Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ksiązka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ksiązka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2022

"Neon Gods" Katee Robert - recenzja

"Neon Gods" Katee Robert - recenzja

"Neon Gods" Katee Robert - recenzja

"Neon Gods" Katee Robert to powiew świeżości na polskim rynku wydawniczym. Z czystym sumieniem piszę Wam, że do tej pory nie czytałam podobnej książki. Co w niej jest takiego innego? A co mi się nie podobało?


"Neon Gods" Katee Robert - recenzja

Wydawało mi się, że on istnieje tylko w mitach...

Sensacja Tik Toka!

Współcześnie opowiedziana historia Hadesa i Persefony, równie grzeszna co słodka.

Hades spędza życie w cieniu i nie ma zamiaru z niego wycho­dzić. Niespodziewanie jednak wpada mu w ręce Persefona, która szuka u niego ratunku. Kiedy Hades odkrywa, że dzię­ki niej może dokonać zemsty, której pragnął przez lata, pos­tanawia dziewczynie pomóc - za pewną cenę. Jednak z każdą kolejną nocą bóg ciemności coraz bardziej rozsmakowuje się w Persefonie i wreszcie gotów jest wyruszyć na wojnę z całym Olimpem, aby zatrzymać ją przy sobie...

"Neon Gods" Katee Robert - recenzja

"Neon Gods" to książka, która zrobiła na mnie duże wrażenie, ale mam co do niej również mieszane uczucia. Dawno nie byłam tak rozbita jak przy pisaniu tej recenzji. Z jednej strony chciałabym napisać, że jest genialnie, a z drugiej muszę przyznać się do tego, że długo ją czytałam i przerywałam ze trzy razy, w trakcie których czytałam inne książki. Źle się z tym czuję, ponieważ autorka miała naprawdę świetny pomysł. Ta historia to romans ze sporą dawką dobrze rozpisanych scen erotycznych. Inspiracją do powstania książki był świat Bogów Olimpijskich, dlatego spotkacie tu dobrze nam wszystkim znanych bohaterów z mitologii greckiej. Ale oprócz tego, że jest to romans, to wypadałoby go jeszcze jakoś sklasyfikować. Niby ma się wrażenie, że bohaterowie to Bogowie, ale z drugiej strony wszystko wskazuje na to, że jednak są ludźmi. Więc w sumie nie jest to fantastyka, choć sięgając po tą książkę byłam przekonana, że będę miała do czynienia z prawdziwymi Bogami. Musicie również wiedzieć, że autorka inspirowała się mitologią tylko trochę, a nie całościowo. Spotkacie w książce np. Hermes, która jest tu kobietą. A jak dobrze wiemy był to mężczyzna. Więc nie należy się sugerować tym jak jest naprawdę, a czerpać przyjemność z tego, że Katee Robert miała interesujący pomysł. A jak jest z jego wykonaniem?

"Neon Gods" Katee Robert - recenzja

Na początku nie mogłam się połapać czy mam do czynienia z Bogami czy ludźmi. Później doszłam do wniosku, że autorka wymyśliła sobie miasto Olimp, które jest podzielone na dwie części: górną i dolną i obie części dzieli rzeka Styks. Górną częścią zarządza Zeus, a dolną Hades. Obaj Panowie się nie lubią i najchętniej by się wzajemnie pozabijali. Autorka wspomina często o funkcjach, które pełnią nasi bohaterowie. Jest funkcja Hermes, Demetry, Hadesa, Zeusa, więc to nie jest tak, że oni są nimi naprawdę. Np. Hera staje się Herą w momencie poślubienia Zeusa i mianowania na nią. Taką hierarchię autorka sobie wymyśliła i dopiero później się zorientowałam, o co w tym wszystkim chodzi. Więc to jest mój zarzut, że nie wszystko jest tu dobrze wyjaśnione. Nawet po przeczytaniu książki rozmawiałam o niej z koleżanką i pytałam czy ona to wszystko zrozumiała tak jak ja. I dokładnie tak było, choć też momentami się zastanawiała czy aby na pewno dobrze zrozumiała fabułę i tą całą hierarchię. 

"Neon Gods" Katee Robert - recenzja

Ogólnie nie jest źle. Bohaterowie są wyraziści, fabuła interesująca z nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Styl pisania autorka ma fajny, przez tą opowieść się płynie. I teraz zastanawiam się czemu mi się tak długo zeszło z tym wszystkim? Nie wiem. Może to nie był mój dzień na czytanie? Czasami tak mam i nawet najlepsza książka mnie nudzi.


Moje humory się tu nie liczą. Oceniam książkę fachowym okiem długoletniego recenzenta i zachęcam Was do sięgnięcia po nią. Jest to coś innego i myślę, że Was ta pozycja zainteresuje.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu WAB.











 

piątek, 21 stycznia 2022

"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny


"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

"Od lat śniłem o kobiecie, która może mnie uratować. Znalazłem ją. Przeżyliśmy razem koszmar, który doprowadził do przebudzenia, ale demony nie dawały mi spokoju. Stały się moim piętnem, które zaczęło ściągać mnie na samo dno piekła."


"Piętno Morfeusza" K.N. Haner


"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

Zakończenie najbardziej wyczekiwanej erotyczno-mafijnej serii w Polsce!

Cassandra i Adam przeszli razem naprawdę długą drogę, by w końcu uwolnić się od przeszłości. Dramatyczne wydarzenia odbiły się mocno na ich psychice i związku. I gdy wydaje się, że potrzebują po prostu jeszcze więcej czasu na uporządkowanie chaosu w ich głowach nagle w życiu Adama znowu pojawia się Camilla. Teraz jest Afrodytą, jedną z najważniejszych osób w organizacji, kochanką Hadesa, kobietą, w której Adam widzi swoją pierwszą miłość. Miłość, którą już dawno pogrzebał i o której zapomniał.

Kobieta bez wahania wciąga go ponownie do bezwzględnego świata pełnego perwersyjnego seksu i bezlitosnych zasad. Zaczyna się zawiła gra w której przeszłość ściera się z rzeczywistością, a prawda okazuje się być bardziej skomplikowana i bolesna niż możne się spodziewać. Do Adama dociera, że by chronić Cassandrę i ich syna, musi znowu stać się Morfeuszem. Zaczyna więc samotną drogę przez piekło, które pochłania go coraz bardziej. Staje twarzą w twarz ze swoim piętnem i sam musi odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie: czy chce być Adamem, czy Morfeuszem?

Wejdź do świata intensywnych i mrocznych doznań!

"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

Gdy Kasia Haner zapowiedziała powrót Morfeusza na książkowe salony i oznajmiła, że książka powstała na prośbę jej czytelniczek, byłam ciekawa co wymyśliła. Trzecia część serii skończyła się tak, że w sumie nic już więcej nie trzeba było dodawać. Z jednej strony to, co przydarzyło się Cass, czyli strata dziecka, później porwanie, było przerażające i smutne zarazem i oczywiście można było to rozegrać inaczej. Ale z drugiej strony wróciła do Adama, ten odszedł z Mirros i już nic nie stało na przeszkodzie do tego, by byli szczęśliwi. Seria zakończyła się powiedzmy happy endem, więc co tu jeszcze wymyślać? Czego te fanki jeszcze chciały? Ale Królowa Dramatów podjęła się wyzwania i napisała "Piętno Morfeusza", a książkę można uznać według mnie, nie tyle za część czwartą, co bardziej trzy i pół. Dopełnienie i zakończenie pewnych spraw. Czy jej się to udało? A może ta część była pisana już na siłę, by sprostać wymaganiom czytelniczek?

"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

Tyle opinii, co osób czytających książkę. Ostatnia część i dopełnienie historii Cassandry oraz Adama sprawiła, że mój niedosyt został zaspokojony. Faktycznie niektóre kwestie wcześniej nie zostały domknięte i wyjaśnione, a teraz Kasia pozamykała je w całości. Z książki dowiecie się min: jak Cassandra została odnaleziona, gdy porwał ją William, czy Adam zemścił się za to, że mężczyzna porwał jego kobietę i czy Cass i Adam w końcu będą szczęśliwi. Zostanie rozwinięty wątek Camilli oraz jej relacji z Adamem. Ponownie zawitacie do Mirros i spotkacie tam tych wszystkich ludzi, o których staraliście się zapomnieć. I oczywiście wróci Morfeusz. Nie koniecznie dlatego, że chce, ale zostaje do powrotu zmuszony. W książce pojawią się także dwie nowe postacie, ale będziecie je znać z poprzednich książek Kasi, o ile je oczywiście czytaliście. Krótko mówiąc - będzie się działo, choć książka w porównaniu do poprzedniej części jest krótka, ma tylko 256 stron.

"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

Nie będę Wam zdradzać treści, ani nic opowiadać, ponieważ dla tych z Was, którzy jej jeszcze nie czytali, ma to być gratka i przyjemność. I teraz najważniejsze pytanie - czy mi się książka podobała? Tak, podobała mi się i jestem usatysfakcjonowana tym, jak Kasia podomykała wątki. Cieszę się, że książka nie jest długa, za to jest konkretna i na temat. Nie rozumiem za to nieprzychylnych komentarzy dotyczących "Piętna Morfeusza". Dziewczyny pisały, że nie tego się spodziewały. Więc moje pytanie brzmi - czego się spodziewały? Może tego, że autorka wszystkich pozabija, bo nie znam innego wytłumaczenia. Oczywiście każdy ma prawo do swojej opinii, ale naprawdę Kasia fajnie te wątki podomykała. Miała pomysł, choć nie jest łatwo napisać książkę na czyjąś prośbę.

"Piętno Morfeusza" K.N. Haner - recenzja - patronat medialny

W książce znajdziecie intrygę, przemoc, seks, miłość, żądzę, tajemnice. Spotkacie starych bohaterów, jak i nowych. Jednych pożegnacie na zawsze, innych spotkacie jeszcze w już napisanych i kolejnych książkach autorki. Będzie mrocznie, dynamicznie, emocjonująco i seksownie.

I oczywiście będą dramaty. Bez nich książki K.N. Haner nie miałyby racji bytu, a ona nie obroniłaby tytułu Królowej Dramatu.


Mi się podobało, a czy Wam będzie, tego nie wiem. Ale mam nadzieję, że tak.



Za możliwość przeczytania książki oraz jej zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Editio Red.











 

czwartek, 19 grudnia 2019

Uśmiech losu Katarzyna Michalak - recenzja

Uśmiech losu Katarzyna Michalak - recenzja


Są takie historie, po przeczytaniu których przychodzi mi do głowy pewna myśl: czemu nie poznałam ich wcześniej? Odpowiedź w moim przypadku jest prosta: nie da rady przecież przeczytać wszystkich książek na świecie. A szkoda. 

Gdy dostałam propozycję przeczytania piątej części Sagi Mazurskiej Katarzyny Michalak o przepięknym tytule Uśmiech losu, zastanawiałam się czy warto zaczynać od piątej części. Przyznam się Wam, że tego nigdy nie robię. Więc czemu tym razem zmieniłam zdanie?  Bo bardzo spodobał mi się opis książki i jej piękna okładka. I wiecie co?  Teraz żałuję,  że przeczytałam tę książkę. Ale nie dlatego, że mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie. Dlatego, że to piąta część. Tak mi się fantastycznie czytało i jestem teraz smutna, że nie mogłam towarzyszyć bohaterom od samego początku. Ale z drugiej strony, to była bardzo, ale to bardzo przyjemna lektura. Wniosek? Nie dogodzisz. Tej sagi już nie warto czytać od początku, ale na pewno warto przeczytać kolejny tom, który pojawi się już w przyszłym roku. Szkoda tylko, że dopiero na Gwiazdkę. Katarzyna Michalak mnie tą książką oczarowała i mam ochotę na więcej. Już teraz, a nie za rok. 


Daj się otulić atmosferą świątecznej powieści Katarzyny Michalak!

Natalia ma jedno jedyne, lecz nierealne marzenie – zostać mamą. Ta tęsknota nie pozwala jej cieszyć się wielką, niezwykłą miłością, jaką obdarza ją Damian. Nad ich związek nadciągają burzowe chmury. Czy Natalii, która straciła nadzieję, uda się zachować miłość?

Czy naprawdę trzeba coś stracić, by docenić tego wartość?

Zrozpaczona dziewczyna w wigilijny wieczór… ucieka. I pewnie jej los potoczyłby się zupełnie inaczej, gdyby nie porzucony w lesie bezbronny pies. Natalia za wszelką cenę chce ocalić życie Belli. Zabiera ją do Dworu Marcinki, gdzie rozbrzmiewają dziecięce głosy, a w kuchni unosi się zapach wigilijnych potraw. W progu domu pojawia się też Bartosz, którego serce pełne jest tęsknoty za czymś, co nagle i bezpowrotnie stracił.

Tak długo czekamy na uśmiech losu, a on… pojawia się niespodziewanie. Niekoniecznie wtedy, kiedy tego oczekujemy.

Piąty tom kochanej przez Czytelniczki Serii Mazurskiej przynosi nowe wzruszenia, emocje, łzy smutku i radości. Dwór Marcinki, jak zwykle gościnny, przygarnie pod swój dach nie tylko białą, kosmatą Bellę, ale i nowych rozbitków z okrętu zwanego życiem.


Jeśli lubicie książki w świątecznym klimacie, pisane z wielkim sercem, ale i  czasami o smutnych i jakże prawdziwych historiach, to ta książka jest właśnie dla Was. Katarzyna Michalak w Uśmiechu losu dała mi się poznać jako bardzo wrażliwa osoba. Czemu tak myślę?  Ja ze swoim wrodzonym buntem i szaleństwem w oczach, nie byłabym w stanie wymyślić historii, w której jest tyle ciepła, miłości i oddania. A zarazem pokazana jest też ta druga człowiecza natura. Człowiek jako zło, wcielone również pojawia się w tej historii. 

Czytając Uśmiech losu od razu poczułam się  jak gość w dworze Marcinki. Polubiłam to miejsce, a najbardziej cudowną i kochaną Jadwinię. Nie chcę Wam opowiadać fabuły, bo to piąta część i nie mam do czego porównać i odnieść się. Ale muszę przyznać, że książkę czytało mi się świetnie. Nawet płakałam.  Bardzo płakałam. Ale to dlatego, że jestem wrażliwa na pewne kwestie i nic na to nie poradzę. 


Ta książka jest jak słodki kawałek szarlotki. Jak kakao z puszystą pianką. Jak ciepły koc i kominek zimową porą. A nawet jak filiżanka słodkiej i aromatycznej herbaty z miodem. Jest wyśmienita i połyka się ją w całości. A z bohaterami zżywa się tak szybko, by po chwili dzielić z nimi smutki czy przeżywać radosne chwila. W taki właśnie nastrój wprowadziła mnie Katarzyna Michalak. Bardzo, żałuję, że nie poznałam wcześniej tej historii.


Jeśli lubicie dobrą literaturę obyczajową z historią umiejscowioną w sercu polskich mazur, to koniecznie sięgnijcie po Sagę Mazurską. Tylko nie po 5 część, chociaż bardzo Wam ją polecam, a zacznijcie od początku. Bo jestem pewna, że inaczej będziecie żałować tak jak ja. 

Gdy znajdę trochę wolnego czasu, to zamierzam przeczytać inne książki Pani Kasi. Swego czasu czytałam jej Mistrza i pamiętam, że również mi się podobał, choć to inny rodzaj literatury jest. 

Wydawnictwo Znak dziękuję za możliwość przeczytania tej książki.

środa, 18 września 2019

Płonąca namiętność ( Życiowi bohaterowie) K. Bromberg - recenzja

Płonąca namiętność ( Życiowi bohaterowie) K. Bromberg - recenzja

Lubicie przystojnych i bardzo seksownych głównych bohaterów książek? Ja lubię bardzo. Szczególnie tych mundurowych. Byłam już na randce z boskim panem policjantem, a teraz kolej przyszła ta strażaka. To właśnie jest kolejny bohater drugiej części cyklu Życiowi bohaterowi autorstwa K. Bromberg.

Warto przeczytać: W kajdanach miłości (Życiowi bohaterowie)



Łapcie opis książki. 

Oto drugi tom trylogii Życiowi bohaterowie pióra K. Bromberg

Książki tej serii opowiadają historie trzech braci Malone. Drugi z nich, Grady, jest strażakiem, odważnym, charyzmatycznym i pewnym siebie, a przy tym seksownym i przystojnym. Nie jest jednak szczęśliwy. Skrywa gorzką tajemnicę, a poza widocznymi bliznami na plecach nosi także te niewidoczne. Wydaje się, że jego dzielne, poranione serce jest do cna wypalone. Aż któregoś dnia w jego życiu pojawia się szczególna kobieta...

Dylan McCoy jest utalentowaną autorką tekstów piosenek. Wielokrotnie się sparzyła. Na swoim mężczyźnie, który okazał się kłamliwym dupkiem. Na umowie z wytwórnią, która zmusiła ją do dalszej pracy z tymże kłamliwym dupkiem. Na własnej agentce, która zamiast przyjąć do wiadomości fakty i spróbować jakoś pomóc jej się pozbierać, nalegała, aby Dylan nadal udawała szczęśliwą kobietę w trwałym związku. Dopiero wyjazd do Sunnyville ma przynieść wytchnienie. Dylan postanawia nie narażać się na kolejne rozczarowanie i dać sobie na dłużej spokój z facetami. I wtedy poznaje swojego współlokatora. To Grady Malone, który jest szczególnym mężczyzną...

Oboje przez pewien czas muszą dzielić jedno mieszkanie. Oczywiście najbezpieczniej byłoby, gdyby pozostali dla siebie tylko współlokatorami. Iskra zauroczenia pada jednak na podatny grunt. Z początku nic wielkiego się nie dzieje. Dopiero pewna nieoczekiwana wizyta sprawia, że temperatura niebezpiecznie wzrasta... a ryzyko pożaru rośnie. Od tej chwili emocji będzie coraz więcej! Przekonasz się, że bardzo łatwo jest utracić kontrolę nad ogniem, a miłość ma cudowną moc, która chroni przed zranieniem i pomaga uleczyć najgorsze oparzenia!

Nie chcesz się oparzyć? Strzeż się płomieni!


Pierwszą część cyklu na początku czytało mi się dość ciężko, o czym pisałam Wam w recenzji. W drugiej części znałam już styl pisarki i wiedziałam mniej więcej czego mogę się spodziewać. A tu proszę, K. Bromberg zaskoczyła mnie już od pierwszego rozdziału. Czytało mi się bowiem tę historię fantastycznie. 


Fabuła jest dość prosta, choć oczywiście autorka również i w tej książce zamieściła smutny wątek, jakim była nieudana akcja strażacka i śmierć jednego ze strażaków z jednostki Gradego, który był służbowym partnerem mężczyzny. Grady Malone nie może poradzić sobie z tą stratą i zamyka się w sobie. On w tej akcji również ucierpiał i na swoim ciele nosi piętno, którego nigdy się już nie pozbędzie. 

Ale w tej historii jest i ONA. Dylan McCoy również ma sobie wiele do zarzucenia. Jej związek ze sławnym piosenkarzem należy do przeszłości, a ona przypadkowo trafia do mieszkania Gradego, gdzie ma spędzić kolejne kilka tygodni, pisząc teksty piosenek i liżąc rany po rozstaniu. 


Ale jak już wiemy, tych dwoje połączy pewnego rodzaju więź, w końcu K.Bromberg jest specjalistką od pisania gorących romansów. Jeśli myślałam, że sceny seksu z udziałem Granta i Emerson w pierwszej części były pikantne, to tu jest istny potok namiętności. W tej książce pod tym względem dzieje się, oj dzieje. Przyjemnie się ją czyta to na pewno. 


Płynąca namiętność choć nie ma niesamowicie rozwiniętej fabuły, dramatów i drastycznych scen, to jest za to romansem w pełnym znaczeniu tego słowa. Jest dwoje ciekawych bohaterów, którzy od początku są skazani na to by być razem. Ona jest dla niego lekiem, tłumi jego koszmary, działa na niego kojąco, a on uświadamia jej, że kompleksy dotyczące własnego ciała były niepotrzebne. Dla niego Ona jest piękna, a On niezwykły. Czemu więc nie mogą być razem szczęśliwi? A może jednak mogą? Nic więcej nie zdradzę. Musicie przeczytać tę książkę koniecznie. 



Editio Red dziękuję za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej historii. 


Znacie twórczość K.Bromberg? Czytaliście już którąś z części serii Życiowi bohaterowie?