Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WasPos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WasPos. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2026

„Tajemnice szkolnych murów" Agnieszka Kaźmierczyk

„Tajemnice szkolnych murów" Agnieszka Kaźmierczyk

„Tajemnice szkolnych murów" Agnieszka Kaźmierczyk

Dziś miało być kolorowo, dyskotekowo i śmiesznie. Ale pogoda na dworze nie sprzyja kolorowym recenzjom, więc postanowiłam pójść w stronę ciemności. A ciemność ze stron tej książki dosłownie wylewa się litrami... „Tajemnice szkolnych murów" Agnieszki Kaźmierczyk są dokładnie tym, czego po tej książce się spodziewałam. Co więcej bardzo chciałam ją przeczytać i dzięki uprzejmości wydawnictwa WasPos mogę ją recenzować.


„Tajemnice szkolnych murów" Agnieszka Kaźmierczyk

„Tajemnice szkolnych murów" to historia wielowymiarowa, w której złość miesza się z frustracją, rozżaleniem, urażoną dumą i pragnieniami tak strasznymi, że w normalnym świecie są zakazane. Bohaterowie książki borykają się z problemami, rozterkami i wcale mnie nie dziwi, że nie wytrzymują i w niektórych scenach jest o krok od tragedii. To historia, w której normalne, codzienne życie miesza się z traumą i sytuacjami o jakich czytamy w najlepszych kryminałach i thrillerach. I to wcale nie są sytuacje, w których byśmy chcieli z własnej woli uczestniczyć. I to co jest najlepsze - wielowątkowość historii i mnogość postaci, z których prawie każda ma coś na sumieniu ( może poza śledczymi prowadzącymi sprawę, bo tego byłoby już za dużo).

Puszczając swoje dzieci do szkoły, chcecie by były bezpieczne, prawda? Zatrudniając się jako nauczyciel, logiczne jest, że lubisz pracować z młodzieżą i nauczanie jest Twoją pasją, prawda? Bez pasji i wiary, że może się coś zmienić, te dzieciaki czegoś nauczyć, ta robota nie ma sensu. Albo masz powołanie, albo pracujesz gdzie indziej. Dla mnie, pracownika oświaty jest to proste i logiczne. A nawet jeśli masz to wszystko i spełniasz wymogi, nie oznacza, że zabawisz świat. Może być zupełnie inaczej. I właśnie o tym jest ta historia...

Anglistka Inga Górska na wszystko, co jej potrzebne do pracy z młodzieżą. Jest wyrozumiała, empatyczna, sprawiedliwa i angażuje się w problemy młodzieży, starając się im pomóc. Nauczycielka z powołaniem. Kocha pracę z młodzieżą i jest dla nich zawsze wtedy, gdy tego potrzebują. Jednak nawet w najczarniejszych snach, nie przypuszczała, że praca w szkole okaże się jej zgubą. Kobieta jest podejrzewaną w sprawie o zaginięcie nastolatki, próbę samobójczą ucznia i w końcu o próbę morderstwa. Tak naprawdę nie jest oskarżona, ale dla śledczych jej zaangażowanie w dwie podobne sprawy kryminalne jest niepokojące.

„Tajemnice szkolnych murów" Agnieszka Kaźmierczyk

To książka, która zmieni Wasze myślenie o polskiej szkole. Bardzo chciałam ją zrecenzować i gdy tylko przyjechała, to przeczytałam ją poza kolejnością książek, które mam do recenzji. Świetna, pouczająca, dająca do myślenia i przerażająca zarazem. I to co podobało mi się najbardziej - Agnieszka Kaźmierczyk cały czas wodziła mnie za nos, a końcówka książki była dla mnie szokująca i zaskakująca. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i finału. Ktoś, komu powinno się ufać, okazał się obrzydliwym potworem.


#TajemniceSzkolnychMurów #AgnieszkaKaźmierczyk #thriller #szkoła #WasPos #kryminał

poniedziałek, 5 stycznia 2026

„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

Nieznana nikomu autorka i książka o dziwnym tytule - czy to mogło się udać? Kim jest Laura Koch i czemu jej debiutancka książka nosi tyłu „Niewinna brzoskwinia"? I na końcu najważniejsze pytanie - czemu zdecydowałam się objąć książkę Patronatem Medialnym?



„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

Laura Koch to pseudonim pisarki, która postanowiła wkroczyć na rynek z powieścią „Niewinna brzoskwinia". Początkowo zastanawiałam się, kto i po co nadal książki taki tytuł? Niecodzienny, nieoczywisty. Tytuł, który może mówić wiele, a tak naprawdę nie zdradza nic. O czym jest „Niewinna brzoskwinia" i czemu autorka wybrała akurat taki, a nie inny temat na debiutancką powieść?

Ta książka zaciekawiła mnie już od przeczytania opisu. Bohaterką jest Polka o imieniu Julita, która już od jakiegoś czasu mieszka z mężem i córką w Niemczech. Pewnego dnia, jej mąż Karol zabiera ją na randkę, która swój finał ma mieć w hotelowym pokoju. Małżeństwo chce w ten sposób wprowadzić do swojego pożycia trochę pikanterii. Jakie jest zdziwienie Julity, gdy Karol przyprowadza do pokoju obcego mężczyznę i oznajmia, że teraz jego żona ma uprawiać z nim seks, a Pan mąż zamierza na to patrzeć. Stawia tak naprawdę kobietę przed faktem dokonanym i dosłownie wymusza na niej zgodę na seks z obcym mężczyzną. Czy to jest normalne? Może dla niektórych tak, ale na pewno nie wybiera się pierwszego lepszego gościa w barze i nie proponuje mu się seksu z własną żoną. Jakim trzeba być potworem, by choć o czymś takim pomyśleć? Dla mnie koleś ma nierówno pod sufitem.

„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

Bohaterowie książki są mniej wiecej w moim wieku i ciekawiło mnie jak podejdą do tej całej sytuacji. Czy Julita zgodzi się na propozycję męża? Czemu Karol wprowadził do sypialni obcego, chwilę wcześniej poznanego w barze mężczyznę? O co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?

Na początku z rezerwą podchodziłam do fabuły. Wydała mi się z jednej strony interesująca, ale z drugiej obawiałam się, że główna bohaterka okaże się głupia, że podejmie decyzję wbrew sobie i zrobi to tylko, bo jej mąż nalegał. Nigdy nie można przewidzieć reakcji kobiety, gdy jej mąż przedstawi kolegę do zabawy i jej oznajmi, że żonka ma to dla niego zrobić, dlatego z zainteresowaniem czytałam dalej. Myślę, że byłabym bardzo zdenerwowana, gdybym otrzymała taką propozycję od męża, więc to co miała zrobić Julita dla niej na pewno nie było komfortowe. Człowiek pod wpływem emocji podejmuje bowiem różne decyzje. Niektóre są bardzo głupie i nieodpowiedzialne.

„Niewinna brzoskwinia" Laura Koch - Patronat Medialny

Zrecenzowanie tej książki jest o tyle trudne, że łatwo zdradzić jej fabułę, a tego bym nie chciała. Chciałbym byście sięgnęli po książkę, bez czytania spoilerów, bez poznania przypadkiem urywków fabuły i przeczytali tekst od A do Z. Wtedy smakuje najlepiej...

Julita jest fajną babką. Ale niezbyt fajną dla swojego męża. Kiedyś byli przyjaciółmi, a teraz łączy ich dziecko i wspólny dom. Nie jest miłe odkryć po latach, że nie jest się dla męża atrakcyjną kobietą pod względem seksualnym. Że pragnie on rzeczy, na które kobieta nie chce się zgodzić. A jakby tak uległa jeden raz? Czy w ten sposób można scalić małżeństwo, w którym płomień namiętności zaczyna gasnąć?

Ciekawa, interesująca i wciągająca opowieść o jednej dezycji, która zmienia bieg życia. O jednej dezycji, która dla każdego z bohaterów jest zaskakująca. O jednej decyzji, która i mnie zaskoczyła... A później było jeszcze ciekawiej...

czwartek, 16 października 2025

„Paper birds" Natalia Kulpińska

„Paper birds" Natalia Kulpińska

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Ta książka ma tak słodką, przyciągającą wzrok i fotogeniczną okładkę, że aż się ma ochotę mieć ją w swojej kolekcji dla samej oprawy. Ale jak wszyscy dobrze wiemy, okładka nie czyni książki wartoaciową. Czy warto sięgnąć po „Paper birds"? Osobiście sięgnęłam po nią dla opisu i okładki. Wydawało się, że będę zachwycona. Ale niestety mam z tym tekstem problem... I najwyraźniej tylko ja go mam, bo oceny na portalu Lubimy Czytać nie schodzą poniżej sześć, średnia ocen wynosi ponad siedem, czyli książka jest dość wysoko w rankingu i się podoba. Mniej lub bardziej ale podoba...


„Paper birds" Natalia Kulpińska

Natalia Kulpińska ma specyficzny sposób pisania, który nie każdemu przypadnie do gustu. Do tej pory czytałam tylko „Paper birds" i jestem ciekawa czy inne jej książkowe propozycje również takie są. Historia Lilly i Tristana da się lubić. Mogłoby się wydawać, że oboje są postaciami ciekawymi i na początku dobrze rokowali, ale zaczęło mnie wkurzać to, że długo im zajęło dojście do momentu, w którym spojrzą sobie głęboko w oczy i stanie się magia 🪄. Oczywiście w końcu się to stało, ale zarówno przed, jak i po tym wydarzeniu miało miejsce kilka innych, już mniej ciekawych, wręcz przygnębiających i nieprzyjemnych. Fabuła książki jest mało skomplikowana. Dwoje bohaterów, którzy najpierw się przyjaźnią, razem dorastają, by później odkryć, że łączy ich coś więcej. Ale w pewnym momencie na arenę wkraczają osoby trzecie i wprowadzają zamęt w ich relacji. Tak niestety kilka fajnych przyjaźni z kiełkującym uczuciem, się rozpadło. W życiu moich znajomych i przyjaciół również. Więc jak widzicie, nic nowego i zaskakującego.

„Paper birds" Natalia Kulpińska

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Mimo prostej fabuły i finalnie nieskomplikowanych ról pierwszoplanowych, książkę czyta się przyjemnie. Szybciutko ją skończyłam, była chwilą wytchnienia od codzienności, którą zafundowałam sobie w dwa wieczory. Szybko się skończyła, ale dłużej o niej później myślałam. I tu dochodzimy do momentu tego specyficznego stylu pisania. Dla jednych będzie to coś, co lubią, inni będą pisać, że książka jest do kitu, choć jeszcze takiej recenzji nie czytałam. Autorka ma skłonność do bycia infantylną i pisania przesłodkich dialogów, robienia z bohaterów życiowych sierot, nieumiejących samodzielnie podjąć decyzji ( Lilly). I jeszcze te porównania 😏😮 Nie przepadam za porównaniami, za nazywaniem kogoś wróbelkiem, by nagle stał się orłem cyt.: „Pięknym, silnym i walecznym". Tak o Lilly mówił Tristan. Sam bohater natomiast mówił o sobie, że nie jest cy.: „potulnym barankiem, którego można kopać w dupę i przestawiać z kąta w kąt". Te teksty są ... tandetne 🫣🙃🥺. Przykro mi, ale naprawdę takie są i moim zdaniem książka przez nie traci na wartości, stając się literaturą niskich lotów.

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Nie chcę pisać źle o stylu pisania autorki i absolutnie nie zamierzam jej hejtować itp., ale to mi się w tej książce nie podoba. Nie lubię takich tandetnych tekstow. Natomiast chciałabym przeczytać inną propozycję autorki, ponieważ może tylko w przypadku tej historii zastosowała takie opisy. Czytając „Paper birds" czułam, że Natalia Kulpińska się starała. Że chciała byśmy polubili tą historię, oczywiście mimo niektórych scen. Na pewno do takich należało molestowanie seksualne i próba gwałtu. Tu już żadne opisy nie grały roli, ponieważ wyobraźnia robiła swoje. Moja zaczęła działać na pełnych obrotach. Tylko tak sobie teraz myślę, że gdyby Lilly się ogarnęła i przestała być życiową sierotą, to może by do tej sceny w ogóle nie doszło?

Na koniec wspomnę o tym, co podobało mi się bardzo. Papierowe 🐦 ptaszki.... 😍 One zrobiły robotę. To było słodkie w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

„Paper birds" Natalia Kulpińska

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waspos. 

poniedziałek, 1 maja 2023

"Pokój już na ciebie czeka" Catherine Reiss - recenzja

"Pokój już na ciebie czeka" Catherine Reiss - recenzja

"Pokój już na ciebie czeka" Catherine Reiss - recenzja

Catherine Reiss to pseudonim polskiej autorki thrillerów psychologicznych, która nie boi się w swoich książkach poruszać trudnych i kontrowersyjnych tematów. Moje serce zdobyła swoim debiutem "Fetor", a potem poszło już z górki. Obecnie czytam drugą część tej przerażającej książki ale jestem również po lekturze drugiego thrillera autorki. "Pokój już na ciebie czeka" to nie mniej przerażająca i chwytająca za serce propozycja tej młodej pisarki.


"Pokój już na ciebie czeka" Catherine Reiss - recenzja

"Pokój już na ciebie czeka" to niepokojący i przerażający obraz tego, jak nieprzewidywalne i kruche może być czyjeś życie i jak bardzo druga osoba może je zniszczyć, by zaznać spełnienia.

Bohaterką książki jest Anna. Budzi się ona w dziwnym miejscu, nie wie gdzie jest, co się stało, czemu nie pamięta części swojego życia oraz co takiego się wydarzyło, że jej podbrzusze zdobi duża świeża blizna. Po przeczytaniu kilku kartek nie trudno zorientować się, że dziewczyna jest w miejscu przypominającym szpital psychiatryczny. Niestety jej zaniki pamięci obejmują tak duży obszar wspomnień, że dziewczyna cały czas czuje się zagubiona. Ma dziwne sny, halucynacje, nie wie co jest prawdziwe a co wydaje się wytworem jej wyobraźni. Jedno jest pewne - w jej życiu wydarzyło się coś strasznego, co jej umysł ukrył gdzieś w swoich zakamarkach i tylko momentami pozwala na to, by przebłyski przeszłości ujrzały światło dzienne.

"Pokój już na ciebie czeka" Catherine Reiss - recenzja

Na kolejnych stronach książki zaczynają pojawiać się bohaterowie z przeszłości naszej bohaterki, co sprawia, że jej zamroczony lekami umysł zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Elementy przeszłości zaczynają układać się w całość, ale w tej układance cały czas brakuje sporo puzzli, dlatego obraz życia dziewczyny jest zniekształcony. Natomiast to, co Anna zaczyna przypominać sobie po wizycie Aleksandra, szybko uświadamia jej, że te wydarzenia, to jeszcze większy koszmar, niż miejsce, w którym się ona teraz znajduje.

"Pokój już na ciebie czeka" Catherine Reiss - recenzja

Książka jest napisana w taki sposób, że do samego końca nie wiadomo czym jest tytułowy pokój, kto go stworzył i czemu chciał tam kogoś umieścić. Bo musicie wiedzieć, że nie jest to oczywiste. Niby wszystko wskazuje na to, że jego mieszkanką ma być Anna, ale są takie momenty, gdy fabuła lekko zbacza z wcześniej obranego toru i autorka nie dość, że namieszała w głowie głównej bohaterce, to jeszcze zaczyna mieszać czytelnikowi.

Przynajmniej ja miałam wrażenie, że momentami zaczynam się w tym wszystkim gubić i jest to zabieg jak najbardziej celowy. Książka nie jest wolna od przemocy a autorka w sposób bardzo namacalny ukazała nam koszmar jaki rozgrywa się w ludzkich głowach oraz miejscu, do którego osoby chore psychicznie muszą zostać zamknięte. Jedne dlatego, że są zagrożeniem dla siebie i innych a inne dlatego, że ktoś zrobił im niewyobrażalną krzywdę i zniszczył ich życie.

"Pokój już na ciebie czeka" Catherine Reiss - recenzja

A najbardziej z tego wszystkiego przerażająca jest końcówka książki. Odkrywamy wtedy, kim jest tajemniczy bohater, czym jest tytułowy pokój i kto ma w nim zamieszkać. Jest to tym bardziej przerażające, że nie spodziewałam się takiego finału nawet przez chwilę i jestem zaskoczona pomysłem autorki. Myślę, że mogę Wam zdradzić, że będzie kontynuacja tej książki i z jednej strony jestem podekscytowana, że będę mogła ją przeczytać, a z drugiej strony się obawiam tego, co jeszcze autorka mogłaby wymyśleć. A znając ją nie będzie to nic dobrego dla naszych bohaterów.




Książkę gorąco polecam a za jej przeczytanie dziękuję wydawnictwu WasPos.








 

środa, 14 września 2022

"Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

"Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

 Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

Lubicie książki z motywem przewodnim siatkówki? A może koszykówki? Jeśli tak, to mam dla Was Drogie Dziewczyny absolutny must have, czyli gorący romans siatkarki i koszykarza. "Uwierz w nas" J.Dean to książka, która się Wam spodoba. Jestem o tym przekonana.


"Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

Amber Sky nie miała łatwego dzieciństwa, dlatego całe swoje życie poświęciła siatkówce. Kolejny sezon w barwach Rockets Detroit Mercy przyniesie jej wiele niespodzianek.
Drużyna stanie przed wyzwaniem, którym jest obrona mistrzowskiego tytułu rozgrywek NCAA.
Trudno jednak skupić się na wygranej, kiedy pewien niesforny koszykarz ponownie pojawia się w życiu Am i zaprząta jej myśli.

Will Hariss to niekwestionowany łamacz damskich serc, zwłaszcza że jest koszykarską gwiazdą NBA. Mimo to bolesna przeszłość nie daje mu spokoju i odbija się na podejściu do życia.
Kilka miesięcy temu pewna blondwłosa siatkarka poruszyła jego serce i Will nie ma zamiaru tak łatwo jej sobie odpuścić.

Czy Amber będzie potrafiła zaufać mężczyźnie, który już raz ją zawiódł? Czy Will zdoła odkupić swoje winy? Uczucia tych dwojga to mieszanka mogąca rozpalić ich zamknięte serca albo zostawić po sobie pobojowisko.

"Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

Pierwszy tom serii Final Four poleciła mi znajoma i faktycznie miała rację. Książka jest wciągająca od pierwszej strony. Nie mogło być inaczej i w mojej biblioteczce pojawiła się druga część, a raczej drugi tom, ponieważ ten opowiada historię innych bohaterów. Heidi i Garett oczywiście powracają i jest ich całkiem sporo w książce, ale nie oni grają pierwsze skrzypce. Więc kto?
"Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

Amber Sky i Will Hariss to para idealna. Wystarczy na nich spojrzeć, by wiedzieć, że między tym dwojgiem jest chemia. Problem jest taki, że zamiast sobie zaufać i stworzyć naprawdę fajny związek, ukrywają się i nie chcą dać sobie szansy na szczęście. Jedna sytuacja na imprezie zmienia wszystko. Sky widzi coś, czego nie chciałaby zobaczyć żadna dziewczyna. Ucieka i zrywa kontakt z Willem. Spotykają się prawie rok później i tym razem mężczyzna poprzysięga, że nie pozwoli jej odejść. Jednak do tanga trzeba dwojga. Czy Amber da szansę swojemu byłemu?

"Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

"Uwierz w nas" to trzecia książka autorki, która kryje się pod pseudonimem J.Dean. Julita Dziekańska ma na swoim koncie jeszcze pierwszy tom Final Four oraz książkę o wyścigach motocyklowych "Speedlove", która również bardzo mi się podobała. Autorka ma przyjemny styl pisania, a w jej książkach zawsze pojawia się jakaś rodzinna tragedia, co sprawia, że nie są tylko słodkimi romansami. Wciągają, ciekawią, skłaniają do refleksji, wzruszają, a także przyprawiają o szybsze bicie serca - takie właśnie są książki Julity Dziekańskiej. A najważniejsze jest to, że nie sposób się przy nich nudzić.

"Uwierz w nas" J.Dean - recenzja

Mi się ta historia podobała, zresztą jak wszystkie wcześniejsze książki Julity, które przeczytałam. Widać, że dziewczyna ma pojęcie o siatkówce, a koszykówka również nie jest jej obca. Ponadto autorka pięknie umie pisać o miłości, a także komplikować życie swoim bohaterom.


Czego chcieć więcej?

Myślę, że kolejnej dobrej książki autorki ♥️


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję autorce oraz wydawnictwu WasPos.











czwartek, 14 lipca 2022

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja


"Fetor wywołany gniciem ciała jest cudowny."

Przerażające studium ludzkiej samotności. Obraz bólu i cierpienia niewinnych. Książka, która w mojej ocenie zasługuje na to, by ją przede wszystkim podciągnąć pod horror, a nie thriller psychologiczny. Nie spodziewałam się takiej brutalności i poziomu zła, który zastałam na kartkach książki "Fetor" autorstwa Catherine Reiss.


"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

Zło może skryć się wszędzie.

Nie oszczędza nawet zakonu złożonego z grupy sióstr związanych ślubami milczenia. Kobiety są zamknięte - dosłownie - w małej społeczności, żyją swoimi wspomnieniami, pragnieniami. Tęsknią za światem zewnętrznym i jednocześnie oddane są bóstwu do granic możliwości. Wśród nich mieszka tajemniczy chłopiec o twarzy naznaczonej bliznami. Wygląd dziecka nie pozostawia zakonnicom wątpliwości, iż jest on owocem szatana. Aleksander, schowany przed światem w najdalszym zakamarku północnej wieży, kończy siedem lat, wtedy to Tekla - jedyna z sióstr, która obdarowała go wsparciem i troską - znika bez śladu. Kolejnego dnia chłopiec we framudze drzwi odnajduje kartkę z napisem Musisz uratować Laurę. Wykonując swoją misję, odkrywa coraz bardziej brutalne sekrety zakonu...

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

Od zawsze wiedziałam, że klasztory to dziwne miejsca, a to co się dzieje za ich murami nie bywa normalne. Ale w swojej książce Reiss pokazała, że są to gorsze miejsca, niż mogłabym sobie wyobrazić. Co prawda oszczędziła mi niektórych opisów zbrodni, ale to czego doświadczyłam podczas czytania, sprawia, że nigdy nie spojrzę już na żaden zakon tak samo, jak dawniej. A nawet jestem przekonana, że każde spotkanie z siostrą zakonną będzie u mnie wywoływać ciarki na plecach.

Zakonnice powinny mieć w sobie Boga i bożą miłość. Tu Bóg sprowadzony jest do żeńskiej roli i jest nią Najwyższa Matka. Każdy z nas wierzy sobie w co chce, a tu akurat nie wiadomo jaka to religia i czy w ogóle jest to religia, a nie sekta. Ale jeśli te kobiety czyniłyby dobro, to mogą wierzyć sobie w kogo chcą. Ale one dobra nie czynią. Powiem więcej - są złem wcielonym. Każda z nich stała kiedyś na rozstaju dróg. Nigdy nie przypuszczały, że swoje życie powierzą służbie Bogu. Nigdy nie przypuszczały, że trafią do takiego miejsca. Jedne zrobiły to z własnej woli, inne były do tego zmuszone. Ale nikt nie kazał im robić tego, co robiły późnoej. Niestety zostały wyprane z uczuć, bólem i pod przymusem zmuszone do stania się potworami w ludzkiej skórze. A później poszło już z górki...

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

W książce znalazłam kilka ram czasowych, różnych historii i sporo postaci, które w tej książce się pojawiają i znikają. Wielowątkowość "Fetoru" działa na jego korzyść, tak samo jak zastosowanie dwóch różnych rodzajów narracji.

Ale czym tak naprawdę jest "Fetor" ?


W potocznym znaczeniu jest to smród, brzydki zapach, odór. I gdy teraz się zastanawiam nad tą książką, to myślę, że właśnie taki smrodek po niej został. Jest to kolejna publikacja pokazująca, że Kościół to nie jest miejsce dobre i wypełnione miłością, a bólem i cierpieniem niewinnych.

Zacznijmy od początku...


Głównym bohaterem książki jest Aleks. Siedmioletni chłopiec nazywany przez siostry potworem. Dziecko znalazła jedna z nich pod bramą zakonu, gdy chłopiec był niemowlęciem. Jego ciało było okrutnie poranione i pozostały na nim blizny. Najgorsze są te na twarzy, ponieważ przez nie rysy chłopca są zniekształcone. Jedyną siostrą, która ukazała mu kiedykolwiek szacunek i miłość była Tekla. Niestety pewnego dnia kobieta znika bez śladu, a chłopiec odnajduje list, w którym ktoś napisał, że ma "uratować Laurę". Kim jest Laura i o co w tym wszystkim chodzi? Czemu siostry zakonne mieszkające w tym miejscu dziwnie się zachowują i go nienawidzą?

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

Nawet w najgorszych snach nie przypuszczałam, że ta książka będzie miała takie, a nie inne zakończenie. Po przeczytaniu opisu z okładki, myślałam, że znajdę tam wątki duchów, starożytnych bóstw, demonów, a może spotkam samego Szatana. Aleks objawiał się w moich myślach jako Damien Thorn ze słynnego filmu "Omen". Wyskoczy nagle z czeluści, wszystkich pomorduje i taki będzie finał. Co prawda finalnie mamy trzymacie ciał zakonnic, a mój umysł podsuwał mi różne scenariusze zbrodni, ale w rzeczywistości nic nie pokryło się z tym co przeczytałam. To było dużo bardziej mroczne...

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

Niby książka jest fikcją literacką (a przynajmniej mam nadzieję, że tak jest), ale czytanie niektórych scen sprawiało mi ogromny ból. Mam tu na myśli sceny przemocy wobec dzieci. Jakim trzeba być człowiekiem, by katować niewinne dziecko? I to katami w tym przypadku są kobiety. Odkąd zostałam matką, to zupełnie inaczej podchodzę do tego tematu. Jestem bardziej wrażliwa na krzywdę dzieci i gdy czytałam niektóre sceny, to oczami wyobraźni widziałam, że ktoś mógłby robić to mojemu dziecku. I nie mam tu na myśli dania klapsa. Te kobiety nie miały skrupułów. Zachowywały się jako opętane. A to czego dowiedziałam się na końcu, sprawiło, że sama miałam ochotę wziąć pochodnię, kanister benzyny i rozprawić z siostrzyczkami i tym miejscem raz na zawsze. I myślę, że gdybym dowiedziała się, że takie miejsca istnieją, to byłabym tam pierwsza i podkładała pod nie ogień. Niech wszystko spłonie w ogniu piekielnym, bo takich zbrodni nie można zamiatać pod dywan.

Tak jak wspomniałam na początku, książka według mnie bardziej pasuje do gatunku horror niż thriller psychologiczny. Oczywiście wszystko zależy od osoby, która ją czyta. Autorka zdradziła mi, że dla niektórych jest to książka młodzieżowa. Nawet nie wiem jak to skomentować, ponieważ ta książka powinna być dostępna dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia, dlatego, że jest bardzo brutalna. Chciałam Was uprzedzić, że nie ma tam przemocy seksualnej, więc o to nie musicie się martwić, ale niektóre sceny są drastyczne i trzeba o tym wiedzieć, jeśli chce się książkę przeczytać.

"Fetor" Catherine Reiss - recenzja

A teraz UWAGA...

Będzie kontynuacja. Oczywiście autorka milczy jak zaklęta, ale końcówka książki wskazuje na to, że jesteśmy w połowie fabuły i jeszcze sporo przed nami. Jeśli tylko coś będę wiedziała o kolejnej części, to dam znać na moim Instagramie. Ale jestem bardzo ciekawa tego, co Catherine Reiss jeszcze wymyśli.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję autorce oraz wydawnictwu WasPos.














 

poniedziałek, 4 lipca 2022

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Małgorzata Brodzik jest autorką, która ma na swoim koncie trzy książki, a najnowszą z nich jest "Ratując siebie". Miałam przyjemność zostać jej Patronką Medialną i chciałabym Wam o niej opowiedzieć... Nie jest to łatwa książka...


"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Nieudane małżeństwo... Przelotny seks w publicznej toalecie... Na pierwszy rzut oka przejrzysty układ...

Właśnie tego wszystkiego doświadczyła Natalia. Zdrada męża zmieniła ją w kogoś, kim nigdy nie chciała być. Stała się wyrachowana i bezwzględna. Co więcej, sama dopuściła się wiarołomstwa. Początkowo miała to być tylko zemsta - szybki numerek z nieznajomym - a także zaspokojenie swoich potrzeb. Okazało się jednak, że jest zupełnie inaczej. Kobieta wplątała się w układ z mężczyzną pozornie idealnym. Ofiarował jej coś, czego dotąd nie miała. Całkowicie się w nim zatraciła, co spowodowało, że nie zauważyła sygnałów ostrzegawczych. Czy Natalia zorientuje się, że Marek skrywa pewną tajemnicę? Czy zdoła się uwolnić? Historia o tym, że życie jest przewrotne i niejednokrotnie potrafi zaskoczyć nas samych. Przyjaźń, miłość, zdrada... ale i wątek toksycznej relacji pokazujący, do czego może doprowadzić, jeśli będziemy w niej tkwić. Moim zdaniem to nie tylko dobra powieść, lecz także lektura, z której można wyciągnąć wiele istotnych wniosków.

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Nie jest też prosta w czytaniu. Wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji, zaczynając od zadowolenia, a kończąc na gniewie. Od samego początku Gosia wywoływała w sieci zamieszanie, a gdy zobaczyliśmy okładkę, to tak, jakby dolała oliwy do ognia. Wiele osób pisało, że za odważna, zbyt śmiała, kontrowersyjna. Ale autorka uparcie twierdziła, że to co dostaniemy w środku nie jest historią Kopciuszka czy Śpiącej Królewny. To życie. A ono nie zawsze jest piękne i radosne.

I tak właśnie się stało. Książka okazała się historią zaczerpniętą z samego życia. I wcale to życie nie było usłane różami.

Mąż Natalii ją zdradził. Zrobił to i żadne z nich nie ma co do tego wątpliwości. Dali sobie szansę, by wszystko naprawić ale zdrada wisiała nad nimi jak chmura gradowa. Natalia wiedziała, że nic z tego nie będzie i też zdradziła męża. Czemu? Dla satysfakcji. By być górą. By też go zranić. By poczuł się tak jak jego żona. A może zrobiła to dla przyjemności? Z bezsilności?

Było miło. Miał to być jednorazowy seks, a przerodził się w romans. Małżeństwo Natalii się skończyło. Piotr złożył papiery o rozwód, a ona weszła całą sobą w nowy związek.

I to był jej największy błąd...

Na początku nie zauważyła, że coś jest nie tak. Później zaczęła dostrzegać sygnały. Raz wybaczyła. Drugi, trzeci, czwarty, aż w końcu przestała liczyć. On obiecywał, że się zmieni, że przestanie, że skorzysta z usług psychologa, ale nie robił nic. Przepraszam robił, ale nie to co powinien. Chciał ją zdominować na każdej płaszczyźnie, a wszystko między nimi zaczęło się psuć, gdy Natalia odmówiła. Odmówiła zerwania przyjaźni, zwolnienia się z pracy. Powiedziała STOP. Mylicie, że jego to obchodziło? Stał się jeszcze bardziej zaborczy i wybuchowy, aż pewnego dnia zrobił coś, czego kobieta nie mogła mu wybaczyć...

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Jest to trudna książka, ponieważ jest przepełniona żalem i bólem. Natalia jest osobą sfrustrowaną ciągłymi niepowodzeniami w swoim życiu, a jej frustracja jest bardzo odczuwalna dla czytelnika i niestety zaraźliwa. Kobieta jest wybuchowa, momentami bardzo niesympatyczna, przepełniona gniewem i pretensjami do całego świata. Ale czy można jej się dziwić? Mąż ją zdradził, nowy związek choć zapowiadał się bajkowo, okazał się ciągłą walką. Walką o akceptację, o miłość o zrozumienie. Tylko szkoda, że w drugą stronę to nie działało. Marek okazał się zupełnie inny niż się spodziewała. Czarujący, przystojny, idealny kochanek, dobrze zarabiający i dający poczucie bezpieczeństwa. Do momentu, gdy coś nie wyprowadzi go z równowagi. A powodów do wybuchu miał coraz więcej niestety, choć oczywiście były to błahostki i jego wymysły, a wręcz chore urojenia.

"Ratując siebie" Małgorzata Brodzik - recenzja - patronat medialny

Relacja pokazana w tej książce jest bolesna, pełna gniewu ale i ogromnej namiętności. Co jak co, ale sceny intymne w tej książce są gorące i przyprawiające o rumieńce. To się Gosi udało. Z biegiem czasu zaczęła mi się podobać również okładka, choć nie byłam co do niej przekonana. Jedyne co mnie irytowało, to natura Natalii. Z jednej strony ją rozumiem, ponieważ miała prawo być sfrustrowana całym życiem. Ale z drugiej strony momentami była po prostu chamska i zachowywała się jak prostaczka. Myślę jednak, że było to celowe zagranie autorki, by pokazać jak niepowodzenia w życiu prywatnym wpływają na nasze postrzeganie świata i na nasze zachowania. Człowiek, który cały czas będzie kopany i poniżany, nie zareaguje na wyciągnięcie ręki uśmiechem, a uruchomi swoje wszystkie reakcje obronne. Może to właśnie była reakcja obronna Natalii?


Zostawiam Was z tym pytaniem i jestem ciekawa Waszych opinii o tej książce.


Za możliwość współpracy przy tym tytule dziękuję autorce oraz wydawnictwu Was Pos.














 

wtorek, 7 czerwca 2022

"Ból miłości" Dominika Smoleń - recenzja

"Ból miłości" Dominika Smoleń - recenzja

"Ból miłości" Dominika Smoleń - recenzja


Dominika Smoleń jest jedną z polskich pisarek, które wydają książkę za książką. Nie zdążysz się obejrzeć, a już kolejna zapowiedź. To dobrze, ponieważ nie lubię długiego przestoju w publikacji nowych historii. Ciągle mi wrażeń potrzeba. "Ból miłości" - intrygujący tytuł. A czy pikantna i odważna zawartość?


Świat BDSM potrafi być kuszący...

Magda jest atrakcyjną kobietą, świadomą tego, jakie wrażenie wywołuje na mężczyznach. Na co dzień zajmuje się fotografią, a od czasu do czasu jest też modelką i twarzą różnych kampanii. Pewnego dnia jej kuzynka dzwoni do niej z płaczem, że jej były już chłopak okrutnie ją potraktował: dosłownie zrobił jej fizyczną krzywdę. Wspólnie wymyślają plan, jak ukarać mężczyznę i sprawić, że nie skrzywdzi już żadnej kobiety.

Problem jednak w tym, że okazuje się, iż Filip nie jest do końca tym, za kogo na początku brała go Magda, szczególnie że opierała ona swój osąd tylko na opowieściach kuzynki. Dziewczyna, realizując plan zemsty, wkracza więc do świata, którego nie rozumie, ale który zaczyna ją bardzo fascynować, do świata pełnego BDSM.

"Ból miłości" Dominika Smoleń - recenzja

To, że Dominika umie dobrze pisać, wiem od dawna. Miałam przyjemność przeczytać kilka książek jej autorstwa, które mi się podobały. Były też takie, które w moim odczuciu wypadły słabo. Czemu o tym wspominam? Dlatego, że mam mieszane uczucia co do jej najnowszej książki. Zacznę może od okładki - podoba mi się i sugeruje, że to będzie więcej niż romans. Wyobrażałam sobie gorące sceny seksu, wyuzdane, pikantne, ale nie przekraczające granic dobrego smaku. Czytałam już kilka pozycji, w których wątek bdsm grał znaczącą rolę i myślałam, że to będzie kolejna z nich. Dominika udowodniła mi, że umie pisać o gorącym seksie chociażby w książce "Pan Władza", która naprawdę jest bardzo fajna. Czemu więc coś znowu poszło nie tak? Tego nie wiem.

"Ból miłości" Dominika Smoleń - recenzja

Ta historia choć przyjemnie się ją czyta, to jest nijaka. Niczym mnie nie zaskoczyła, nie zabiło mi mocniej serce podczas jej czytania i ani na moment nie zrobiło mi się gorąco. Przez całość tekstu ciągle pojawia się skrót BDSM, a tego bdsm w tekście nie znalazłam. Fakt faktem bohaterowie podczas seksu używali kajdanek, bohaterka była również wiązana, miała zasłaniane oczy. Była raz polewana woskiem ze świecy ale dosłownie przez chwilę, pojawiła się nawet jakaś kostka lodu... Byliśmy świadkami tego co działo się na typowej imprezie dla fanów bdsm, ale nic mnie nie na niej nie zaszokowało. Bohaterka była tam chwilę i nie zobaczyła nic, co mogłoby szokować. Właśnie, tego szoku mi brakowało. Miało być bdms, a było BDSM tylko z nazwy.

Jak dla mnie ta książka to lajtowy romans bez głębszej fabuły. ONA miała zbliżyć się do NIEGO i zabrać mu kartę pamięci z telefonu, na której były igraszki kuzynki Magdy z Filipem. ON czyli Filip chciał się dobrze zabawić, a to że Magda była chętna, tym lepiej. Ale coś się między nimi zmieniło, gdy się ze sobą przesłali. Zaiskrzyło. I mogłoby coś z tego wyniknąć gdyby nie to, że Magda chciała być lojalna w stosunku do kuzynki. Ale czy Zośka przez cały czas była lojalna wobec niej?

"Ból miłości" Dominika Smoleń - recenzja

Książkę czyta się szybko, ma dużą czcionkę, krótkie rozdziały, język jest prosty a historia momentami nawet ciekawa, choć tak jak wspomniałam, nie wyróżnia się niczym specjalnym. Filip jest ciekawie wykreowany, ale te jego "kwiatuszku" mnie wkurzało. Zośka miała dobry pomysł i chciała sporo ugrać, ale coś jej nie wyszło i musiała w swój plan zaangażować Magdę. Oczywiście nie mówiąc jej wszystkiego. A Magda to dobra dziewczyna i zgodziła się pomóc. Czego nie robi się dla rodziny? Maga ma jednak wadę - za dużo myśli i rozważa. I to też momentami mnie wkurzało.

Nie jest to literatura wysokich lotów, nie wyciągnięcie z niej wniosków, choć nie było jakoś strasznie źle. Podobało mi się zakończenie, było satysfakcjonujące i przyjemne dla mnie i dla bohaterów. Ale w całości brakowało mi pikanerii i tego, co znalazłam w książce "Pan Władza". Tam to dopiero były emocje, było gorąco, namiętnie i faktycznie niektóre sceny można z czystym sumieniem nazwać ostrymi. Tu nic ostrego nie było.


Znacie książki Dominiki Smoleń?




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu WasPos.










 

piątek, 25 lutego 2022

"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny

"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny


"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny

Dziś swoją premierę ma książka "Chcę ci zaufać" Darii Rajdy, z którą mam przyjemność po raz drugi współpracować jako patronka medialna jej książki. Niech nie zwiedzie Was ta piękna okładka. To nie jest romans motocyklowy, a kawał dobrej sensacyjnej literatury. Zaciekawiłam Was? Książka ukazała się nakładem wydawnictwa WasPos.


"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny

Co byś zrobiła, gdyby mąż wyznał Ci zdradę tuż po tym, gdy uprawiał z Tobą seks?

Natalia, pomimo późnej pory, postanawia odwiedzić przyjaciółkę, jednak ostatecznie nigdy do niej nie dociera. Po drodze jest świadkiem zdarzenia, którego zdecydowanie nie powinna była ujrzeć. Choć kobieta od razu się wycofuje, ktoś i tak podąża jej śladem.

Z opresji ratuje ją tajemniczy, przystojny nieznajomy. Adrian jednocześnie przeraża, intryguje i pociąga dziewczynę. Ponadto sprawia wrażenie, jakby doskonale wiedział, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy. Kim jest mężczyzna? Jaki ma cel, pomagając Natalii? Czy może być jednocześnie dobrym i złym facetem?

"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny

Okładka "Chcę Ci zaufać" jednoznacznie sugeruje, że to historia miłosna. Można by przypuszczać, że nawet taka, jakich na półkach w księgarni wiele, ale absolutnie tak nie jest. Daria nie należy do autorek piszących ckliwe romanse, w których bohaterowie schodzą się i rozchodzą i jest przy tym więcej dramy, niż całej miłości. U niej musi być dynamicznie. Akcja jest wartka, tajemnica goni tajemnicę, jest trochę dramatu, szaleństwa, zdrady i gdzieś między tym wszystkim pojawia się uczucie. Ale motywem przewodnim książki jest śledztwo. Bohaterowie bawią się w detektywów i całkiem dobrze im to wychodzi. Książkę przeczytałam w kilka godzin i z całego serca Wam ją polecam.

"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny

Któregoś pięknego dnia, mąż Natalii inicjuje stosunek seksualny, po którym oznajmia jej, że ją zdradził. Co gorsza nie raz, nie dwa, ale kilka i dziewczyna, z którą to zrobił jest w ciąży. Jak myślicie, co Natalia zrobiła później? Powinna go zabić, to logiczne, ale staje na tym, że tylko wyrzuca go z domu i od razu zarządza jego eksmisję ze swojego serca. Po czym postanawia udać się do przyjaciółki, by utopić smutki w alkoholu i wyżalić się. Ale nie dociera do niej tego wieczoru...

Jakby pecha w jej życiu było zbyt mało, to na dobicie jest światkiem morderstwa mężczyzny oraz uprowadzenia kobiety. Mimo tego, że Natalia stara się cicho wycofać, to przestępcy i tak ją dostrzegają, po czym udają się w pościg za naszą bohaterką.

Szkoda mi Natalii, ponieważ ten wieczór okazał się dla niej katastrofą w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jak nie urok, to wiadomo co. Na szczęście na drodze naszej bohaterki pojawia się tajemniczy mężczyzna na motocyklu, który ratuje ją z opresji i krótko mówiąc, tym samym ratuje jej życie. Ale to tyle jeśli chodzi o dobre wiadomości. Od tego feralnego wieczoru życie Natalii zmienia się bezpowrotnie. Dostaje kopertę ze zdjęciami przyjaciół, rodziny, której zawartość odbiera jako groźbę. Jest śledzona. Ale najgorsze dopiero przed nią. Jej przyjaciółka ginie w tajemniczych okolicznościach i wszystko wskazuje na to, że sprawcami porwania są handlarze żywym towarem. Co zrobi Natalia i jaką rolę w jej życiu odegra Adrian? Będzie się działo, oj będzie...

"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny

Daria długo kazała nam czekać na nową książkę. Ale w końcu jest. "Chcę ci zaufać" zachwyciło mnie przede wszystkim humorem. Natalia ma cięty język i jej dialogi rozłożyły mnie na łopatki. Mistrzyni ciętej riposty i babka z jajami. Zamiast się załamać, musi wziąć się w garść i odkryć, co się stało się z Patrycją. Przy okazji na jaw wychodzi, że jej mąż od dawna ją oszukiwał. Czy może być gorzej? Wierzcie mi, że tak. Ale już nic więcej Wam nie zdradzę.

"Chcę ci zaufać" Daria Rajda - recenzja - patronat medialny

Rzadko kiedy jestem zadowolona z lektury w 100%, a tu tak właśnie jest. I nie chodzi o to, że jestem jej patronką. A przede wszystkim o to, że książka jest dobrze napisana, ciekawa i nie skupia się tylko na romansie bohaterów. Owszem jest tu wątek miłosny, bohaterowie od początku maja się ku sobie. Ale mnie zainteresowała tajemnica i wątek handlu ludźmi. W książce jest tyle tajemnic, że można się pogubić, ale Daria świetnie wszystko zaplanowała i połączyła w spójną i logiczną całość. Jeśli lubicie książki sensacyjne i chcecie, by dużo się w takiej lekturze działo, to polecam Wam "Chcę ci zaufać" oraz dwie pozostałe książki autorki, które macie na powyższej fotografii. 


Za możliwość współpracy przy tym tytule dziękuję autorce oraz wydawnictwu WasPos.