Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2026

„Rok w Londynie" Elle Kennedy

„Rok w Londynie" Elle Kennedy

„Rok w Londynie" Elle Kennedy

Elle Kennedy jakiej jeszcze nie znałam. Historia, jakiej się nie spodziewałam. Przyjemna, lekka, z wątkiem historycznym i historią Amerykanki, która zostawia swój kraj i przylatuje do Europy na rok studiów. Dokładnie przylatuje do Londynu. A tam oprócz tego, że jeździ się inną stroną drogi, to jest dużo innych rzeczy, które chowaną pod kloszem dziewczynę mogą zaskoczyć. Na początku są to współlokatorzy. „Rok w Londynie" Elle Kennedy to książka, której mi się chciało i nie wahałam się o nią poprosić.


„Rok w Londynie" Elle Kennedy

Jak myślę o książka Elle Kennedy, to wyobrażam siebie ogromne emocje, dużo nieporozumień i jeszcze więcej seksu. Wszystkie jej książki, jakie mam w biblioteczce właśnie takie są. Czy „Rok w Londynie" również. I tu muszę Was zaskoczyć, bowiem ta książka jest inna. Mniej seksu, ale wcale nie mniej wyraziści bohaterowie, chociaż nie tak charyzmatyczni jak gwiazdy hokeja z najpopularniejszej serii autorki.

„Rok w Londynie" Elle Kennedy

Główną bohaterką książki jest Abbey Bly, która prawie całe życie mieszkała z nadopiekuńczym ojcem. Ojciec może na początkunie na medal, ale w porę zmądrzał i wybrał dziecko zamiast pijackich imprez i kolejnych panienek. Ojciec Abbey jest emerytowaną gwiazdą rocka. Bardzo popularną gwiazdą rocka. A Abbey przylatuje do Londynu z mocnym postanowieniem, by żyć jako ona, a nie córka bogatego ojca. Oczywiście szybko wychodzi na jaw, kim jest jej staruszek, ale nowi znajomi, choć chwilę przejęci, nie traktują naszej bohaterki jakoś specjalnie z tego powodu. Dla nich liczy się dziewczyna, a nie jej ojciec. A cała przygoda z życiem w Londynie, zaczyna się dość ciekawie. Czy opowiadałam Wam, że współlokatorki Abbey okazały się współlokatorami? Tak, trzech facetów i ona jedna. Co na to opiekuńczy tatuś? Myślę, że nie byłby zachwycony. To dołóżmy mi jeszcze dwóch facetów, którzy kręcą się koło jego ukochanej córeczki. Przepis na katastrofę gotowy.

„Rok w Londynie" Elle Kennedy

Choć to nie jest ta Elle Kennedy, którą poznałam czytając serię Off Campus i Briar U, to książka mi się bardzo podobała. Ponad 500 stron dobrej historii z historycznym wątkiem. Nasza bohaterka kupuje obraz na wyprzedaży koło jednej z angielskich posiadłości i postanawia dowiedzieć się, kto na nim jest. Początkowo wydaje się to trudne, ale nie niemożliwe. Abbey pisza pracę zaliczeniową na temat bohaterki obrazu, a równolegle żyje i uczy się w popularnym europejskim mieście. Anglia to nie Stany Zjednoczone, a bez kurateli ojca, dziewczyna żyje swobodnie i odkrywa siebie. Spotyka się z muzykiem, a potem ze swoim przyjacielem. Jednak z żadnym z nich nie jest w związku ale do każdego z każdym dniem czuje coś więcej. Ach te miłosne perypetie. Tylko którego teraz wybrać?

Elle Kennedy dała mi się poznać jako wrażliwa autorka, która zaserwowała mi historię do pokochania od pierwszej strony. I tak się właśnie stało. Nie mogę się doczekać kolejnej książki autorki i jestem ciekawa jak Wam podobała się ta lżejsza ale nie mniej wciągająca historia?


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i Spółka.

sobota, 1 sierpnia 2026

„Yes, Mr. President" Monika Magoska-Suchar

„Yes, Mr. President" Monika Magoska-Suchar

„Yes, Mr. President" Monika Magoska-Suchar

Książką, którą bardzo chciałam przeczytać i znalazłam ją w kalendarzu adwentowym ( tak wiem, mamy sierpień ) i w końcu na urlopie przyszedł czas na lekturę. „Yes, Mr. President" Moniki Magoski-Suchar to jedna z książek, którą autorka wydała sama. Mam sporą kolekcję książek Moniki, więc i na tą musiał przyjść czas. Czy ten ryzykowny romans mi się spodobał? A może książka nie była tak dobra, jak autorka zachwalała. 


„Yes, Mr. President" Monika Magoska-Suchar

Monika Magoska-Suchar ma tendencję do pisania o władczych mężczyznach i kobietach, którymi trzeba się opiekować. Te kobiety to zazwyczaj takie „sierotki", nieporadne, bojące się własnych pragnień czy uczuć. Jedną z takich bohaterek jest Dove, trzymana krótko przez rodziców. Aż dziwię się, że na smyczy jej nie prowadzali i tą smyczą jej nie karcili. Sytuacja w domu państwa Carter jest niepokojąca, a sami rodzice dziewczyny mocno oderwani od rzeczywiście. Teraz gdy to piszę, to zaczynam rozumieć, że w sumie dziewczyna mogła mieć pod górkę, ale żeby godzić się na traktowanie jak niewolnika, to tego nie rozumiem.

Fabuła książki jest ciekawa. Dove zmuszona szantażem zatrudnia się biurze kandydata na prezydenta. Ma uwieść mężczyznę i wywołać tym skandal, który przekreśli jego zwycięstwo w nadchodzących wyborach. Choć dziewczyna nie ma żadnego doświadczenie w kontaktach damsko-meskich, to idzie jej zaskakująco dobrze. Może to kwestia tego, że Jonathan Barrett ma do niej słabość i nie umie się powstrzymać. Pragnie tej dziewczyny całym sercem. I mu na niej zależy. Tylko czy Dove będzie umiała odwzajemnić to uczucie? A może w obawie przed ujawnieniem kompromitujących zdjęć ugnie się pod rządaniami szantażystów i wywoła skandal.

Książka jest ciekawa choć może nie wybitna. Określiłabym ją lekką, łatwą i przyjemną lektura do totalnego resetu, wyluzowania, odciągnięcia myśli od trosk dnia codziennego.

Monika w typowy dla siebie sposób wykreowała główną bohaterkę, wikłając ją w potyczki polityczne. A może to było coś więcej niż chęć zniszczenia politycznej kariery Barretta? Może za tym spiskiem stoi ktoś jeszcze?

Czytało się fajnie, choć nie jest to książka wysokich lotów. Za to zrelaksowałam się przy niej i odpoczęłam.

„Yes, Mr. President" Monika Magoska-Suchar

 

„Gdy ponosi nas fala" Portia Macintosh

„Gdy ponosi nas fala" Portia Macintosh

„Gdy ponosi nas fala" Portia Macintosh

Najlepsza książka na wakacje? Niezbyt długa, bo wiadomo, że na wakacjach nie ma czasu. Pozytywna? Ale nie do przesady. Żeby nagle nie okazała się mdła. Z dobrym zakończeniem? Oczywiście, że tak. Na wakacjach płacz nam nie potrzebny. A do tego może być ciekawym wakacyjnym romansem? „Gdy ponosi nas fala" będzie idealną propozycją, choć jej akacja nie dzieje się na typowych wakacjach, choć mamy ciepło, jest słońce i rejs statkiem. Co ciekawego Portia Macintosh wymyśliła? Zapraszam na recenzję książki.


„Gdy ponosi nas fala" Portia Macintosh

„Gdy ponosi nas fala" Portii Macintosh to książka należąca do serii Czułe Strony wydawanej przez wydawnictwo Świat Książki. Każda książka to inny autor i inna historia. Piękne wydania, twarda oprawa, aż miło się czyta i ładnie wyglądają w biblioteczce. Nawet nie wiedziałam, że jest taka seria, ale otrzymałam paczkę niespodziankę od wydawcy i od razu wzięłam się za czytanie. Będę miała do zrecenzowania jeszcze jeden tytuł, ale to już w innym wpisie.

„Gdy ponosi nas fala" to nieskomplikowany romans utrzymany w letnim klimacie weselnym. Książka ma 273 strony. Główną bohaterką jest Jessy, która w chamski sposób zostaje porzucona przez swojego chłopaka na weselu przyjaciół. Rozstanie jest na tyle niespodziewane, że dziewczyna traci kontrolę nad swoim życiem i co chwilę popełnia jakieś gafy. Jej były chłopak szybko się pociesza inną kobietą, przyprawiające tym Jessy o ból głowy. A wesele jej najlepszej przyjaciółki coraz bliżej. A przed nim rejs statkiem na Sycylię, który miał być niezapomnianym przeżyciem. I będzie, bo zarówno Todd jaki i jego dziewczyna oraz nasza główna bohaterka mają go spędzić razem.

Co zrobić, by nie wykończyć się psychicznie, przeżyć do wesela i nie sprawić zawodu ani przykrości przyjaciółce? Można znaleźć sobie chłopaka i powiedzieć wszystkim, że jest się w nim szaleńczo zakochana. A to, że będzie to chłopak na niby, nikt nie musi wiedzieć. A najlepiej będzie się do tego nadawał były chłopak obecnej dziewczyny byłego chłopaka. Skomplikowane? 

„Gdy ponosi nas fala" Portia Macintosh

„Gdy ponosi nas fala" Portia Macintosh

Mimo tego, że historia nie jest skomplikowana, a fabuła dość przewidywalna, to książkę czyta się przyjemnie. Pomysł na zorganizowanie rejsu na Sycylię z byłymi partnerami może wydawać się przerażający i tak właśnie momentami było. Ale nie skończył się tak fatalnie, jakby mogło się nam wydawać. Były wpadki, komiczne czy przykre sytuacje. Były sceny zazdrości, ale kto by ich nie robił? Zarówno Jessy jak i Brody, czyli ci porzuceni, musieli się dobrze nagimnastykować, by znajomi nim uwierzyli. Ale czy naprawdę trzeba było oszukiwać? Niektóre rzeczy przyszły im wręcz naturalnie, a to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nasi bohaterowie do siebie pasują.

„Gdy ponosi nas fala" Portia Macintosh

Lekka przyjemna książka, w której rozczytacie się w hamaku, na plaży, na tarasie czy w domowym zaciszu. Można czytać ją w podróży, ale będzie również przyjemna jako lektura przed snem. Podobała mi się i z przyjemnością sięgnę też po inne książki z serii Czułe Strony.

Książkę do przeczytania otrzymałam w prezencie od wydawcy. 

wtorek, 30 czerwca 2026

„Pucking Wilde" Emily Rath

„Pucking Wilde" Emily Rath

„Pucking Wilde" Emily Rath

Witajcie w Jacksonville - mieście seksownych hokeistów! Emily Rath i jej „Pucking Wid" to idealna książka na gorące dni. Może wtedy nikt nie zauważy czerwonych wypieków na Waszych twarzach, które wywołają gorące sceny!


„Pucking Wilde" Emily Rath

„Pucking Wilde" Emily Rath

Z przykrością muszę stwierdzić, że jestem bardzo niezadowolona późnym odkryciem tej serii. Ale to była gorąca książka! Pełna 🔥 i 🌶️ scen. Ale tak, że wow! Autorka się nie hamowała wcale i bardzo mi się to podobało. W serii znajdziecie jeszcze dwie wcześniejsze książki wydane w Polsce, które warto przeczytać przed tą pozycją. Ja tego nie zrobiłam, a myślę, że bym się świetnie bawiła. Na szczęście są już kolejne książki, tylko wydawca musi je wydać na polskim rynku, więc już zacieram ręce. Ach Emily Rath umie przyciągnąć czytelnika, a jej pomysły są świetne. Jeśli lubicie gorące romanse, to będziecie zachwyceni.

„Pucking Wilde" Emily Rath

„Pucking Wild" to historia pełna sprzeczności, ogromnych emocji, niepewności, strachu, ale i pragnienia, by być blisko tej drugiej osoby. Nie mam na myśli cielesności, ale bliskości emocjonalnej. Ta druga połówka staje się ważna i chce się jej obecności w swoim życiu. Tak właśnie jest w przypadku głównych bohaterów.

Poznajcie głównych bohaterów:

Tess Owens - ucieka przed przeszłością. Jej mąż okazał się draniem, który pod pozorem miłości, chce stłamsić i podporządkować sobie żonę. Ale Tess ma inne plany i nie da się zastraszyć. Wyrusza w podróż do swojej przyjaciółki Rachel. A tam czeka na nią przygoda życia i być może miłość. A jak nie miłość to na pewno sporo seksu i rozrywki.

Rayan Langley to wschodząca gwiazda hokeja. Jest młodym chłopakiem ale znającym swoją wartość. Ma jedną słabość i jest nią Tess. Choć kobieta wzbrania się przed rosnącym pożądaniem, to ulega emocjom i między tym dwojgiem zaczyna się pełna namiętność gra. Ale szczęście nie może trwać wiecznie.

Czy mąż Tess dopnie swego i zmusi żonę do powrotu?
Bardzo mi się podobała ta książka i idealnie trafiła w mój gust. Co prawda jak na książkę o hokeistach, tego hokeja jest tam niedużo. Ale ważniejsza dla mnie jest relacja głównych bohaterów. 

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam wszystkim fankom hokejowych romansów z dużą dawką erotyzmu i wartkiej akcji.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i Spółka.

niedziela, 21 czerwca 2026

„Beach read. Wakacyjny romans" Emily Henry

„Beach read. Wakacyjny romans" Emily Henry

„Beach read. Wakacyjny romans" Emily Henry

Dzisiejszy dzień był jeszcze cieplejszy niż wczoraj. Nawet w Dzień dobry TVN o dziewiątej rano powiedzieli, że jest już „patelnia". U nas jest to samo dalej, choć jest już prawie wieczór. Ale jak przyszło do nas w końcu lato, to książka ze zdjęcia poleca się do czytania na plaży czy w hamaku. Czy wakacyjny romans ma prawo przerodzić się w coś więcej? Czy zakład między dwoma pisarzami dojdzie do skutku?A może to, o co się założyli jest nierealne do wykonania?


Dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki miałam możliwość przeczytać „Beach read. Wakacyjny romans" autorstwa Emily Henry. Byłam ciekawa zakładu, o którym wyższej wspomniałam i jego finału. Ale najbardziej byłam ciekawa tego, czy nasi bohaterowie w końcu przyznają, że ich znajomość mogłaby przerodzić się w coś innego niż sąsiedzka przyjaźń, a zakład, który ich połączył był tylko krokiem do prawdziwej miłości 😉. A może i nie?

„Beach read. Wakacyjny romans" Emily Henry

Poznajcie głównych bohaterów: January - pisze książki dla kobiet. Jest fanką szczęśliwych zakończeń. GUS za to lubi mroczne historie, a szczęśliwe zakończenia uważa, za niepotrzebne. Nasi bohaterowie poznali się dużo wcześniej niż spotykają się w książce i zostają sąsiadami. Znając się bowiem ze szkoły. W szkole nie iskrzyło między nimi. Nawet bym powiedziała, że nie przepadali za sobą. GUS był wredny i ciągle się czepiał. A January? January, to January - nigdy nie była złą dziewczyną. Ale teraz gdy są dorośli... Mhm.. pomyślałam, że będzie ciekawie. A tytuł nawiązujący do wakacyjnego romansu obiecywał wiele... Bardzo wiele.

„Beach read. Wakacyjny romans" Emily Henry

Do książki miałam aż cztery podejścia. Między nimi czytałam coś innego. Nie mogłam się wciągnąć w fabułę. Bo to nie jest tak, że ta książka jest nieciekawa. Ale spodziewałam się czegoś innego. Wybuchów namiętności? Były, ale mało. Skompilowanej fabuły? Zdecydowanie taka była, ale mimo tego, coś mi nie pasowało. Wyrazistych bohaterów? I tu jest problem, bo oni są jak szare myszki - łażą bez celu i sami nie wiedzą, co chcą. Gus mnie denerwował. Ta jego obojętność była wkurzająca. Tym bardziej, że stronę wcześniej był zupełnie innym człowiekiem. I nagle przybierał maskę obojętności i weź tu się domyśl, o co chłopu chodzi? Obraził się, czy co? A January? Po pierwsze nie rozumiem jak można nazwać dziecko styczeń. Choć wiem, że za granicą ludzie mają dziwne pomysły i potem jest Brooklyn czy Chicago. Ale styczeń? Po drugie szkoda mi tej dziewczyny. Jej ojciec umiera, a ona dowiaduje się przez przypadek, że oszukiwał ją. Miał kochankę i mieszkał z nią w domu nad jeziorem. A sąsiadem był nikt inny jak znienawidzony przez nią Gus... Można się pogubić. Dlatego byłam zła, że między nią a głównym bohaterem niezadowolonym mrukiem działo się jak się działo. Dla mnie dziewczyna była bez zarzutu. A facet?

„Beach read. Wakacyjny romans" Emily Henry

Ten gość mi zdecydowanie nie leżał. Rozumiem, że życie go skrzywdziło, ale bez przesady. Gusa wyobrażam sobie trochę jak Remigiusza Mroza. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że nasza randka nie byłaby udana. Wydaje się taki niedostępny. Nie mam pojęcia czemu o nim akurat pomyślałam. January mogłaby mieć kogoś ciekawszego niż facet lubiący mroczbe zakończenia.


Inny wakacyjny romans, niż wielu z Was może sądzić. Okładka zdecydowanie myli, bo to w sumie słodko-gorzka opowieść o życiu. O śmierci, kłamstwie i swiatełku w tunelu. Zanim w tej książce pojawiło się coś dobrego, naszych bohaterów spotkać musiało coś, co ich złamie. Tylko czy kiełkująca miłość u dwóch poranionych dusz, to przepis na szczęście?


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

piątek, 8 maja 2026

„Niania dla sąsiadów" Lily Gold

„Niania dla sąsiadów" Lily Gold

„Niania dla sąsiadów" Niania dla sąsiadów

„Niania dla sąsiadów" Lily Gold, czyli historia pewnej miłości w czteroosobowym wydaniu. A w sumie to pięcioosobowym, bo dochodzi do tego jeszcze mała Cami, która jest wyjątkową bohaterką tej opowieści. Gdyby nie dziewczynka, to nasi bohaterowie nie wkroczyliby na wyższy level znajomości i pozostali tylko sąsiadami. Lily Gold słynie z pikantnych książek, w ktorych główne role gra trzech mężczyzn i jedna kobieta. Jak dotąd na rynku pojawiły się cztery książki autorki, z czego dwie wydane w Polsce. Miałam przyjemność przeczytać już jej „Faking with benefits" i byłam zadowolona. Tym razem również wszystko mi się podobało. 


„Niania dla sąsiadów" Niania dla sąsiadów

Czego możecie spodziewać się w obu książkach? Mamy tu trzech mężczyzn i jedną kobietę. Jest gorąco i namiętnie, bowiem autorka nie stroni od pikantnych scen. Jest życiowo, ponieważ bohaterów dopadają troski dnia codziennego, a autorka nierzadko porusza w książkach trudne i bolesne tematy. Mimo tego, że książka jest typowym przykładem literatury erotycznej i romansu, to podoba mi się, jak Lily Gold opowiada o miłości. Nasi bohaterowie są przekonani, że związki „we dwoje" nie są dla nich i odnajdują się w innym układzie. Choć to brzmi miało realnie, to ta historia naprawdę mi się podobała, choć sama nie zdecydowałabym się na bycie w takiej relacji.

„Niania dla sąsiadów" Niania dla sąsiadów

„Niania dla sąsiadów" Niania dla sąsiadów

„Niania dla sąsiadów" to książka, w której niespodziewane rodzicielstwo łączy się z brakiem czasu, snu i roztrojem nerwowym bohaterów. Dlatego potrzebna im niania. Na szczęście w budynku, w którym mieszkają, mieszka zawodowa niania. Dziewczyna spada im jak gwiazdka z nieba i wprowadza im ład i porządek, a przy okazji porusza ich serca. Wszystkich trzech i jedna ona - czy to się może udać?

Książka jest pełna zwrotów akcji. Śmiałam się razem z bohaterami, przeżywałam ich troski, łzy mi leciały, kiedy nasza bohaterka przechodziła załamanie po traumatycznym przeżyciu. Ale i kibicowałam uczuciu, które narodziło się między bohaterami.

„Niania dla sąsiadów" Niania dla sąsiadów

Jeśli lubicie takie klimaty w książkach, to śmiało możecie sięgnąć po obie pozycje od autorki. A mi nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejne nowości.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i Spółka ❤️.


#nianiadlasąsiadów #lilygold #romans #wydawnictwozyskiska #milosc

niedziela, 22 lutego 2026

„Do wesela się zagoi" Ludka Skrzedlewska

„Do wesela się zagoi" Ludka Skrzedlewska

„Do wesela się zagoi" Ludka Skrzedlewska

Lubicie książki Ludki Skrzydlewskiej? Mam ich w domu kilkanaście i żadna opisana w nich historia mnie nie zawiodła. Tak było i tym razem. „Do wesela się zagoi" to drugi tom przygód bohaterów z malowniczego górskiego miasteczka Silver Springs. Książki trzeba czytać w kolejności, bo choć opisują inne pary, to wydarzenia w nich opisane, przedstawione są chronologicznie. Zresztą ta historia jest tak dobra, że warto przeczytać obie książki.


„Do wesela się zagoi" Ludka Skrzedlewska

Najpierw Saint i Mari, teraz Sutton i Hough. Zupełnie różni ludzie i dwie różne historie, ale punktem wyjściowym jest malownicze górskie miasteczko. To ono zbliża ludzi. Jego górski klimat czaruje, a zimą przyciąga rzesze turystów. I nie ma co się dziwić, bowiem można znaleźć tu wszystko, co potrzebne jest do miłego spędzenia czasu. Są urocze pensjonaty, jest dobre jedzenie i klimat sprzyjający uprawianiu sportów zimowych. To właśnie w Silver Springs mieszkają Sutton i Susie. Ciocia z siostrzenicą. Dla kobiety dziewczynka jest całym światem i absolutnie nie ma w nim miejsca na żadnych facetów. Sprawy komplikują się, gdy do miasteczka przyjeżdża przyjaciel Sainta, który ma zostać jego świadkiem. Hugh jest trochę dziwny. Nie uśmiecha się, lubi wszystko planować i nie znosi bałaganu. Ale huragan imieniem Susie mu nie przeszkadza. A jej przyszywana mama? Na początku tak, ale później okazuje się, że dziewczyna wcale nie jest taka zła.

„Do wesela się zagoi" Ludka Skrzedlewska

„Do wesela się zagoi" Ludka Skrzedlewska

Pierwszą część serii pochłonęłam w dwa wieczory. Tą w trzy i wcale nie oznacza, że czytało mi się ją gorzej. Miałam po prostu mniej czasu. Ale obie książki są równie dobre, choć pierwsza część bardziej szalona. Ludka Skrzedlewska ma w sobie to coś, co nie pozwala przejść obojętnie obok jej książek. Może to język, może fabuła, może bohaterowie. A może zmieszanie wszystkiego po trochu sprawia, że jej książki są po prostu bardzo dobre. Nie ważne czy akcja dzieje się w malowniczej górskiej wiosce czy w Las Vegas, gdzie nieodłącznym dodatkiem do postaci jest broń. Zawsze jestem zadowolona. Tu bohaterowie również skradli moje serce, a historia jest na tyle przyjemna, że umiliła mi kilka wieczorów po ciężkiej pracy.

Tego właśnie było mi trzeba.

„Do wesela się zagoi" Ludka Skrzedlewska

Ludka Skrzedlewska dziękuję za świetną historię a Edition Red za egzemplarz recenzencki ❤️.


#doweselasiezagoi #predzejpieklozamarznie #ludkaskrzydlewska #historiamilosna #editiored






poniedziałek, 5 stycznia 2026

„Efekt Grahama" Elle Kennedy

„Efekt Grahama" Elle Kennedy

„Efekt Grahama" Elle Kennedy

Elle Kennedy i jej książki - czego chcieć więcej. Mi w literackim świecie to wystarczy. Nowa seria, nowi, choć i starzy bohaterowie, czyli solidna dawka hokeja, miłości i pikantnych scen erotycznych. Zaczynamy nową serię książek - elementy „Off campus" i „Briar U" tworzą teraz kompletną układankę. Przed Wami pierwsza para - Gigi Graham i Luke Rider. Gwarantuję, że literacki świat oszaleje, gdy będzie powstawać więcej takich historii.


„Efekt Grahama" Elle Kennedy

A jakby tak Garrett Graham i Hannah Wells z książki „The deal. Układ" mieli dzieci? I to dorosłe dzieci? I jednym z tych dzieci byłaby seksowna jak cholera Gigi Graham? Gigi, która po ojcu odziedziczyła smykałkę do hokeja, a po mamie urodę? I byłaby połączeniem ich dwóch szalonych harajterow? Między jej rodzicami jest ogromna chemia. A Gigi jest jedną wielką chodzącą chemią. Do tego jest uparta, ambitna i nie da sobie w kaszę dmuchać. A Ryder? Ten gbur? Nikt go przecież nie lubi, więc i Gigi tego nie zrobi. Ale czy aby na pewno?

„Efekt Grahama" Elle Kennedy

Nie ważne po jaką serię autorki sięgam. Nie ważne jakich bohaterów poznaję i o czym jest dana historia, zawsze jestem zadowolona. Książki są obszerne, jest w nich dużo wątków, a relacja bohaterów rozbudowana i śmiało mogę napisać, że szalona. Nigdy się nie nudzę, nie mam wrażenia, że coś już było, lub nie powinno być. Jest idealnie.

Moja współpraca z wydawnictwem Zysk i Spółka trwa już kilka lat. Zawsze wybieram do recenzji książki Elle Kennedy, bo wiem, że nie będę się przy nich nudziła. Tym razem, gdzieś mi umknął „Efekt Grahama". Zamówiłam sama i jest dokładnie tak samo idealnie.

Tym razem świetnie zapowiadająca się łyżwiarka i chłopak, który do wszystkiego doszedł ciężką pracą. Jego droga, by znaleźć się w tym miejscu, była trudna. Ryder nie poddał się i teraz walczy na lodzie z najlepszemi. I ma przy okazji wszystko gdzieś. A raczej miał wszystko gdzieś, bo nagle na jego drodze pojawia się dziewczyna, która coś od niego chce. Ona też mu się może przydać. Zawierają sojusz. Ona pomoże jemu, on jej. A to co wydarzy się w międzyczasie? A coś miało się wydarzyć?

To była jazda bez trzymanki. I to na lodzie...

Już niedługo recenzja drugiego tomu. Tym razem będzie inaczej, bo mimo tego, że nie zaczęłam czytać, to już znam głównych bohaterów. Oboje są charakterni i uparci...

czwartek, 1 stycznia 2026

„Szalona dziedziczka" Monika Skabara

„Szalona dziedziczka" Monika Skabara

„Szalona dziedziczka" Monika Skabara

„Szalona dziedziczka" to drugi tom dylogii inrandzkiej autorstwa Moniki Skabary. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Black Rose. Pierwsza część zrobiłam na mnie wrażenie i nie mogłam doczekać się, kiedy przeczytam kontynuację „Zapłacisz za wszystko". Czy autorka stanęła na wysokości zadania i książka jest równie interesująca?


„Szalona dziedziczka" Monika Skabara

Książka „Szalona dziedziczka" opowiada historię siostry Keary, która przez lata truta i trzymana w ukryciu, odzyskuje wolność. I niestety odzyskuje ją tylko na chwilę, ponieważ krótko później trafia do szpitala psychiatrycznego. I myślę, że to dla niej najlepsza opcja. Dużo lepsza niż trafienie do więzienia.

Od samego początku ta postać była interesująca. Chora dziewczyna odcięta od świata, którą opiekują się tajemnicze Siostry. Na to stanowisko trzeba było przejść cały proces rekrutacji, który Keara przeszła z niemałym trudem. Jakie było jej zdziwienie, gdy niepełnosprawna kobieta okazała się jej przyrodnią siostrą. A jakie było zdziwienie ogółu, gdy zaprzestano podawania Sophie leków i dziewczyna zaczęła odzyskiwać zdrowie. Na tyle je odzyskała, że kolejny raz dała się zmanipulować i uwierzyła w to, ze jej rodzina jest wszystkiemu winna. I zaufała mężczyźnie, który przez lata oszukiwał ją co do swojej prawdziwej tożsamości. 

Po trupach do celu - to motto Sophie McMillon. I właśnie to motto ją zgubiło. Zdradzona, zamknięta, odcięta od świata, siedzi w szpitalu i dalej słyszy głosy. A one mówią jej, że musi się zemścić. Okazja nadarza się, gdy Arthair McNaill, prawnik i głowa jednego z irlandzkich wrogich klanów, postanawia ją poślubić. Wiadomo, że robi to tylko dla korzyści, ale Sophie zgadza się na jego propozycję. Czy była to dla niej dobra decyzja?

„Szalona dziedziczka" Monika Skabara

„Szalona dziedziczka" w porównaniu do „Zapłacisz za wszystko" dużo mniej mi się podobała, choć nie twierdzę, że nie podobała mi się wcale. Ważne jest to, co Monika napisała na początku książki. Była to informacja, że w książce faktycznie są sytuacje, zdarzenia i opisy, które mogą wydawać się czytelnikowi nierealne, nierzeczywiste czyli krótko pisząc - naciągane. I absolutnie mamy się tym nie przejmować, bo to tylko fikcja literacka. Myślę, że miałabym autorce za złe, gdyby ta informacja się nie pojawiła. Muszę przyznać, że w „Szalonej dziedziczce" jest sporo takich sytuacji, co powodowało, że wywracałam oczami, gdy to czytałam. A u mnie to oznacza nic innego jak „Serio Monia?". Ale tak jest. Czy mi się to podało. Nie wszystko, co niestety wpływało na mój komfort czytania. Próbowałam przymykać oko, ale nie zawsze mi się to udawało. 

„Szalona dziedziczka" Monika Skabara

Jest to książka, w której dużo się dzieje, a bohaterowie nie są przygotowani na takie zawirowania w ich życiu prawatwanym, jakie bezsprzecznie autorka im zafundowała. Zarówno Arthair jak i Sophie biorą ślub, króry ma im pomóc w rozwiązaniu problemów. Ona chce wyjść ze szpitala i się zemścić, a on pragnie dostać to, co jako mężowi będzie się należało, czyli majątek naszej bohaterki. Ale oboje po pewnym czasie odkrywają, że umowa, którą zawarli nijak ma do tego, czego pragną ich serca. A to one grają pierwsze skrzypce.

Książkę czytało się szybko i przyjemnie. Pomijając fakt wywracania oczami, przy niektórych scenach, to jestem zadowolona. Pierwsza część podobała mi się bardzo, druga mniej, ale i tak będę powtarzała zawsze, że lubię pióro Moniki Skabary. Podobają mi się jej bohaterki, które wiedzą czego chcą, walczą o siebie i nie przestają dążyć do celu. Nawet jeśli robią to po trupach, to kto im zabroni? 

Szkoda, że to już koniec, ponieważ autorka długo każe nam czekać na książki i między wydaniem jednej a drugiej zawsze jest przerwa. Nie lubię tego czekania, ale wiem, że warto.



Książkę kupiłam sobie sama. 

piątek, 26 grudnia 2025

„Na przyszłość" (H)okej love story #1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

„Na przyszłość" (H)okej love story #1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

Współpraca recenzencka 

„Na przyszłość" (H)okej love story 1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

Święta, święta i jeszcze nie po świętach. Ale dziś luzacki dzień, bez gości i w znowu rosnącym bałaganie. Jutro posprzątam, dziś robię zdjęcia i piszę zaległe recenzje.
„Na przyszłość" Marioli Lorek to nie zaległa książka. Dostałam ją przed świętami i już przeczytałam. Tym samym książka dołączyła do mojej kolekcji publikacji od wydawnictwa Miraż. Czy Czarodziejka2604 stanęła na wysokości zadania? 🤔


„Na przyszłość" (H)okej love story 1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

„Na przyszłość" (H)okej love story 1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

Ta recenzja powinna zacząć się słowami - ta książka jest zajebista! Czy wypada tak pisać? Tak, wypada. Jest to najlepsza książka, jaką od dawna przeczytałam. Nie ma w niej nic, do czego mogłabym się przyczepić. Nie ma w niej nic, czego autorka mogłaby się powstydzić. Jest to pierwsza część serii (H)okej love story, jaką Mariola Lorek zapoczątkowała historią Fay i Kylera. Ich pierwsze spotkanie było niespodziewane, ale obojgu zapada w pamięci. Nieśmiała Fay ujmuje gwiazdę drużyny hokeja swoją zwyczajnością i tym, że dziewczyna nie ma pojęcia, kim jest chłopak i jaki sukces odniósł na lodzie. A ona? Zaciekle tłumaczy sobie, że przecież ma chłopaka, więc nie może odpowiadać na zaczepki przystojnego hokeisty. Nawet jeśli jest on zupełnie inny niż jej wredny i zadufany w sobie chłopak.

„Na przyszłość" (H)okej love story 1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

Książka przypomina mi historie Elle Kennedy, których w mojej biblioteczne możecie sporo znaleźć. Podobny styl pisania i opowieści, których wspólnym mianownikiem jest lód, choć nie zawsze ten na lodowisku. Ale jest także ogień, który zaczyna płonąć w sercach bohaterów. Chociaż u Marioli może chemia między bohaterami nie jest tak namacalna, jak u Elle, to Fay i Kyler od początku mieli zadatki na moją ulubioną parę z książek młodej pisarki. Oni są słodcy i oprócz rodzącej się miłości, od razu połączyła ich przyjaźń i właśnie ta gra w tej książce główne skrzypce. Myślę, że i Wy byście ich polubili.

Mariola Lorek w swojej nowej książce ukazuje nam, jak silna może być przyjaźń, która łączy dwoje ludzi. Nie zaczynamy tu seksem i namiętnością, choć u mojej ukochanej Elle Kennedy nie rzadko się tak dzieje. Ale u niej to jest okey. U Marioli relacja zaczyna się od dobrego słowa, miłego gestu, uśmiech, uprzejmości i pomocy. Przyjaźń nie krytykuje, nie wyśmiewa, nie ignoruje. Ona jest obok i służy pomocą. Właśnie taka relacja na początku łączy Fay i Kylera. Chłopak jest dla niej opoką i zaczyna stawiać dziewczynę ponad wszystko. A dla zranionej przez los Fay, staje się częścią jej świata. A musicie wierzyć, że dziewczyna jest skryta i woli stać z boku. To Kyler pokazuje je jak bardzo jest wartościowa i ważna. Ważna dla niego.

Cieszę się, że właśnie początek miłości został w ten sposób pokazany. Nie zawsze warto dawać siebie na tacy na samym początku. Słuszne jest odkrywać się przed drugą osobą po mału, z rozwagą. I tym samym sprawiać, że będzie jej zależało na dalszej relacji. A jeśli nie, to znaczy, że warto sobie odpuścić.

Fay dla własnego dobra próbowała odpuścić. Bo przecież to bad boy, playboy i złamie jej serce. Ale czy nie pomyliła przypadkiem dobrodusznego Kylera ze swoim chłopakiem?

Czy w końcu podjęła właściwą decyzję?

„Na przyszłość" (H)okej love story 1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

„Na przyszłość" (H)okej love story 1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

Z tęsknotą czekam na kolejny tom serii i przypuszczam, że jego główną bohaterką może być przyjaciółka Fay lub święta Kylera. A może Mariola mnie zasoczy i pociągnie dalej wątek mojej ulubionej pary??? Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła się o tym przekonać.

Czytaliście już „ Na przyszłość" ??

Mariola Lorek i wydawnictwo Miraż dziękuję za egzemplarz recenzencki. Książka jest rewelacyjna. Na @lubimyczytac.pl wjeżdża mocna dyszka ❤️.

#naprzyszlosc #ksiazka #mariolalorek #wydawnictwomiraz #recenzja

„Na przyszłość" (H)okej love story 1 Mariola Lorek Czarodziejka2604

 

czwartek, 16 października 2025

„Paper birds" Natalia Kulpińska

„Paper birds" Natalia Kulpińska

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Ta książka ma tak słodką, przyciągającą wzrok i fotogeniczną okładkę, że aż się ma ochotę mieć ją w swojej kolekcji dla samej oprawy. Ale jak wszyscy dobrze wiemy, okładka nie czyni książki wartoaciową. Czy warto sięgnąć po „Paper birds"? Osobiście sięgnęłam po nią dla opisu i okładki. Wydawało się, że będę zachwycona. Ale niestety mam z tym tekstem problem... I najwyraźniej tylko ja go mam, bo oceny na portalu Lubimy Czytać nie schodzą poniżej sześć, średnia ocen wynosi ponad siedem, czyli książka jest dość wysoko w rankingu i się podoba. Mniej lub bardziej ale podoba...


„Paper birds" Natalia Kulpińska

Natalia Kulpińska ma specyficzny sposób pisania, który nie każdemu przypadnie do gustu. Do tej pory czytałam tylko „Paper birds" i jestem ciekawa czy inne jej książkowe propozycje również takie są. Historia Lilly i Tristana da się lubić. Mogłoby się wydawać, że oboje są postaciami ciekawymi i na początku dobrze rokowali, ale zaczęło mnie wkurzać to, że długo im zajęło dojście do momentu, w którym spojrzą sobie głęboko w oczy i stanie się magia 🪄. Oczywiście w końcu się to stało, ale zarówno przed, jak i po tym wydarzeniu miało miejsce kilka innych, już mniej ciekawych, wręcz przygnębiających i nieprzyjemnych. Fabuła książki jest mało skomplikowana. Dwoje bohaterów, którzy najpierw się przyjaźnią, razem dorastają, by później odkryć, że łączy ich coś więcej. Ale w pewnym momencie na arenę wkraczają osoby trzecie i wprowadzają zamęt w ich relacji. Tak niestety kilka fajnych przyjaźni z kiełkującym uczuciem, się rozpadło. W życiu moich znajomych i przyjaciół również. Więc jak widzicie, nic nowego i zaskakującego.

„Paper birds" Natalia Kulpińska

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Mimo prostej fabuły i finalnie nieskomplikowanych ról pierwszoplanowych, książkę czyta się przyjemnie. Szybciutko ją skończyłam, była chwilą wytchnienia od codzienności, którą zafundowałam sobie w dwa wieczory. Szybko się skończyła, ale dłużej o niej później myślałam. I tu dochodzimy do momentu tego specyficznego stylu pisania. Dla jednych będzie to coś, co lubią, inni będą pisać, że książka jest do kitu, choć jeszcze takiej recenzji nie czytałam. Autorka ma skłonność do bycia infantylną i pisania przesłodkich dialogów, robienia z bohaterów życiowych sierot, nieumiejących samodzielnie podjąć decyzji ( Lilly). I jeszcze te porównania 😏😮 Nie przepadam za porównaniami, za nazywaniem kogoś wróbelkiem, by nagle stał się orłem cyt.: „Pięknym, silnym i walecznym". Tak o Lilly mówił Tristan. Sam bohater natomiast mówił o sobie, że nie jest cy.: „potulnym barankiem, którego można kopać w dupę i przestawiać z kąta w kąt". Te teksty są ... tandetne 🫣🙃🥺. Przykro mi, ale naprawdę takie są i moim zdaniem książka przez nie traci na wartości, stając się literaturą niskich lotów.

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Nie chcę pisać źle o stylu pisania autorki i absolutnie nie zamierzam jej hejtować itp., ale to mi się w tej książce nie podoba. Nie lubię takich tandetnych tekstow. Natomiast chciałabym przeczytać inną propozycję autorki, ponieważ może tylko w przypadku tej historii zastosowała takie opisy. Czytając „Paper birds" czułam, że Natalia Kulpińska się starała. Że chciała byśmy polubili tą historię, oczywiście mimo niektórych scen. Na pewno do takich należało molestowanie seksualne i próba gwałtu. Tu już żadne opisy nie grały roli, ponieważ wyobraźnia robiła swoje. Moja zaczęła działać na pełnych obrotach. Tylko tak sobie teraz myślę, że gdyby Lilly się ogarnęła i przestała być życiową sierotą, to może by do tej sceny w ogóle nie doszło?

Na koniec wspomnę o tym, co podobało mi się bardzo. Papierowe 🐦 ptaszki.... 😍 One zrobiły robotę. To było słodkie w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waspos.