„Szalona dziedziczka" to drugi tom dylogii inrandzkiej autorstwa Moniki Skabary. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Black Rose. Pierwsza część zrobiłam na mnie wrażenie i nie mogłam doczekać się, kiedy przeczytam kontynuację „Zapłacisz za wszystko". Czy autorka stanęła na wysokości zadania i książka jest równie interesująca?
Książka „Szalona dziedziczka" opowiada historię siostry Keary, która przez lata truta i trzymana w ukryciu, odzyskuje wolność. I niestety odzyskuje ją tylko na chwilę, ponieważ krótko później trafia do szpitala psychiatrycznego. I myślę, że to dla niej najlepsza opcja. Dużo lepsza niż trafienie do więzienia.
Od samego początku ta postać była interesująca. Chora dziewczyna odcięta od świata, którą opiekują się tajemnicze Siostry. Na to stanowisko trzeba było przejść cały proces rekrutacji, który Keara przeszła z niemałym trudem. Jakie było jej zdziwienie, gdy niepełnosprawna kobieta okazała się jej przyrodnią siostrą. A jakie było zdziwienie ogółu, gdy zaprzestano podawania Sophie leków i dziewczyna zaczęła odzyskiwać zdrowie. Na tyle je odzyskała, że kolejny raz dała się zmanipulować i uwierzyła w to, ze jej rodzina jest wszystkiemu winna. I zaufała mężczyźnie, który przez lata oszukiwał ją co do swojej prawdziwej tożsamości.
Po trupach do celu - to motto Sophie McMillon. I właśnie to motto ją zgubiło. Zdradzona, zamknięta, odcięta od świata, siedzi w szpitalu i dalej słyszy głosy. A one mówią jej, że musi się zemścić. Okazja nadarza się, gdy Arthair McNaill, prawnik i głowa jednego z irlandzkich wrogich klanów, postanawia ją poślubić. Wiadomo, że robi to tylko dla korzyści, ale Sophie zgadza się na jego propozycję. Czy była to dla niej dobra decyzja?
„Szalona dziedziczka" w porównaniu do „Zapłacisz za wszystko" dużo mniej mi się podobała, choć nie twierdzę, że nie podobała mi się wcale. Ważne jest to, co Monika napisała na początku książki. Była to informacja, że w książce faktycznie są sytuacje, zdarzenia i opisy, które mogą wydawać się czytelnikowi nierealne, nierzeczywiste czyli krótko pisząc - naciągane. I absolutnie mamy się tym nie przejmować, bo to tylko fikcja literacka. Myślę, że miałabym autorce za złe, gdyby ta informacja się nie pojawiła. Muszę przyznać, że w „Szalonej dziedziczce" jest sporo takich sytuacji, co powodowało, że wywracałam oczami, gdy to czytałam. A u mnie to oznacza nic innego jak „Serio Monia?". Ale tak jest. Czy mi się to podało. Nie wszystko, co niestety wpływało na mój komfort czytania. Próbowałam przymykać oko, ale nie zawsze mi się to udawało.
Jest to książka, w której dużo się dzieje, a bohaterowie nie są przygotowani na takie zawirowania w ich życiu prawatwanym, jakie bezsprzecznie autorka im zafundowała. Zarówno Arthair jak i Sophie biorą ślub, króry ma im pomóc w rozwiązaniu problemów. Ona chce wyjść ze szpitala i się zemścić, a on pragnie dostać to, co jako mężowi będzie się należało, czyli majątek naszej bohaterki. Ale oboje po pewnym czasie odkrywają, że umowa, którą zawarli nijak ma do tego, czego pragną ich serca. A to one grają pierwsze skrzypce.
Książkę czytało się szybko i przyjemnie. Pomijając fakt wywracania oczami, przy niektórych scenach, to jestem zadowolona. Pierwsza część podobała mi się bardzo, druga mniej, ale i tak będę powtarzała zawsze, że lubię pióro Moniki Skabary. Podobają mi się jej bohaterki, które wiedzą czego chcą, walczą o siebie i nie przestają dążyć do celu. Nawet jeśli robią to po trupach, to kto im zabroni?
Szkoda, że to już koniec, ponieważ autorka długo każe nam czekać na książki i między wydaniem jednej a drugiej zawsze jest przerwa. Nie lubię tego czekania, ale wiem, że warto.
Książkę kupiłam sobie sama.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz. Motywuje mnie to działania.
Komentując post wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych, które odbywa się na podstawie zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych (art. 6 ust. 1 lit a RODO z dn. 25.05.2018)