Lili Reinhart wyskakująca z lodówki? Przy promocji filmu zekranizowanego na podstawie książki „The love hypothesis" aktorka pojawiła mi się w co drugiej rolce, czy na zdjęciu na Instagramie. Czy mi się to spodobało? Oczywiście. Uwielbiam Lili Reinhart i jej aktorską grę. To dla niej oglądałam „Riverdale", które pozostaje moim ulubionym serialem zagranicznym. A teraz ulubienica występuje w nowym filmie. Czy go oglądam? Oczywiście będę. Ale najpierw musiałam przeczytać książkę. Skoro to czytacie, to oczywiście jestem już po lekturze.
„The love hypothesis" Ali Hazelwood to historia jakiej jeszcze nie czytałam. Lekka, przyjemna, ciekawa. Książka, którą z powodzeniem można zabrać na wakacje i przeczytać na hamaku czy leżaku. Ale równie dobrze nadaje się na jesienny wieczór. Wystarczy wygodny fotel, kubek herbaty i dobra lektura. A ta niewątpliwie taka jest.
Historia miłosna, która nie zdarza się codziennie. Dwoje ludzi, których połączyło coś więcej niż przyjaźń. Coś, na co początkowo umawiali się tylko pod publikę, by później poczuć więcej. Czy ta relacja miała przyszłość? Ci, którzy się im przyglądali, zgodnie mówili, że na ich twarzach wypisane jest szczęście. Że mają się ku sobie. Że widać silne uczucie. Czy to miłość? Ale Olive i Adam to przecież tylko para na pokaz. Przecież to na prośbę dziewczyny, doktor został jej partnerem. Mieli się rozstać po cichu chwilę później. Oboje nie przypuszczali, że zwykła prośba stanie się początkiem niespodziewanego uczucia. I może by to przetrwało, gdyby nie zabrakło szczerej rozmowy.
Książkę kupiłam z ciekawości, film zamierzam obejrzeć i wiem, że skoro gra w nim Lili Reinhart, to będę zadowolona.
Dla kogo jest ta książka? Dla tych, którzy nie lubią przesłodzonych historii miłosnych, a tematyka ich lubionych książki kręci się wokół uczelni wyższych i życia ich studentów. W tym przypadku doktorantów. Książka będzie podobała się fanom laboratoryjnych eksperymentów, bowiem główna bohaterka prowadzi badania nad polepszeniem jakości życia osób chorujący na raka. A przy okazji nawiązuje romans na pokaz z doktorem, który pracuje na tej uczelni. Czemu udawny romans? Przyjaciółka i były chłopak Olive mają się ku sobie. Ale przecież głupio jest spotykać się z byłym swojej przyjaciółki, prawda? Dlatego Olive wpada na pomysł, by pocałować Adama na oczach swojej przyjaciółki i wcisnąć jej historyjkę, że już dawno zapomniała o byłym. Wszystko po to, by Ci dwoje spokojnie i bez przeszkód mogli być razem. Pomysł idealny, prawda? Ale wykonanie niekoniecznie, bowiem Adam jest bardzo nielubiany. Gbur, cham i prostak. Swoich studentów traktuje gorzej niż źle. Ludzie życzą mu wszystkiego złego. A jak widzi Olive, to jego spojrzenie mięknie. To z nią potrafi spokojnie rozmawiać, a jego uśmiech pojawia się coraz częściej, gdy widzi piękną twarz dziwczyny. Tylko dalej pozostaje tym okropnym nielubianym doktorem dla reszty studentów.
Idealna historia miłosna? Nie do końca. Jak w każdej tego typu książce jest moment, w którym coś musi się popsuć. I tak było w tym przypadku. Czy ta relacja miała sens? Czy przetrwała?
Książkę czyta się przyjemnie. Nie jest to historia, w której znajdzieciespektakularne wzloty i upadki. Tu relacja rozwija się powoli. Nie ma dzikich porywów serca, miliona scen seksu. To nie ta historia. Owszem jest scena zbliżenia, ale tak spokojna jak cała książka. Jestem bardzo ciekawa filmu i tego, czy faktycznie aktorom udało się bezbłędnie wcielić w grane postacie. O ile grę Lili już poznałam i przy siedmiu sezonach „Riverdale" miałam okazję podziwiać, o tyle Toma Batemana grającego Adama nie znam. Mam jednak nadzieję, że będę się równie przyjemnie bawić jak podczas czytania książki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz. Motywuje mnie to działania.
Komentując post wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych, które odbywa się na podstawie zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych (art. 6 ust. 1 lit a RODO z dn. 25.05.2018)