Wpis sponsorowany
Wpis sponsorowany
„Kto tajemnic szuka, ten diabła spotyka". Ten tekst pojawia się w tej książce aż za dużo razy. Przeraża mnie ciennogród i ludzka głupota. Od dziesięciu lat w tej zabitej dechami wsi giną dzieci. A lokalna społeczność twierdzi, że nie można wchodzić w paradę diabłu. A tym diabłem jest mamuna. Nie kto inny, jak demon ze słowiańskich wierzeń. W mitologii istnieje przekonanie, że mamuna to kobieta, która porywa dzieci i podmienia je na odmieńce. I tego demona oczywiście nie można rozgniewać. Trzeba się pogodzić ze swoim losem. Przerażające i oczywiście tragiczne w skutkach.
A policja? Komisariat wyrzutów - nazwa mówi sama za siebie. Choć policjanci niby coś w sprawie porwań robili, to nie wyniknęło z tego nic dobrego. Aż do momentu przyjazdu do wsi nowego komendanta. Dla komisarza Bożydara Sokoła rozwiązanie tej sprawy, to jego być albo nie być. Zesłany za karę do wsi, gdzie ktoś wierzy w zabobony, ma za zadanie zrobić porządek zarówno wśród mieszkańców jak i lokalnych policjantów. To co zastaje na miejscu budzi w nim zarówno gniew jak i obawę. Ale mimo przeciwności losu, daje radę brnąć do przodu. Po woli, po malutki, ponieważ zarówno niektórzy koledzy jak i społeczna lokalność są bardzo zawiedzeni jego pojawieniem w tym zapomnianym miejscu.
Ta książka ma 500 stron. To pół tysiąca stron wypełnionych dobrym tekstem po brzegi. Mimo tego, że komisarz Sokół momentalnie jawił mi się jako superbohater mający plus pięć punktów do żywotności, to polubiłam gościa. W realu już by ze trzy razy umarł, ale chłop wstawał, otrzepywał portki, wycierał krew z twarzy i szedł dalej. Magia literackiego pióra. Zresztą, jakby go autor zabił, to kaplica. Już nikt by tym biednym ludziom nie pomógł.
Pomijając kwestię nieśmiertelności naszego komendanta, to książka jest świetna. Wcale nie miałam dość tego długiego śledztwa. Oczywiście rozwiązanie zagadki nie nastąpiło na samym końcu, wcześniej były sygnały i podpowiedzi, ale i tak finał jest świetny.
Misternie uknuta intryga, zapomniana przez Boga wieś nawiedzona przez pradawnego demona, zaginione dzieci i policja rozkładająca ręce. To nie była prosta sprawa. Przyniosła komisarzowi Sokołowi wielu wrogów i dołożyła mu ogromną ilość blizn do ciała, ale było warto. A przy okazji mężczyzna dowiedział się, że nawet na takim wygwizdowie jak Nawidów można znaleźć bratnie dusze.
Podczas czytania tej książki brałam udział w grze kryminalnej organizowanej przez wydawnictwo. Miałam akta podejrzanych i rysopis wszystkich z komisariatu wyrzutków. Akta pomogły mi zapoznać się z postaciami z tej książki ale nie zasugerowały w żaden sposób, kto może porywać dzieci. To odkryłam dopiero podczas wnikliwej analizy tej historii.
Książka napisana jest przez policjanta i myślę, że mógł przemycić na jej stronach smaczki z policyjnych akcji. Mam tylko nadzieję, że ani on ani jego koledzy nie musieli walczyć ze słowiańskimi demonami. Trudno będzie autorowi przebić tą historię, ale mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła przeczytać jego nowy kryminał. Dobrze mu wychodzi pisanie i bardzo mu kibicuję.
Książkę dostałam do przeczytania od wydawcy.
Po spektakularnym „Stosie kości" przyszedł czas na kolejną część przygód Jacka Logana. Szeptacz został schwytany, a raczej ten, kto z nim współpracował, więc można było zaliczyć jeden etap. Teraz nasz inspektor trafia nad jezioro Loch Ness, by rozwiązać sprawę brutalnego morderstwa nauczycielki uczącej w pobliskiej szkole. Ktoś w bestialski sposób ją torturował, by później zabić, a zwłoki zawinąć w plandekę i wrzucić do wody. Jej ciało znajduje przez przypadek dwoje nastolatków. Mi po takim znalezisku skutecznie odechciało by się kąpać w jeziorze Loch Ness. Sprawa jest o tyle trudna, że inspektor i jego załoga cały czas trafiają w ślepe zaułki. Niby są jakieś ślady, ale prowadzą do nikąd...
J.D. Kirk udowodnił, że potrafi być pisarzem wszechstronnym i przechodzić bez problemu z jednej historii do drugiej. Oczywiście książki należy czytać w kolejności, bo wydarzenia w nich opisane są chronologicznie. Jednak jeśli się uprzecie, że nie chcecie czytać „Stosów kości", to nic się nie stanie. Skupcie się po prostu na fabule i morderstwie.
Mam do porównania dwie książki i są zupełnie inne. Oczywiście każda mi się podobała, ale pierwszy tom to mocny kryminał. Trzymał mnie w napięciu do ostatniej strony. Może dlatego, że zaginęło dziecko i liczył się czas na jego odnalezienie. A w tomie drugim główna zainteresowana już była martwa, więc nie było takiego pośpiechu jak wcześniej. Autor mnie zaskoczył. Długo nie mogłam się zorientować, kto zabił Mairi i myślę, że zrobiłam to dopiero w momencie, w którym autor mi pozwolił. Dał podpowiedź i dlatego z tyłu głowy zaświeciła mi się żarówka. W głowie pojawiło się pytanie: a może to właśnie ta osoba?
W tej książce czas płynie wolniej, a mrok nie wylewa się z jej kartek. Nie ma zdenerwowania, chaotycznego motania się, tylko konsekwencja w dążeniu do odkrycia prawdy. Każdy trop ma być dokładnie sprawdzony. A gdy okazuje się, że ktoś coś przegapił, to wystarczy wrócić i to sprawdzić, bo nikt nie został porwany i nie czeka gdzieś na śmierć.
Dobra książka, choć nie tak mocna i przerażająca jak „Stosy kości". Myślę, że na moją ocenę też może wpłynąć to, że podczas czytania pierwszego tomu serii brałam udział w grze detektywistycznej zorganizowanej przez wydawcę. Towarzyszyło mi wtedy podniecenie zabawą i tym, by po śladach udało mi się odgadnąć tożsamość mordercy. W przypadku tomu drugiego czytałam już książkę na spokojnie, ponieważ dostałam ją w prezencie na urodziny.
Wiem jedno, już nie mogę doczekać się trzeciego tomu. Jego tytuł to „Kod zabijania".
Wiecie za co lubię współczesny świat? Za internet i to jak ułatwia życie ludziom w XXI wieku. Dzięki niemu można wszystko załatwić i przede ...
