnuje i poszerza swoją ofertę o kolejne propozycje do pielęgnacji twarzy. Jej seria pielęgnacyjna rozpoczęła się od premiery Pianki do mycia twarzy, której recenzja jest u mnie na blogu. Teraz przychodzi czas na demakijaż. Długo zastanawiałam się czemu seria pielęgnacyjna nie rozpoczęła się właśnie od niego. Przecież to demakijaż jest pierwszy w kolejności i to od niego rytuał pielęgnacyjny się zawsze zaczyna. Ale z drugiej strony przecież nie każdy z nas się maluje, a skórę oczyszczają już przecież wszyscy. Bynajmniej tak myślę:):):) Więc to, że Pianka była pierwsza już rozumiem. W takim razie ten post jest dla tych co się malują lub chcą zacząć malować, a makijaż chcą zmywać korzystając przy tym z dobrodziejstw Matki Natury.

Fascynacja demakijażem olejami szerzy się coraz bardziej. Bardzo dużo o tym słyszałam, wiele dziewczyn chwaliło ten sposób zmywania makijażu, a ja nie bardzo mogłam sobie to wyobrazić. Czy moje oczy to wytrzymają myślałam? Ale nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała. I dlatego chętnie wypróbowałam Odżywczy olejek do demakijażu i chciałabym Wam o nim dziś opowiedzieć.
Co my mamy tam ciekawego w środku?
Olej ze słodkich migdałów, olej winogronowy, olej lniany, olej z awokado, olej abisyński, olej manuka, witamina E czyli skład zacny.
INCI/Ingredients:Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Linum Usitatissimum Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum, Leptospermum Scoparium Leaf Oil.
Jak go używać?
Należy nałożyć olejek na suchą lub wilgotną skórę twarzy i delikatnie wmasować, następnie zmyć ciepłą wodą.
Dla kogo jest ten kosmetyk?
Idealny dla: skóry suchej, wrażliwej i normalnej.
Skład super, moja ukochana marka, więc ochoczo wzięłam się za testy. Na wstępie powiem Wam, że czytałam już kilka recenzji moich koleżanek, które również testowały ten olejek i wszystkie były bardzo pozytywne. A jaka będzie moja?

Olejek zamknięty jest w poręcznej buteleczce o pojemności 150 ml. Bardzo podoba mi się jej szata graficzna. Kojarzy mi się z łąką i miodem. A raczej plastrem miodu. Buteleczka ma pompkę, co ubóstwiam w olejkach. To najwygodniejsze opakowanie dla olejków wszelakich. I tu też by tak było gdyby moja się nie zacinała, co skutkuje tym, że ochlapałam się olejkiem już ze 3 razy. No dobra, przecież to nie wina olejku, a butelki więc testowałam dzielnie dalej. Na stronie internetowej jest informacja, że olejek nakładamy bezpośrednio na skórę twarzy i masujemy, po czym spłukujemy. U mnie ta forma nie sprawdza się absolutnie. Makijaż się rozmazuje i nie jestem w stanie nazwać tego demakijażem. Nie zauważyłam by olejek rozpuszczał makijaż. Jeśli chodzi o skórę twarzy, to bym jeszcze to przeżyła, bowiem mogę zawsze się domyć płynem micelarnym. Ale najgorsze były oczy. Całość wyglądała po umyciu twarzy wodą strasznie. Choć na opakowaniu jest informacja, że olejek nie zostawia tłustej warstwy na skórze po umyciu buzi wodą, to niestety buzię dalej miałam tłustą z dodatkowo rozmazanym do połowy makijażem oczu i do połowy "rozpuszczonym" podkładem. Napisałam do połowy bo olejek nie radzi sobie z tuszem do rzęs.

Co to oznacza? Że ten sposób demakijażu jest nie dla mnie. Ale postanowiłam spróbować z innej strony i do demakijażu wykorzystałam płatek kosmetyczny. Nałożyłam odpowiednią ilość produktu na płatek i przystąpiłam do dzieła. Zaczęłam od podkładu i starłam go bez problemu. Potem przystąpiłam do demakijażu oczu. Specjalnie tego dnia pomalowałam się mocniej cieniami. Olejek ładnie starł cienie, a makijaż "przywierał" do wacika jak magnes. Ale i w tym przypadku olejek nie do końca poradził sobie z tuszem. Miałam problemy by domyć rzęsy z tuszu i musiałam potrzeć mocniej niż zazwyczaj to robię, co zaowocowało delikatnym podrażnieniem skóry. Miałam czerwone powieki, a tusz nie domył się w 100%. Jakby tego było mało oczy zaszły mi delikatną mgłą i miałam lekko zamazany obraz. Nie znoszę tego. Po takim zabiegu musiałam umyć dokładnie twarz pianką, by pozbyć się tłustej warstwy, a przecież sama woda miała sobie z nią poradzić:(. A i tak potem domywałam rzęsy płynem micelarnym, bo tusz nie domył się. Zamglone oczy miałam jeszcze przez jakiś czas co nie było fajne.

I tak wygląda moja przygoda z olejkami do demakijażu. Wiem, że to hit. Wiem, że dziewczyny pokochały oleje do demakijażu. Ja też chciałam ten olejek pokochać i robiłam wszystko by tak się stało. Ale u mnie demakijaż olejkami się nie sprawdza. Już pal licho, że buzia jest tłusta, bo i tak zawsze po demakijażu używam do oczyszczania kosmetyk myjący. Ale czemu tusz się nie domowa? I to taki zwykły, który zawsze zmywałam bez problemu? Nie mogę zostawić tuszu na rzęsach, bo jak się tak wyśpię, to bardzo podrażnię oczy. A dla odmiany nie mogę ich trzeć, by ten tusz domyć, bo potem mam zamazany wzrok i czerwone powieki.
Nature Queen wiesz, że Cię kocham....Na pewno to wiesz. I chciałabym pisać tylko o tym, że Twoje kosmetyki to cud, miód i malina. Ale chyba mnie zrozumiesz w tym przypadku? Nie byłabym sobą, gdybym napisała nie prawdę. Robiłam wszystko by było dobrze i się nie udało.
Dziewczyny, a może Wy macie jakiś pomysł, by ten demakijaż olejami jakoś bardziej mi wychodził? Może jakieś sprawdzone triki? Czekam na Wasze komentarze. A już w następnym poście o Nature Queen będzie mój ulubieniec w roli głównej. Płyn micelarny i jego cudowne działanie na moją skórę. Oj tak, tam będą zdecydowanie ochy i achy, bo kosmetyk jest świetny. Ale to już wkrótce......

