
Klub Recenzentki....tak wiem jestem monotematyczna i często tam testuję, ale co poradzę, że lubię... Bowiem Klub Recenzentki portalu wizaz.pl obdarował mnie ostatnio kosmetykiem, który zdążył zrobić już furorę wśród blogerek urodowych. Ale nie tylko, bo i rzesze zwykłych nie blogujących dziewczyn, ale za to mocno udzielających się w tematyce beauty na Instagramie, pieje do niego z zachwytu. Ja oprócz blogowania również sporo czasu tam spędzam i śledzę te wszystkie nowinki kosmetyczne. Wzdycham sobie do nich w ukryciu, a gdy przyjdzie pora na testy (a firmy kosmetyczne lubią w ten sposób reklamować swoje nowości) zgłaszam się do nich dzielnie i czekam na paczuszkę. Potem testuję jakiś czas i Wam wszystko tu skrupulatnie opisuję. I wiem, że za to mnie lubicie :):):):)
Tym razem do testu dostałam kosmetyk, do którego wzdychałam już długo. Jak tylko zobaczyłam go na IG, to wiedziałam, że muszę go przetestować. Firma L'Oreal czyli potęga kosmetyczna, której kosmetyki lubię i stosuję, wypuściła na rynek produkt o nazwie Hydra Genius Aloe Water i jest to płynna pielęgnacja nawilżająca - jak głosi napis na opakowaniu.
Jest to nic innego jak esencja nawilżająca, w której składzie znajdziemy między innymi wodę aloesową i kwas hialuronowy. Blogerki i Instablogerki zachwycają się tym kosmetykiem, a ja dzielnie testowałam go 2 tygodnie i chciałabym Wam o nim dziś odpowiedzieć. W paczce oprócz Hydra Genius znalazłam również dodatkowo Mleczko micelarne do demakijażu i Mleczko intensywnie nawilżające z serii Hyalurogel od Mixa. O Mleczku nawilżającym pisałam Wam już TU, bo testowałam je wcześniej już w Klubie Testerek Mixa.

Kosmetyk zamknięty jest bardzo fajnym opakowaniu. Jest szklane i ma aplikator w formie pompki. Butelka jest prostokątna, wysoka i smukła, koloru zielono-niebieskiego, a dozownik jest turkusowy. Powiem Wam, że kosmetyk na mojej toaletce prezentuje się bardzo ekskluzywnie. Zresztą jak pozostałe produkty L'Oreala. Dodatkowo butelka zapakowana jest w kartonik z wycięciem i widać przez nie butelkę. Lubię kosmetyki do twarzy w szkle. Mam wrażenie, że lepiej są chronione i mniej tych związków z plastiku przenika do nich. Choć pewnie w rzeczywistości nic nie przenika, ale ja lepiej się z tym czuję, gdy są w szkle. Niby opakowanie proste z minimalnym nadrukiem, ale na mnie robi wrażenie. To się nazywa chwyt marketingowy i się im udał.


Pierwsze wrażenie po otwarciu, a raczej po aplikacji na skórę to był szok. W powietrzu uniósł się bardzo silny zapach alkoholu. Nie czytałam wcześniej składu i od razu sięgnęłam po karton, by sprawdzić o co chodzi. Alkohol denaturowy i to na 3 miejscu w składzie zaraz po wodzie i glicerynie... Jak na kosmetyk, który ma być płynną esencją nawilżająca do skóry normalnej i suchej (bo taka wersję dostałam do testów), to ten alkohol na początku składu mnie bardzo zaskoczył. Tym bardziej, że czuć go bardzo. Do zapachu jeszcze wrócimy, a tym czasem powiem Wam o reszcie.


Kosmetyk ma bardzo płynną konsystencję jak na esencję przystało. Bardzo łatwo się aplikuje i przyjemnie nakłada na skórę. Szybko się on również wchłania. Pierwsza moja styczność z tą esencją również nie należała do udanych. Czułam na twarzy ten alkohol długo. Czułam również na niej lekkie mówienie. Jest to uczucie podobne do tego gdy ktoś przeciera nam skórę spirytusem. Moja skóra wcale nie zrobiła się nawilżona, miękka i promienna jak to zachwala producent. Nie czułam się dobrze z tym produktem na twarzy. Następnego dnia pobawiłam próbę. Również czułam alkohol i mówienie i skóra zrobiła się lekko czerwona na policzkach. Trochę mnie piekła i musiałam zmyć kosmetyk. Na tym etapie chciałam wystawić już negatywną opinię, ale odczekałam kilka dni i ponowiłam próbę. Moja skóra choć nie ulega raczej jakimś takim dziwnym podrażnieniom, to przez te dwa dni była w kiepskiej kondycji sama z siebie, więc postanowiłam, że do trzech razy sztuka. W końcu to taki hit, a ja jak zwykle na nie- a raczej moja skóra na nie.

Po kilku dniach...
Na oczyszczoną skórę twarzy znów nałożyłam serum i poczekałam chwilę. Nie zadziało się nic złego. Nic nie piekło. Mówienie było delikatne, ale to wynik dużej ilości alkoholu w składzie. Więc zaczęłam testy na dobre. Najpierw bez makijażu, potem jako bazę pod makijaż i doszłam do następujących wniosków. Serum samo w sobie jest obojętne dla mojej skóry pod kątem podrażnień. Tamte wcześniejsze nie miały raczej związku z nim jak się okazało, a coś innego musiało zadziałać- ale wolę o tym wspomnieć, bo nie jestem pewna na 100% czy to wina serum czy inne czynniki się do tego przyczyniły. Esencja nawilża średnio. Ogólnie jest trochę niedostosowana do mojego typu cery, bo ja mam mieszaną, a to jest do normalnej i suchej, ale nie czyni jej żadnej szkody, z tego co zauważyłam. Liczyłam na to, że będzie wielki bum nawilżający, a muszę przyznać, że to działanie jest przeciętne, a raczej działa trochę na odwrót, bo w moim przypadku działa matująco i skóra owszem przetłuszcza mi się, ale nie tak bardzo jak przy kremach nawilżających. Plus jest taki. że nie zatyka porów i buzia mniej mi się poci, gdy jest na dworze bardzo gorąco. Dobrze sprawdza się również pod makijaż, przedłużając jego trwałość. Co do zapachu, to z każdą kolejną aplikacją zapach alkoholu jest coraz mniej wyczuwalny. Zapach właściwy kosmetyku jest bardzo ładny. Mocno perfumowany, jak to L'Oreal ma w zwyczaju i przez perfumy przebija wyraźnie zapach aloesu. Wiem, że powinnam była przetestować esencję do skóry normalnej i mieszanej, bo taka też jest, ale cieszę się, że źle zaznaczyłam w ankiecie zgłoszeniowej w tym przypadku. Boję się, że skora wersja do skóry normalnej i suchej jakoś nie specjalnie nawilża moją skórę, to tamta mogłaby ją wysuszyć, co zdecydowanie jest jakimś paradoksem. Sprawdziłam cenę tego "cuda" i w Rossmannie kosztuje 39.99(choć czesto są na kosmetyk promocje i można je kupić już za 25 zł), co jak na markę L'Oreal jest niską kwotą jak za taki produkt. Gdyby esencja spełniała swoje zadania tak jak na opakowaniu zapewnia nas producent, to mogłabym zapłacić tą kwotę za nią. Jak za produkt, który nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak oczekiwałam, to uważam tą kwotę za wygórowaną. Esencję na pewno zużyję do końca i będę używać jej pod makijaż jak i w dzień, gdy nie spędzam dużo czasu na słońcu. Nie zdecydowałabym się wystawić mojej twarzy po aplikacji kosmetyku na słońce, bo boję się podrażnień przez ten alkohol w składzie. Jednak w nocy nie zrezygnuję z mocno nawilżającego kremu, gdyż uważam, że działanie esencji jest niewystarczające by moja skóra była dobrze nawilżona.

Używałyście tej esencji? Jestem bardzo ciekawa, czy również macie takie mieszane uczucia.

