wtorek, 19 lipca 2022

"Ukochane dziecko" Romy Hausmann - recenzja

"Ukochane dziecko" Romy Hausmann - recenzja

Czym charakteryzuje się dobry thriller? Nietuzinkową i zaskakującą fabułą, wyrazistymi postaciami i spektakularnym zakończeniem lub chociaż takim dającym do myślenia. "Ukochane dziecko" Romy Hausmann zasługuje na to by dołączyć do książek, które bardzo mi się spodobały. To kawał dobrej i mocnej literatury...


"Ukochane dziecko" Romy Hausmann - recenzja

Ten thriller zaczyna się tam, gdzie inne się kończą.

Ukryty w lesie szałas z zabitymi oknami. Życie Leny i jej dwojga dzieci toczy się wedle ściśle określonych zasad: pory posiłków, wizyty w toalecie czy czas nauki są dokładnie wyznaczone przez porywacza, a zarazem ojca dzieci, i wszyscy ich przestrzegają. W ten sposób ojciec porywacz chce chronić rodzinę przed niebezpieczeństwami czyhającymi na zewnątrz i zapewnić dzieciom matkę, która już zawsze będzie się nimi opiekować.

Pewnego dnia Lenie udaje się uciec – koszmar jednak trwa. Wygląda na to, że jej oprawca chce odzyskać to, co uważa za swoją własność. Mimo że pojawiają się wątpliwości, czy to naprawdę ta kobieta, nazywana „Leną”, zniknęła kilkanaście lat wcześniej, policja i zdesperowani rodzice Leny robią wszystko, by połączyć te pozornie niepasujące do siebie fragmenty układanki.

"Ukochane dziecko" Romy Hausmann - recenzja

"Ten thriller zaczyna się tam, gdzie inne się kończą".

Choć wolę w takich książkach dochodzić do wszystkiego w prawidłowej kolejności, a nie od końca, to muszę przyznać, że autorka mnie pozytywnie zaskoczyła. A gdy dowiedziałam się, że książka jest jej pisarskim debiutem, aż zaklaskałam w dłonie. Takie debiuty mogę czytać codziennie.

Książka nie jest łatwa, a historia w niej ukazana tym bardziej. Przez kilkanaście lat Lena i dwoje jej dzieci były przetrzymywane w szałasie gdzieś w głębi lasu. Nie widziały słońca, oddychały za pomocą maszyny dostarczającej tlen, w ich życie było podporządkowane określonym regułom, które wymyślił ON. Ten człowiek stał się ich PANEM, a jego rodzina musiała robić to, co on chce. Jeść o określonych godzinach, myć się i korzystać z toalety również. Wszystko było pod dyktando. Już to brzmi przerażająco. Ale później będzie jeszcze gorzej...

"Ukochane dziecko" Romy Hausmann - recenzja

Któregoś dnia Lenie udaje się ogłuszyć mężczyznę i zbiec. Podczas ucieczki wpada pod samochód, trafia do szpitala, a razem z nią jej córka. Rodzice kobiety po kilkunastu latach będą mogli w końcu odetchnąć z ulgą i uściskać swoje dziecko. W momencie, w którym ojciec Leny ma potwierdzić, że to ona, nie robi tego. Kim jest ta kobieta? Bo to, że dziewczynka, która z nią przyjechała jest na 100 procent dzieckiem Leny, to jej ojciec domyśla się od razu. Kim jest ta kobieta i co stało się z Leną? Usiądźcie wygodnie i zapnijcie past, to będzie prawdziwa przejażdżka górską kolejką. Podczas czytania tej książki towarzyszyły mi właśnie takie emocje, jak podczas przejażdżki. Czułam złość, niedowierzanie, gniew, lęk, strach, obaw, ale i skoczył mi poziom adrenaliny. Mimo tego, że historia opisana w książce jest bolesna, to nie mogłam się oderwać i nie chciałam, by ta przygoda się skończyła. Ale z drugiej strony chciałam, by nastąpił już koniec. Aby rodzice Leny mogli ją w końcu odnaleźć i zaznać spokoju. Jak widzicie, towarzyszyły mi sprzeczne emocje. Czy to dobrze? Uważam, że tak. Bo to oznacza, że autor osiągnął swój zamierzony cel.

"Ukochane dziecko" Romy Hausmann - recenzja

Książka jest świetna. Wciągająca i fascynująca zarazem. Pełna bólu i cierpienia i boleśnie prawdziwa. Opowiada o kacie i jego ofierze. O chorym umyśle człowieka, który wymyślił sobie zabawę w dom. Ale z żywymi ludźmi zamiast lalek. Jak można być takim człowiekiem? I czemu to miało służyć? Nie rozumiem tego i źle się z tym czuję.

Na koniec mogę napisać jedno - nigdy nie chciałabym być w skórze Leny. Nigdy nie chciałabym zamieszkać w szałasie, urodzić tam dzieci i być zależną od szaleńca. Bo wiecie co by się stało, gdyby mężczyzna nagle do nich nie wrócił? Zginęli by w tym szałasie gdzieś w środku lasu. Ten szałas stałby się ich grobem. Chociaż może lepiej w takiej sytuacji spocząć w grobie niż być więźniem za życia...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Duże Ka oraz wydawnictwu W.A.B. 














 

8 komentarzy:

  1. Lubię tu zaglądać, tyle inspirujących pomysłów w jednym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słuchałam ją już jakiś czas temu i nadal miło ją wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele dobrego czytałam o tym tytule. Sprawdzę, czy można go dostać na legimi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę i również byłam bardzo zadowolona z tego co otrzymałam w środku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa i wciągająca propozycja czytelnicza, znajdzie uznanie zwłaszcza u osób, które lubią głęboko i wnikliwie rozpatrywać motywy i odczucia bohaterów. :) Izabela

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka wygląda intrygująco, jednak nie wiem czy to pozycja dla mnie. Na trzeźwo nie da rady to też specyficzna książka. Nie moje klimaty, ale z gustami się nie dyskutuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tę książkę i byłam pod wrażeniem. Ciekawa fabuła i ten klimat, który tworzy autorka. Uwielbiam takie historie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie pisany blog, bardzo się starasz.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz. Motywuje mnie to działania.

Komentując post wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych, które odbywa się na podstawie zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych (art. 6 ust. 1 lit a RODO z dn. 25.05.2018)