czwartek, 2 stycznia 2020

Jak zostałam peruwiańską żoną Mia Słowik - recenzja


Rok 2019 był bardzo obfity w książki, które przeczytałam i zrecenzowałam na swoim blogu. Był również wyjątkowy pod tym względem, że sięgnęłam po książki, których do tej pory nie miałam w planach czytać. Zauważyłam, że pozostaję wierna ulubionym gatunkom literackim, ale chętniej sięgam po pozycje, które nigdy mnie nie interesowały. Czyżbym dojrzewała do pewnych tematów? Tak było w przypadku książki Jak zostałam peruwiańską żoną, którą napisała Mia Słowik, a wydało Wydawnictwo Annapurna.


Podążając za radą ezoterycznej terapeutki, z biletem w jedną stronę Mia wyrusza w podróż życia po Ameryce Południowej, gdzie zmaga się z wrodzonym brakiem asertywności i niezdecydowaniem. W trakcie wyprawy bierze udział w ceremonii Ayahuaski, spędza czas w indiańskich wioskach, centrach medytacyjnych, a nawet w domu niebezpiecznych paramilitares, nieustannie starając się odnaleźć drogę do samej siebie. Ostatecznie podróż rzeczywiście nieodwracalnie przemienia jej życie, w sposób, którego nigdy nie wzięłaby pod uwagę.

Literatura faktu, którą czyta się jak dobrą powieść. Pełna humoru, bez cenzury ukazuje blaski i cienie spontanicznej podróży europejskiej kobiety w patriarchalnej kulturze macho. Bezpretensjonalna „Brigitte Jones w podróży”!


Jak zostałam peruwiańską żoną to książka podróżnicza, i to miałam właśnie na myśli, pisząc o książkach, po które do tej pory nie sięgałam . Za to bardzo chętnie oglądałam filmy o takiej tematyce, jak choćby "Boso przez świat" Wojciecha Cejrowskiego. Trochę mi ta książka przypomina wyprawy pana Wojciecha, choć jest to historia jednej osoby i jej życia na przestrzeni kilku lat. Do sięgnięcia po tę książkę skłonił mnie opis na okładce: porównanie głównej bohaterki do Bridgitte Jones i zapewnienie o śmiesznych dialogach. Takie książki lubię. 


Pierwsze 50 stron książki czytało mi się bardzo ciężko. Na pewno wiecie jak to jest, gdy coś czytacie i robicie wszystko, by nie czytać. Byłam rozkojarzona i nie mogłam skupić się na tekście. Myślę, że gdyby nie to, że książkę dostałam do recenzji i musiałam ją przeczytać, to bym przestała to robić właśnie po tych 50 stronach. Ale tak się nie stało, skoro powstała ta recenzja. Później już było trochę lepiej, ale dalej nie czułam miłości między nami. 


W książce opisane jest kilka lat życia Mii, która ma matkę alkoholiczkę, ojca chorego psychicznie, a rodzina traktuje ją jak gorszą, wcale nie widząc swoich destrukcyjnych zachowań względem własnego dziecka. Mia za namową swojej terapeutki Mirelli, wyjeżdża na koniec świata w poszukiwaniu własnego ja i swojego miejsca na ziemi. Jej przygoda obfituje w różne niespodzianki i ciekawe przygody. Śpi na hamaku w różnych dziwnych miejscach, sprząta za miskę jedzenia, spotyka niebezpiecznych ludzi i o włos unika tragedii, gdy okazuje się, że mogła paść ofiarą gwałtu. 

Jak na mój gust, główna bohaterka książki jest lekko nieodpowiedzialna, a jej podróż niebezpieczna. Igra z własnym zdrowiem i życiem. Ufa ludziom, których nie zna, i którzy wielokrotnie wystawiają ją do wiatru. I cały czas nie znajduje tego, czego szuka. Wszystko zmienia się gdy poznaje Artiego. I w tym momencie historia nabiera rozpędu, a dokładnie, gdy Mia odkrywa pewną tajemnicę... I tu kończy się moje opowiadanie o fabule książki, ponieważ nie mogę Wam za dużo zdradzić. 


Odkrycie tej tajemnicy było punktem zwrotnym w czytaniu tej historii. Mogę to porównać do sytuacji, w której chce się spać i solidny łyk mocniej kawy stawia na nogi. Czytałam więc dalej z zaciekawieniem. W tym momencie również zmienił się gatunek tej książki z historii podróżniczej na obyczajową z podróżami w tle. 


Co do głównej bohaterki, to polubiłam ją. Od pierwszej strony książki wydała mi się osobą sympatyczną, choć niekiedy lekkomyślną i według mnie podejmującą pochopne i niezbyt mądre decyzje. Polubiłam ją do tego stopnia, że mocno kibicowałam jej w tym, by odnalazła w końcu swoje szczęście. Ale choć przeczytałam książkę od początku do końca, nie jestem pewna, czy faktycznie je odnalazła. A bynajmniej nie na 100 %. 


Książki podróżnicze czyta się inaczej niż ogląda takie filmy. Mi trochę przeszkadzało na początku ilość opisów i miejsc, w których była główna bohaterka. Nie mogłam się w tym połapać, zapamiętać nazw i gdybyście mnie teraz zapytali gdzie ona była, to przyznam szczerze, że nie wiem. Za to mocno skupiłam się na wątku głównej bohaterki i Artiego oraz na ich życiu w zagrożonym powodziami i trzęsieniami ziemi kraju.

Jedno jest pewne: Mia jest odważną kobietą. Nie można o niej powiedzieć inaczej. Wykształcona, nie głupia, może nie za ładna, choć bardziej powiedziałabym nie zadbana, europejska kobieta postanawia sobie, że wyruszy w podróż życia do krajów trzeciego świata. Krajów, gdzie jest bieda, a kobieta nigdy nie będzie traktowana na równi z mężczyzną. To jest odwaga. A może głupota? Nie mnie to oceniać. Ja bym się na taką podróż nie odważyła nigdy. 


Zanim zaczęłam czytać Jak zostałam peruwiańską żoną, to wyobrażałam sobie, że będzie to historia trochę podobna do tej z filmu "Biała Masajka" Oglądaliście? Nie? Polecam. Jest tu pokazane zderzenie dwóch kultur. Białej, wykształconej kobiety ze Szwajcarii i Masaja mieszkającego w wiosce w Kenii. Zakochują się w sobie, rodzi im się dziecko, a potem to co brali za miłość, okazuje się zauroczeniem, które znika tak szybko, jak bańka mydlana. Ta historia nie mogła mieć dobrego zakończenia. Czy podróż Mii do Ameryki Południowej zakończy się szczęśliwie? Tego Wam nie zdradzę. Musicie przekonać się o tym sami. 

Lubicie książki podróżnicze?



















24 komentarze:

  1. Już słyszałam o tej książce, ale nie do końca jestem przekonana czy by do mnie trafiła. U mnie to różnie - niby jestem otwarta na wszystko, ale czasem okazuje się że tego typu historie do mnie nie przemawiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już przeczytałam, to śmiało mogę powiedzieć, że jest fajna. Jednak książki podróżnicze nie należą do moich ulubionych za te miliony opisów wszystkiego wokół. Za to wątek obyczajowy / miłosny jest bardzo ciekawy.

      Usuń
  2. O tej książce słyszałam już od znajomych bardzo wiele pozytywnych opinii. Jednak mnie do niej kompletnie nie ciągnie niestety ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze, chyba nigdy nie czytałam książek podróżniczych nie licząc szkolnych lektur. Ten gatunek nie do końca do mnie przemawia, chociaż tutaj cała historia wydaje się być ciekawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się podobał bardzo wątek obyczajowy dotyczący życia głównej bohaterki i na nim się skupiłam.

      Usuń
  4. Skoro ciężko ci się czytało, to na pewno bym się nie brała za nią. Nie lubię czytać czegoś co mnie od samego początku odpycha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam by to tak zabrzmiało :( Czasami tak jest, że książka na początku nie zachwyca, a później jest już ciekawa. Tu właśnie tak było. Cieszę się, że ją dokończyłam.

      Usuń
  5. Literatura faktu od zawsze mnie interesowała, tej książki nie znałam wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam. Po przeczytaniu całości książkę oceniam bardzo pozytywnie.

      Usuń
  6. Taki rodzaj książek to nie moja bajka. Wolę nieco inne klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kto z nam nie lubię podróżować czy to z książka czy po przez filmy tym bardziej że świat jest tak piękny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytam książek podróżniczych. Jakoś nie do nich nie ciągnie, może kiedyś to się zmieni, jednak na razie nie przeczytam tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  9. tez wole przygody oglądać niż czytać

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka raczej nie w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja wolę jednak inną tematykę książek :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chyba nie czytałam żadnej książki podróżniczej do tej pory. Chętnie sięgnę po tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawa historia, choć wyjątkowo trudna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmm... A dla mnie wcale nie była trudna, styl wydał mi się bardzo lekki, wciągnęła mnie tak, że niemal nie mogłam jej zostawić póki nie skończyłam. Czytałam, śmiejąc się na głos.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz. Motywuje mnie to działania.

Komentując post wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych, które odbywa się na podstawie zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych (art. 6 ust. 1 lit a RODO z dn. 25.05.2018)