

Twórczość Magdaleny Majcher poznałam niedawno. Kilka postów wcześniej możecie przeczytać recenzję jej najnowszej książki.
"Dzień, w którym Cię" poznałam jest jej przedostatnim dziełem. Piękna, bardzo klimatyczna okładka, ciekawy opis i historia miłosna, która nie miała prawa się wydarzyć w życiu kobiety, która nienawidzi słowa "zdrada", a tych co zdradzają uważa, za złych ludzi. Tylko nie wszystko w życiu zawsze jest tak, jakbyśmy tego chcieli. Czasami los lubi brać sprawy w swoje ręce, a główni zainteresowani nie mają w tym temacie nic do powiedzenia.

Maja ma pracę, za którą nie przepada, i męża, którego nawet nie lubi. Ma też marzenia i za mało odwagi, aby je spełniać. Kiedy jednak wygrywa w konkursie na najciekawszy pomysł na reportaż, a wydawnictwo wiąże duże nadzieje z jej książką, łapie wiatr w żagle i zaczyna wierzyć w to, że chcieć to móc. Wyjeżdża na kilka tygodni do Gdańska, gdzie zbiera materiały do książki, nie spodziewając się, że ten wyjazd odmieni całe jej życie.
Czy powinniśmy rezygnować z miłości, która się przytrafia, bo czas, miejsce i okoliczności są nieodpowiednie?
Czy musimy dotrzymywać obietnic, które składaliśmy jako inni ludzie?
Gdy zaczęłam czytać tę książkę, nie wiedziałam co o niej myśleć. Zdążyłam już poznać autorkę na tyle, że wiem na co ją stać. Ona umie świetnie pisać. A tu, mhm, sama nie wiem. Może nie moja tematyka, nie mój klimat. Na początku się nudziłam. Wiecie jak to jest... Czy gdy coś Was średnio ciekawi, to uciekają Wam myśli i szybko się rozkojarzacie? Ja tak miałam właśnie podczas czytania tej książki. Ale tylko na początku.

Maja wygrywa konkurs na najlepszy pomysł na reportaż, którego tematem ma być "Solidarność". Niby czasy mi bliskie , ale nie lubię takiej tematyki. Zresztą nie wiedziałam, że ten reportaż tego będzie dotyczył. Więc się nudziłam. Ale skoro dostałam książkę do recenzji, to nie mogłam przerwać czytania. I bardzo się cieszę, że tak się stało, bowiem sama nie wiem, w którym momencie, nagle bardzo wkręciłam się w tę historię. Może po prostu na początku było mi nudno, bo nic się nie działo, a mi potrzeba wrażeń?

"Kiedyś myślałam, że zdradzają ludzie źli. Dzisiaj już wiem, że zdradzają ci, którym brakuje miłości".
Gdybym miała romantyczną duszę, to pewnie mogłabym tak pomyśleć. Ale świat niestety nie jest kolorowy, a ludzi bywają źli i okrutni, wiec z tą myślą mogę zgodzić się tylko w połowie. Czy Maja jest złym człowiekiem? Myślę, że nie. Ona popełniła w życiu kilka błędów, które pociągnęły za sobą lawinę nieszczęścia. Pozwoliła pomyśleć człowiekowi, którego nigdy nie kochała, że go kocha. I trwała w tym związku bez przyszłości. I nagle coś się zmieniło. Jedno spojrzenie, jeden oddech, jedno uderzenie serca. Nie mogła przestać na niego patrzeć i choć wcale go nie znała, wydawało jej się, że zna go całe życie. Tylko, że w domu czekał na nią mąż. Nie ważne, że go nie kochała. Miała męża i to bardzo wszystko komplikowało.
Złym człowiekiem jesteś wtedy, gdy masz kochającą żonę i męża w domu, a mimo tego "szukasz wrażeń na mieście". W tym przypadku jednak tak nie było. Czy zatem Maja zasługuje na wybaczenie za to co zrobiła?

"(...) czy mamy prawo rezygnować z miłości, która nam się przytrafia, bo okoliczności nie takie, bo czas niewłaściwy, bo miejsce nie odpowiednie. "
Sama nie wiem, co mam powiedzieć. Z jednej strony uważam, że życie jest tylko jedne i nie należy przekreślać swojego szczęścia. Ale z drugiej strony mam żal, do głównej bohaterki, że niby taka uczciwa i prawa, a doprowadziła do ślubu z mężczyzną, którego nie kochała. Nie potępiam jej za to, że zdradziła, a za to, że oszukała. Bo przysięgać komuś miłość, a wcale go nie kochać, to nic innego jak kłamstwo. Nie wyobrażam sobie bym mogła tak postąpić. Ale z drugiej strony jak już się prawdziwie zakochasz, to przecież miłość nie wybiera. Więc czasami lepiej jest zwrócić komuś wolność i by pocierpiał przez chwilę, niż zwodzić go do końca życia.

Ta opowieść mnie zaskoczyła. A dokładnie to co się wydarzyło później. Miłość miłością ale jest jeszcze jedna tajemnica, która może zaważyć na odnalezionym przed chwilą szczęściu. Czy Maja będzie na tyle silna, by zostawić męża i odejść do Bartka, gdy pozna jego sekret?

Tak jak wspomniałam, na początku się nudziłam. Później wszystko się zmieniło i chciałam jak najszybciej poznać zakończenie tej historii. I choć muszę przyznać, że inaczej to sobie wszystko wyobrażałam i wcale nie zamierzałam wylewać łez na strony tej książki, to niestety tak się stało. W ogóle ta książka miała być o czymś innym. Autorka bardzo mnie zaskoczyła i to pozytywnie oczywiście.

I na sam koniec mogę tylko napisać: cieszę się, że książkę przeczytałam do końca, choć początek trochę mnie nudził. Bowiem w dalszej części okazało się, to była piękna, choć smutna opowieść o miłości, która mimo przeciwności losu była prawdziwa. I choć po takie smutne książki raczej nie sięgam, to była to miła odskocznia od tego co czytam na co dzień.

Wydawnictwo Pascal dziękuję bardzo za możliwość przeczytania tej książki.